18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

65 lat temu wykonano wyrok na ks. mjr. Rudolfie Marszałku, kapelanie Żołnierzy Wyklętych

Jacek Drost
Udostępnij:
Dokładnie 10 marca mija 65. rocznica śmierci Rudolfa Marszałka - duchownego, żołnierza, wielkiego patrioty, postaci w naszym regionie wybitnej.

Być wolnym, a jednak czuć się niewolnikiem, to chyba najstraszniejsze uczcie. A jednak jest ono w sercach nas wszystkich. I te pęta niewoli szatańskiej chcemy zerwać , my, garstka szaleńców, którzyśmy się wyrzekli wszystkiego - nawet prymitywizmu życiowego - domu rodzinnego - wszelkiej wygody, a wzięliśmy na siebie trud i krwawy znój. Walczymy dziś o wolność całego narodu, by poprzez mogiły tych, co polegli, śladem krwi naszych blizn szedł każdy obywatel, myślący i czujący tak jak my. Ku zwycięstwu sprawiedliwości" - pisał pochodzący z Komorowic Krakowskich ksiądz major Rudolf Marszałek, ps. "Opoka" do swoich znajomych.

Czas śmierci

Niedługo później został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Po rocznym śledztwie, 10 stycznia 1948 roku, w więzieniu na Mokotowie zapadł wyrok sądu wojskowego - kara śmierci. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano 10 marca 1948 r. około godz. 22.00. Ciało księdza majora zostało pochowane potajemnie i bezimiennie na terenie warszawskiej Dolinki Służewieckiej. Komunistyczni siepacze pewnie chcieli, by imię i nazwisko Rudolfa Marszałka na zawsze zostało wymazane z pamięci. To im się nie udało. Pamięć o nim żyje - będzie się można o tym przekonać 10 marca w Bystrej Śl., gdzie odbędą się obchody 65. rocznicy śmierci księdza majora.

Czas młodości

Rudolf Marszałek urodził się 29 sierpnia 1911 r. w Komorowicach Krakowskich - informuje Bogdan Ścibut z Bystrej Śl., który wspólnie z Anetą Kreftą-Maciejowską napisał książkę "Piotr Opoka. Ksiądz major Rudolf Marszałek TChr (1911 - 1948)".
Po skończeniu szkoły powszechnej Marszałek uczył się w Gimnazjum Polskim w Bielsku. Należał do harcerstwa i Sodalicji Mariańskiej.

Sporo w tym czasie podróżował po Europie, odwiedzając jako harcerz między innymi Anglię. Po maturze zgłosił się do odbycia służby wojskowej. Na przełomie 1931 i 1932 r. ukończył kurs w Szkole Podchorążych Piechoty w Zambrowie, zaliczył także kurs aplikacyjny w 4. psp w Cieszynie i praktykę w jednostce wojskowej w Bielsku.

W 1932 r. wstąpił do Seminarium Zagranicznego Towarzystwa Chrystusowego dla Wychodźców w Potulicach, kolejno studiując w seminarium w Gnieźnie oraz teologię misyjną w Uniwersytecie Poznańskim. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 czerwca 1939 r. z rąk Prymasa Polski Augusta Hlonda.

Czas wojny

W lipcu 1939 r. ks. Marszałka powołano na kapelana 58. pułku piechoty w Poznaniu. Z Armią "Poznań" dotarł do Warszawy i w czasie jej obrony był kapelanem w szpitalu maltańskim. Został aresztowany przez Niemców i do listopada więziony na Pawiaku. Po wyjściu z więzienia zaangażował się w działalność konspiracyjną. Przez konspiracyjną Komendę Główną Organizacji Orła Białego został wysłany do Bielska, by stworzyć struktury organizacji. Po dekonspiracji OOB przez gestapo otrzymał rozkaz udania się do polskiej komórki przerzutowej w Budapeszcie. Znowu został aresztowany przez gestapo, więziony w Wiedniu, prawdopodobnie na jakiś czas osadzony w obozie koncentracyjnym. Zwolniony dzięki staraniom rodziny.

Po powrocie do okupowanej Polski i kuracji zdrowotnej był duszpasterzem w parafii św. Mikołaja w Bielsku, a następnie rektorem w kościele w Dziedzicach. Wiosną 1942 r. mianowano go rektorem w kościele w Bystrej Krakowskiej, gdzie pełnił posługę do zakończenia woj-ny. Związał się z konspiracją niepodległościową. Służył jako kapelan oddziałom leśnym Śląska Cieszyńskiego, w tym oddziałowi kpt. Henryka Flamego ps. "Bartek". W związku z próbą aresztowania go przez UBP od 1 lipca ukrywał się w Bystrej i Szczyrku, po czym dołączył do zgrupowania "Bartka". W uzgodnieniu z dowódcą zgrupowania NZS na przełomie sierpnia i września 1946 r. wyjechał do Niemiec, by zorganizować pomoc oddziałom NZS i przerzucić je na Zachód. W liście do Flamego pisał: "Chciałbym odprawić mszę św. w tej krainie naszych wielkich zadań". Nie było mu to dane. Po powrocie do kraju został aresztowany przez UBP...
Czas pamięci

Obchody 65. rocznicy śmierci księdza odbędą się w Bystrej Śląskiej Rozpoczną się przy ul. Kościelnej 20 o godz. 10.45 przemarszem pocztów sztandarowych i grup rekonstrukcji historycznej spod Szkoły Podstawowej im. Synów Pułku przy ul. Klimczoka do kościoła Najdroższej Krwi Pana Jezusa Chrystusa.

Tam o godz 11.00 rozpocznie się msza z udziałem przedstawicieli Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Na 12.30 zaplanowano apel poległych i odsłonięcie tablicy pamiątkowej przez Piotra Marszałka, bratanka ks. Marszałka, a później wręczenie przez przedstawicieli Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych ryngrafów pamiątkowych dla byłych ministrantów ks. Marszałka: Wiktora Hudeckiego i Władysława Dutki oraz dla Andrzeja Tomaszczyka, którego rodzice byli najbliższymi współpracownikami ks. Marszałka w Armii Krajowej i NSZ. Od 13.00 do 14.30 odbędzie się spotkanie w auli im. Jana Pawła II przy kościele, podczas którego będzie można zobaczyć wystawę fotografii poświęconych ks. Marszałkowi, obejrzeć prezentację grup rekonstrukcji historycznej: 58. Wielkopolskiego Pułku Piechoty i 4. Pułku Strzelców Podhalańskich, a także porozmawiać autorami książki "Piotr Opoka. Ks. mjr Rudolf Marszałek SChr (1911-1948)" - Anetą Kreftą-Maciejowską oraz Bogdanem Ścibutem.

O godz. 21.55 zaplanowano rozpalenie watry w godzinę śmierci ks. mjr Rudolfa Marszałka w Więzieniu Mokotów Warszawa, a także zapalenie zniczy pod tablicą pamiątkową poświęconą "Pamięci ofiar reżimu komunistycznego bezprawnie skazanych i zamordowanych w latach 40 i 50. "potajemnie pochowanych na tym cmentarzu". Znicz zapali Waleria Młyniec, córka pułkownika Waleriana Młyńca, dowódcy batalionu 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, w we wrześniu 1939 dowódcy 156 pułku piechoty, zmarłego 8.09.1939 oraz przedstawiciele ZŻ NSZ.

FRAGMENTY KSIĄŻKI "PIOTR OPOKA. KSIĄDZ MAJOR RUDOLF MARSZAŁEK TChr (1911 - 1948)"

W podsumowaniu lat 1942-46 fragmenty relacji mieszkańców:

"Niemcy rozważali przejęcie kaplicy w Bystrej Krakowskiej na siedzibę dla Hitlerjugend. Przyjście kapłana i msze dla miejscowych Niemców spowodowały zaniechanie tych planów. Niemcy mieli w niedziele jedną mszę świętą, a Polacy dwie. Nabożeństwa w tygodniu (maj, czerwiec, październik) też były odprawiane po polsku".

"Nigdy nie mówił »ja«, zawsze podkreślał »my«. Miał wielkie plany, co do świątyni, nauki religii, zajęć z dziećmi. Planowaliśmy utworzyć w szkole drużynę harcerską. Obiecywał, że włączy się w pomoc dla najbiedniejszych dzieci, w dodatkowe zajęcia plastyczne. W 1946 r. przygotował dzieci do I Komunii świętej w krótkim czasie, ale solidnie, miał u nich ogromny autorytet. Zresztą wszystkie dzieci i młodzież były nim zachwycone. Czasy były ciężkie, panowała powojenna bieda, analfabetyzm. Ksiądz, a zarazem żołnierz, wnosił nadzieję i poczucie bezpieczeństwa".

"Zapamiętano, że miał szczególny dar mówienia o miłości Boga i Ojczyzny. Często kazania miały tak mocne akcenty patriotyczne, że chłopcy pilnowali, czy ktoś obcy nie nadchodzi".

"Kiedy Niemcy doznawali już porażki pod Stalingradem, to on jawnie mówił o tym na kazaniu. A mówił wyjątkowo porywająco, z kunsztem. W grudniu 1945 r. zorganizował w restauracji u Twardego opłatek, żebyśmy z zarobionych pieniędzy mogli uszyć mundurki harcerskie".

"Nigdy nie narzekał, że ktoś go wzywa do domu. Jak nie było furmanki to szedł po błocie, śniegu, o każdej porze dnia i nocy. Pamiętam jego słowa: »Nawet na koniec świata pójdę, jeśli ktoś zapragnie Chrystusa«.

"W kwietniu 1943 r. byliśmy jako dzieci u księdza Marszałka na imieninach [17 kwietnia]. Do jego mieszkania przyszło dwóch ludzi i razem poszli w kierunku kościoła. Chodziło o pomoc rannym partyzantom".

"Front się ustabilizował niedaleko i we wsi kwaterowali Ruscy. Jedna z mieszkanek wskazywała im księdza twierdząc, że to Niemiec. W tym czasie od takiego bezmyślnego posądzenia do śmierci z rąk frontowców była niewielka granica".
Swoje świadectwo przekazał również ministrant ks. Rudolfa Marszałka, Władysław Dutka, mieszkający od urodzenia w Bystrej Krakowskiej. "Poznałem ks. Marszałka jak przygotowywałem się do I Komunii Świętej. Mam obrazek pamiątkowy z datą 16.08.1942 i oczywiście zdjęcie. Pod koniec okupacji, w 1944 r. zostałem ministrantem. Wtedy poznałem księdza lepiej i służyliśmy do mszy świętej wraz z kolegami: Wiktorem Hudeckim (był najstarszy z nas), Kazimierzem Marszałkiem i Stanisławem Walusiem. Zapamiętałem dzień, w którym była egzekucja pięciu Polaków w Bystrej, więźniów obozu koncentracyjnego w Auschwitz [24.04.1944 r.]. Niemcy przywieźli skazańców na posterunek policji i tam im dali jakieś zastrzyki oszałamiające. Następnie spędzili na miejsce egzekucji wszystkich mieszkańców. Udał się tam też ks. Marszałek. Chciał wyspowiadać prowadzonych na śmierć, ale Niemcy się nie zgodzili. Jeden z więźniów powiedział »Z Bogiem Polacy«, a drugi »Z Bogiem świecie«.

Trzeci próbował coś powiedzieć, ale głos uwiązł mu w gardle. Ksiądz się za nich modlił stojąc nieopodal, na werandzie domu, w którym mieszkała moja babcia. Kat chodził i podcinał stołki kolejnym ofiarom. Jeden z wieszanych zerwał się i zaczął się podnosić. Został przez jednego z tych katów zabity dwoma strzałami. Niemcy pozostawili ich przez godzinę po egzekucji. Później przyjechali i zabrali ciała do Oświęcimia. Jeden z zamordowanych Polaków pochodził ze Szczyrku, pracował w lesie i tam ponoć miał kontakty z polskimi partyzantami". Zginęli wtedy: Alojzy Rykała - 24 lata, Józef Lorenc - 21 lat, Wiktor Grzegorczyk - 23 lata, Michał Stec - 25 lat, Józef Klaczek - 40 lat. Władysław Dutka kontynuuje wspomnienia. "Pamiętam też ten dzień w 1945 r., gdy ksiądz w czasie, gdy jeszcze Niemcy się tu bronili w pobliskich okopach, zaczął w kościele śpiewać »Boże coś Polskę«. W późniejszym czasie wiem, że ks. Marszałek był w różnych miejscach: w Cygańskim Lesie [rejon Mikuszowice Śląskie - Olszówka, dzisiaj włączone do Bielska-Białej], tam odprawiał w kaplicy. Był jakiś czas w kościele garnizonowym pw. Trójcy Przenajświętszej w Bielsku. Pełnił w tym czasie, wiosną 1946 r., posługę w szpitalu miejskim. Wiem, bo leczono tam mojego tatę Władysława.

Odwiedzał nas też w Bystrej Krakowskiej. Spotykał się z ministrantami. Pokazywał nam swój mundur z trzema gwiazdkami. Jak latem 1945 r. Polacy z Bystrej odtworzyli krzyż przy »Fałatówce« [przechowano przez okupację figurę Chrystusa i gołębia obrazującego Ducha Świętego z kaplicy przy dom Juliana Fałata, krzyż został spalony], to ks. kpt. Marszałek przyjechał w mundurze, ze swoimi żołnierzami i poświęcił ten krzyż. W pierwszej połowie 1946 r. uczyliśmy się w szkole przeniesionej czasowo do domu nazywanego »Jutrzenka«. Ksiądz się już ukrywał, gdyż był poszukiwany. To było późną wiosną. O tym, że ukrywał się w Bystrej musiało wiedzieć kilka osób. Ksiądz odprawiał potajemnie msze w kościele w Bystrej. I ja mu służyłem do mszy. To było kilka lub kilkanaście razy. Nauczycielka moja pani Gralewska informowała mnie, że ksiądz przyjdzie i zwalniała mnie z lekcji. Ja szedłem do kościoła, wiedziałem, gdzie kościelny Laszczak zostawia sobie klucze, otwierałem, przygotowywałem ornat i wszystkie niezbędne rzeczy, ksiądz przychodził skądś z lasu, wchodził, zamykaliśmy kościół i ksiądz odprawiał mszę świętą.

Po mszy ksiądz odchodził, ja porządkowałem wszystko i po godzinie wracałem do szkoły. Miałem wtedy 12 lat. Nie wiem, czy nasz kościelny o tym wiedział, czy też konsekwentnie udawał, że nie wie. Przypuszczam, że pani Gralewska wiedziała o tym od Milki Markowej, która była jej siostrą. Ksiądz Marszałek stołował się u państwa Marków. Spotkałem go jeszcze raz, przy lesie na końcu wsi [Bystra, obecnie koniec ul. Klimczoka, nieopodal ujęcia wody]. Zawołał mnie i powiedział, że jest głodny. Ktoś miał mu dostarczyć jedzenie, ale nie dotarł. Poprosił mnie bym mu przyniósł kawałek chleba. Moja rodzina niedaleko tego miejsca zbierała drewno na opał i wysłali mnie na dół, do wsi, by już przyjechała furmanka, aby ich zabrać. Pobiegłem i zobaczyłem niedaleko tego miejsca, gdzie spotkałem księdza Marszałka jak idzie do góry pani Markowa z siatką na zakupy. Jak wróciłem to już księdza nie zastałem".

Kolejny ministrant, Wiktor Hudecki, wspomina: "Ks. Marszałek bardzo sumiennie podszedł do urządzania kaplicy i jej doposażenia, pomimo wojny zrealizował sporo zakupów, m.in. chrzcielnicę, która służy nam do dziś, mosiężne tabernakulum, dębową ambonę, puszkę, kielich, baldachim, kapy i ornaty. Zakupił też kilka figur, które stoją w świątyni do dzisiaj. Najbardziej cieszył się z figury Jezusa z Sercem Gorejącym i obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, który podarował Józef Wałęga. Zlecił także wymalowanie wnętrza kaplicy. Na suficie pojawiły się symbole Ducha Świętego, a w prezbiterium Jezus - Dobry Pasterz oraz żniwiarze modlący się pod kapliczką. W pomoc zaangażowali się nawet miejscowi ewangelicy. Podziwiałem go za gorliwość w modlitwie, piękny głos i dobroć, jaką nam okazywał. Często zabierał mnie ze sobą, gdy jechał do Wilkowic lub na odpusty w okolicy. Był chętnie zapraszany, bo głosił piękne kazania. Posyłał mnie też jako kuriera do dziekana z Bestwiny, też zaangażowanego w konspiracji. Zdarzało się, że gdy ks. Marszałek wysyłał mnie z drugim ministrantem, Kazikiem Marszałkiem, po kwiaty do Bielska, to tam na dno wiklinowych koszy, w których zabieraliśmy kwiaty chowano nam podziemne ulotki i książeczki, które ksiądz później rozdawał wybranym ludziom w Bystrej".
Pod koniec maja 1945 r. na wniosek ks. Przeworskiego, proboszcza parafii z Wilkowic, został odwołany ze stanowiska rektora kościoła w Bystrej Krakowskiej. Zakonnicy po okresie okupacyjnej ochrony mieli powrócić do dyspozycji przełożonych zgromadzenia. Z tego okresu zachował się wzruszający list mieszkańców Bystrej i Mesznej do Jego Ekscelencji Księcia Arcybiskupa Metropolity Adama Sapiehy. "Obywatele gromad Bystra i Meszna składają Jego Ekscelencji Księciu Metropolicie najserdeczniejsze »Bóg zapłać« za łaskawą opiekę nad naszym kościółkiem - kaplicą w czasie najcięższym, to jest w czasie okupacji niemieckiej, przez mianowanie rektorem Księdza Rudolfa Marszałka, z którego obowiązków duszpasterskich jesteśmy w pełni zadowoleni. Z ubolewaniem przyjmujemy do wiadomości odejście księdza Rudolfa Marszałka, któremu jesteśmy winni pełną wdzięczność tak za jego pracę duszpasterską, jak i materialną, położoną około wykończenia i wyekwipowania kościoła - kaplicy w Bystrej. […]".

30.05.1945 r. mieszkańcy Mesznej napisali list do arcybiskupa Sapiehy o następującej treści:

"Podpisani Obywatele gromady Meszna, jako sąsiadujących z Bystrą, pow. Biała Krak., a uczęszczających do kościółka w Bystrej, składają najserdeczniejsze podziękowania Jego Ekscelencji Księciu Metropolicie za przydzielenie do naszego kościółka tak godnego sługi Bożego, jakim był ks. misjonarz Marszałek Rudolf. Wszyscy jednogłośnie musimy okazać wyrazy pełnego szacunku i uznania dla jego osoby, jako prawdziwego i gorliwego duszpasterza - jako dobrego i przykładnego Polaka. On w tych ciężkich, niebezpiecznych i beznadziejnych chwilach podtrzymywał nas Polaków na duchu, narażając bezustannie własną osobę. On nie bacząc na władze niemieckie praktykował nabożeństwa polskie, nawet te, które w innych kościołach były chwilowo wstrzymane, mając z tego powodu wiele nieprzyjemności. Przebywał tylko w otoczeniu Polaków, odwiedzał i pocieszał rodziny ścigane przez niemieckie Gestapo, rozdzielał zapomogi biednym Polakom, wygłaszał ciągle kazania o nastawieniu patriotycznym, a kiedy w Bystrej i Szczyrku wieszano polskich więźniów politycznych szedł na miejsce stracenia żeby ich w ostatniej chwili jeszcze podnieść na duchu. Dzisiaj z bólem i żalem musimy żegnać naszego ojca i opiekuna dziękując mu tylko za jego ofiarność i poświęcenie oraz prosząc Naszą Niepokalaną Matkę za jego osobą. Wdzięczność i radość byłaby wielka, gdyby Jego Ekscelencja Książę Metropolita raczył pozostawić dla naszego kościółka tak gorliwego i dobrego pasterza, jakim był ks. misjonarz Marszałek Rudolf.

Wyżej przytoczone fakty stwierdzamy własnoręcznym podpisem. Następują podpisy mieszkańców Mesznej i Bystrej. Na kolejnych kartkach podpisało się 220 osób z rodzin:Adamusów, Bartosików, Bieńków, Bindów, Blachów, Bryjoków, Byrdów, Cembalów, Cyganków, Czadrów, Damków, Dawidów, Durajów, Dutków, Fijaków, Filipków, Forysiów, Frydlów, Gąsiorków, Gębalów, Gilowskich, Gluzów, Grobelnych, Górnych, Gryglów, Grzegorzów, Grzybków, Halamów, Hoffmannów, Hudeckich, Imielskich, Janułów, Jasickich, Jasionków, Kajzerów, Kamińskich, Kaników, Kaniów, Kępysów, Kiełbas, Kopaczków, Koczajów, Kolmerów, Koniorów, Kopaczków, Kruczków, Krystów, Kubalów, Kubańdów, Kubiców, Kuflów, Kwaśnych, Łaciaków, Łukoszków, Laszczaków, Loranców, Marków, Marszałków, Martyniaków, Matuszków, Maślanków, Mikołajczyków, Niklów, Pezdów, Piernikarczyków, Pietraszków, Piprków, Płonków, Połoncarzów, Polaków, Prochowników, Profusów, Pusiów, Przybyłowiczów, Sikorów, Siudów, Skrzesińskich, Smołków, Sromków, Sternalów, Szypułów, Śliwów, Śpiewaków, Trzopków, Twardych, Waliców, Walów, Walusiów, Weluszów, Wróblewskich, Zawiłów.
1946

3 maja władze wprowadziły zakaz urządzania obchodów na ulicach. W Polsce Święto Konstytucji 3 maja wiązało się jednak tradycyjnie z pochodami. W 10 województwach doszło do manifestacji i starć z aparatem represji. Szczególnie brutalnie spacyfikowano obchody w Krakowie, gdzie funkcjonariusze zabili kilka osób, kilkadziesiąt ranili, a kilkaset aresztowali. Represjonowano m.in. harcerzy, uczniów, studentów. Władzy udało się opanować sytuację dopiero w czerwcu. W Beskidach wzrosła aktywność grup partyzanckich ze Zgrupowania NSZ Henryka Flame ps. "Bartek". W całym regionie olbrzymie wrażenie wywarło zajęcie Wisły przez połączone oddziały, właśnie 3 maja. Partyzanci ubezpieczywszy drogi dojazdowe zaprezentowali się miejscowym i wczasowiczom w umundurowaniu, z uzbrojeniem. Prowadzeni przez por. Jana Przewoźnika ps. "Ryś" przemaszerowali dwójkami przez centrum Wisły i nie niepokojeni przez nikogo odeszli na miejsce zbiórki na Baraniej Górze. W tym dniu zrodziła się kolejna legenda Podbeskidzia. "Leśni chłopcy" obrazując "straceńców losu" mieli duże poparcie wśród miejscowego społeczeństwa.

W Boże Ciało, 20.06.1946 r., gdy ksiądz Rudolf szedł z procesją w kierunku Równi, gdzie przygotowano jeden z ołtarzy, przyjechali funkcjonariusze UB, by go aresztować lub prewencyjnie zatrzymać na czas referendum. Ministrantom udało się ostrzec księdza, który zakończył nabożeństwo, przebrał się pospiesznie i odszedł w góry. Podobną sytuację wspomina siostrzenica ks. Marszałka, Aleksandra Reif, którą wraz z koleżanką zatrzymali funkcjonariusze UB na plebani. Udało jej się wymknąć z domu i przekazać przechodniom ostrzeżenie dla wujka. Ks. Marszałek duszpasterzował w Bystrej Śląskiej pod presją aresztowania. Mimo tego czynił to, co do niego należało. Jeszcze przed referendum zdążył ochrzcić czwórkę dzieci. Ostrzeżony o grożącej mu kolejnej próbie aresztowania przez zaprzyjaźnionego prezesa koła PSL, 30 czerwca ukrył się w znanym sobie lesie w końcu Bystrej, na zboczach Szyndzielni i Klimczoka. Z osób, które wówczas mu pomagały odnotowaliśmy Emilię Marek z Bystrej Krakowskiej. Ten głęboko ludzki odruch mógł ją kosztować karę kilkuletniego więzienia.

Referendum, z trzema zagadnieniami dotyczącymi zniesienia senatu, nacjonalizacji podstawowych gałęzi gospodarki i utrwalenia granic zachodnich, przeprowadzono 30.06.1946 r. O granicę wschodnią i ziemie Polski zajęte przez Rosjan w 1939 r. nie pytano. Trzeba przyznać, że komuniści polscy i ich rosyjscy doradcy przewidzieli niesforność Polaków i sfałszowali wyniki referendum ogłaszając, że większość obywateli głosowała "3 razy tak", co miało świadczyć o poparciu dla komunistów. Zatajone wyniki świadczyły o tym, że ¾ głosujących wypowiedziało się przeciwko PPR i jej partiom sojuszniczym. Nikt niepowołany wówczas się o tym nie dowiedział. Właśnie z datą 30.06.1946 r. ukrywającego się ks. Rudolfa Marszałka odwołano z funkcji rektora kościoła w Bystrej Śląskiej. Od końca grudnia 1945 r. do dnia odwołania ochrzcił w bystrzańskiej kaplicy 28 dzieci i udzielił 8 ślubów. […]

Przez kilkanaście dni ks. Marszałek, poprzez swoje kontakty konspiracyjne i towarzyskie, próbował zorientować się w tym, jak bardzo zależy UB na jego osobie. Kiedy usłyszał o nagrodzie za wskazanie jego miejsca pobytu i aresztowaniu swojego brata Leopolda, zdecydował się odejść do partyzantów NSZ, na Baranią Górę. W lipcu 1946 r. przeszedł do Szczyrku i łącznika oczekiwał na kontakt z jednym z oddziałów. W drugiej połowie miesiąca w schronisku na Magurze [?] spotkał się m.in. z grupowym "Wichurą" [Józef Kołodziej]. Z nim udał się do oddziałów, gdzie został ciepło przyjęty przez "Bartka", który mianował go kapelanem. Co ciekawe, wówczas był najwyższym rangą i niewątpliwie najlepiej wykształconym członkiem zgrupowania. Ksiądz major znalazł się w świecie, który cenił, podziwiał, ale wymagał zwierzęcej ostrożności i doświadczenia w zmaganiach z przeciwnikiem. Czynił kapelan swoje powinności, do których został powołany. Spowiadał żołnierzy, pocieszał rannych i strapionych, odprawiał msze święte. Chodził też z żołnierzami "Wichury" i "Orła Białego" na akcje w doliny. […] 8.08.1946 r. napisał z lasu do przełożonego Zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego Ojca Ignacego Posadzego: "szukają mnie - wydali nagrodę pół miliona złotych za głowę moją". Spotykał się z żołnierzami i dowódcami innych oddziałów partyzanckich NSZ: "Sztubaka", "Wilejki", "Śmiałego" oraz drużyną ochrony sztabu pod dowództwem "Kuby".
1947

Doniesienie współpracownika UB, współwięźnia w celi: "Doniesienie 13 stycznia 1947 W dniu wczorajszym nikt z moich współtowarzyszy w celi nie podał żadnych informacji w związku ze sprawą. Wszystkie rozmowy toczyły się dookoła zdarzeń politycznych ostatnich dni oraz sobotnich badań śledczych. W dyskusji ks. Marszałek oraz prof. Dziubecki dwa wrogie sobie stanowiska. Ks. Marszałek jest zdania, że współpraca ze Związkiem Radzieckim doprowadzi Polskę do całkowitej utraty niezawisłości i niepodległości, prof. Dziubecki zwalcza politycznie ten pogląd nie szczędząc dość przykrych dla ks. Marszałka słów. Dziubecki nie wierzy w możliwość wojny, jeśliby jednak ona nastąpiła - mówił - w dwa miesiące Związek Radziecki opanuje całą Europę, to też i w tym przypadku lepiej żyć z nimi w przyjaźni. Ks. Marszałek jest wielbicielem Ameryki i Anglii i jest zdania, że wszystko co Zachód posiada czy postanawia jest alfą i omegą i on jedynie może ocalić Państwo Polskie i jego Niepodległość. Ks. Marszałek wypowiada się z lekceważeniem o poziomie i wykształceniu oficerów śledczych, kpi wprost z nich oraz jak przypuszczam mocno koloryzuje swoje relacje z zeznań, chcąc przedstawić się w lepszym świetle. Mówi, że »się ich nie boi«, a wszystkie jego wypowiedzi są pełne odwagi, animuszu i tupetu. Ks. Marszałek jest pewnym, że uwolni go amnestia. […] »Jerzy«

1948

Adwokat w imieniu ks. Rudolfa Marszałka złożył prośbę o ułaskawienie. 25.02.1948 r. prezes Najwyższego Sądu Wojskowego płk dr Władysław Garnowski przedstawiając prezydentowi Bolesławowi Bierutowi okoliczności sprawy napisał w opinii: "Zważywszy na zbrodniczą, wysoce szkodliwą dla Państwa Polskiego, działalność skazanego oraz jego fanatyczną nienawiść do ustroju Demokracji Ludowej uważam, że na ułaskawienie nie zasługuje". Dyrektor Biura Prawnego Kancelarii Prezydenta Izaak Klajnerman streszczając 28 lutego sprawę, poszerzył wniosek następująco: "Opis czynów przestępnych skazanego, zawarty w opinii Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego jest zgodny z materiałem dowodowym. W szczególności zeznania skazanego z dochodzenia, zawierające wielką ilość charakterystycznych szczegółów w całym zakresie potwierdzają zarzuty oskarżenia. Niemniej wykrętne wyjaśnienia skazanego na rozprawie również dostarczają wiele istotnych momentów dla ustalenia stanu faktycznego.

Załączone do akt sprawy listy skazanego wskazują na jego fanatyczne nastawienie w walce z ustrojem demokratycznym. Jedynym momentem łagodzącym jest zachowanie się skazanego w czasie okupacji, kiedy, jak stwierdza Zarząd Gminy w Bystrej z dnia 17.12.1947 r. życzliwie odnosił się do ludności i w kazaniach przejawiał niezachwianą wiarę w upadek okupanta.[…]"’. 7 marca 1948 r. Bolesław Bierut napisał: "Z prawa łaski nie korzystam". W Więzieniu Mokotowskim skazani na karę śmierci siedzieli na najwyższym piętrze Pawilonu Ogólnego. W jednej celi przebywało tam ponad 50 więźniów. "Kaesi" starali się żyć normalnie, tyle że więcej się modlili, szczególnie, gdy w celi przebywał ksiądz. Pojawienie się ks. Marszałka zostało zatem przyjęte przez skazańców, jak ukojenie ducha. Jemu zaś posługa wypełniła czas oczekiwania na wykonanie wyroku. Czas, w którym każdy ma nadzieję, do ostatniej chwili, że stanie się coś nadzwyczajnego, coś niespodziewanego, co zmieni wyrok skazujący na karę śmierci.

Ks. Rudolf Marszałek chwytał się takiej nadziei przez prawie dwa miesiące. Tłok w kilkudziesięcioosobowych celach sprawiał, że skazani na śmierć pochłonięci codziennymi problemami żyli jak gdyby normalnie. Niektórzy starali się za wszelką cenę przekazać jakieś historyczne informacje o działalności swojej organizacji. Były to ich testamenty. Inni opowiadali sobie wisielcze dowcipy o wykonywaniu wyroku śmierci. Obsługa więzienna zachowywała się w stosunku do "kaesów" tak samo jak do innych więźniów. Wyprowadzenie na śmierć z Oddziału Ogólnego następowało po wieczornym apelu. Więźniowie we wszystkich celach orientowali się, o co chodzi i było to dla nich wielkie przeżycie. Pamięć ludzka zanotowała, że więźniowie polityczni wychodzili na śmierć z godnością. Prowadzono więźnia do specjalnej celi, a na stopniach z kilku stopni otrzymywali strzał w tył głowy.

10.03.1948 r. o godz. 21.55 wyrok śmierci na księdzu Rudolfie Marszałku wykonał sierż. Piotr Śmietański. Ciała pomordowanych wynosili niemieccy więźniowie. Więźniowie Mokotowa pamiętają turkot wozu konnego wewnątrz dziedzińca. Odzywał się przed świtem w pierwszych latach po wojnie. Drewniane koła w żelaznych obręczach zmierzały ku bramie i oddalały się ul. Rakowiecką.


*Ranking szkół nauki jazdy 2013
*Restauracja Rączka gotuje otwarta ZOBACZ ZDJĘCIA
*Granica polsko-niemiecka 1922 na Górnym Śląsku [SENSACYJNE ZDJĘCIA]
*Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach działa! [ZDJĘCIA]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Biała Krakowska
a nie żaden Ślązak. My,małopolanie powinniśmy być z niego dumni.
g
góralka
Przepiękna uroczystość. Ileż grup rekonstrukcyjnych i zwykłych uczestników. Dziękuję za tę lekcję historii
Głowania
Szkoda jest kazdego człowieka ! Gdyby ci dwaj tyrani nie wypowiedzieli wojny , żyłby do naturalnej śmierci !
p
podpis
Lekcja jaką nalezy wyciągnąć z tego tekstu i konfrontacji z wiadomościami o: Mazowieckim, Urbanie, Michnku, Nałęczu, jest taka: nie warto być patriotą, być przyzwoitym, kierować się szlachetnymi pobudkami. Warto być kreaturą, i w odpowiednim czasieudać "przemianę"..........
R
RRRR!
Czy mowa o Górnym Slasku ?
j
jw.
> pochodzący z Komorowic Krakowskich

NASZ region ??????????????
D
Drops
Zabij go, bo inaczej on Ciebie zabije.???
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie