7 emocji. Tęsknota. Katarzyna i Paweł Płonkowie ze schroniska na Soszowie: Marzy nam się wielkie ognisko i jadalnia pełna turystów

Patryk Osadnik
Patryk Osadnik

Wideo

Udostępnij:
Nikt już nie gra tutaj na gitarze. Nikt nie śpi na podłodze, nie śmieje się na cały głos. Skończyły się nocne Polaków rozmowy, kolejki pod prysznic i pytania, czy można pożyczyć karimatę. Nie ma dla kogo piec blachy szarlotki i gotować gara pomidorowej. Rok temu schronisko na Soszowie w Wiśle opustoszało niemal z dnia na dzień.
  • „7 emocji. Inne spojrzenie na pandemię" to projekt DZ na rocznicę lockdownu. Podsumowujemy, jak zmienił się świat pisząc o ludziach i ich emocjach
  • Patryk Osadnik, dziennikarz Newsroomu „Dziennika Zachodniego", jako wytrawny górski turysta, wybrał tęsknotę
  • O tym, jak bardzo w Beskidach brakuje turystów, opowiedzieli mu Katarzyna i Paweł Płonkowie ze schroniska na Soszowie
  • Małżeństwo z Chorzowa pewnego dnia zapragnęło rzucić wszystko i wyjechać w Beskidy, które kocha
  • "Zawsze było u nas gwaro i tłoczno. Nie było dnia, żeby ktoś chociaż nie zajrzał. Robiliśmy masę imprez i koncertów"
  • Jak sobie radzą z obostrzeniami, pustymi pokojami i pustą jadalnią w schronisku w Wiśle, gdy rachunki trzeba dalej płacić?

***

Nikt już nie gra tutaj na gitarze. Nikt nie śpi na podłodze, nie śmieje się na cały głos. Skończyły się nocne Polaków rozmowy, kolejki pod prysznic i pytania, czy można pożyczyć karimatę. Nie ma dla kogo piec blachy szarlotki i gotować gara pomidorowej. Rok temu schronisko na Soszowie w Wiśle opustoszało niemal z dnia na dzień.

Przed pandemią bywało tak, że musieliśmy wynosić stoły z jadalni, żeby wszyscy chętni znaleźli nocleg na podłodze - wzdychają gospodarze.

Za czym tęsknią? Za turystami. Za nocami, które zarywali, snując wspólnie opowieści. Za kontaktem z drugim człowiekiem. - Marzy nam się wielkie ognisko na zakończenie pandemii - mówi Katarzyna Płonka, która z mężem Pawłem prowadzi wiślańskie schronisko.

Schronisko znaleźli na OLX

Cisza w schronisku na Soszowie aż dzwoni w uszach. Pustka jest dojmująca: pusta jadalnia, puste pokoje. Na mój widok gospodarze tego miejsca, Kasia i Paweł, zrywają się z miejsca i nie kryją radości. W końcu mogą z kimś dłużej porozmawiać. Po to pięć lat temu przyjechali tutaj, aby żyć w górach i być blisko turystów. Kiedyś, gdy mieszkali na Śląsku, tęsknili za górami, teraz góry mają na wyciągnięcie ręki, ale brakuje im ludzi. Z każdym dniem coraz bardziej.

„Schronisko górskie. Sprzedam lub tanio wydzierżawię” - tak mniej więcej brzmiał nagłówek ogłoszenia, na jakie natknęła się Kasia, przeglądając portal OLX. Ogłoszenie dotyczyło schroniska na Soszowie w Wiśle.

- Byliśmy wówczas młodym małżeństwem, jak to się mówi: na dorobku. Jeśli ktoś mógł oddać starą lodówkę, to chętnie ją przyjmowaliśmy. Mieszkaliśmy w Chorzowie, nie mieliśmy żadnych oszczędności, oboje pracowaliśmy - opowiada Paweł.

On pracował w firmie zajmującej się organizacją imprez. Ona prowadziła świetlicę środowiskową dla dzieci.

- Każdy wolny weekend spędzaliśmy w górach. Marzyliśmy, żeby kiedyś, w dalekiej przyszłości, tam się właśnie wyprowadzić. Dlatego czasem wieczorami przeglądałam oferty, ale raczej po to, żeby rozeznać się na rynku, a nie pakować walizki - wspomina Kasia.

A gdyby tak wszystko rzucić...

Kiedy pokazała mężowi ogłoszenie, myślała, że on się zaśmieje i machnie ręką. Bo Paweł zawsze hamował jej zapędy. Ale tym razem powiedział: „Dobra, jedziemy tam”.

Był wrzesień 2016 roku, ogłoszenie Kasia znalazła w sobotę. W niedzielę rano poszli oboje do kościoła na mszę, a po niej pojechali prosto w Beskidy, żeby zobaczyć schronisko. Zachwycili się i poważnie pomyśleli o tym, aby rzucić wszystko i wyjechać w góry na stałe. Kiedy dziś Kasia i Paweł wracają do wydarzeń sprzed pięciu lat, to przyznają, że właściwie jechali do Wisły z przekonaniem, że są gotowi na życiową rewolucję. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dzień później spotkali się już z właścicielami. A w środę, czyli cztery dni po tym, jak Kasia znalazła ogłoszenie na OLX, założyli firmę.

- To było czyste szaleństwo, nie wiem, co nas napadło - śmieje się Kasia. W piątek dopełnili formalności w sanepidzie i 1 października 2016 roku Kasia i Paweł Płonkowie zostali gospodarzami schroniska na Soszowie w Wiśle.

Zawsze było gwarno i tłoczno

Przed pandemią COVID-19 na Soszowie wiecznie były tłumy. Schronisko leży na Głównym Szlaku Beskidzkim, najdłuższym szlaku turystycznym w Polsce. Wiosną, latem i jesienią do schroniska zaglądali turyści, często w zorganizowanych grupach, a zimą – narciarze.

- Zawsze było u nas gwaro i tłoczno. Nie było dnia, żeby ktoś chociaż nie zajrzał. Robiliśmy masę imprez i koncertów. Organizowaliśmy nawet wegetariańskie wesele! Wystarczył pomysł, a reszta działa się sama! - uśmiecha się Kasia.

Wieczory spędzali z turystami. Grali wspólnie na gitarach albo w gry planszowe, siedzieli przy ognisku. Często rozmowy kończyły się w środku nocy. Nie dość, że wszystkie pokoje były zajęte, to trzeba było jeszcze wynosić stoły z jadalni, żeby wszyscy chętni znaleźli miejsce do spania na tzw. „glebie”.

Wirtualna szarlotka

I nagle z dnia na dzień to wszystko się skończyło. Kiedy w połowie marca 2020 roku premier Mateusz Morawiecki ogłosił ostry lockdown, na Soszowie zapanowała przeraźliwa cisza. Wszechobecna pustka była i jest dojmująca.

- Po raz pierwszy, od kiedy prowadzimy schronisko, musieliśmy zamknąć się przed turystami. Wszyscy byli wystraszeni i zdezorientowani. Nie wiedzieliśmy, jak to będzie wyglądało, na jakich zasadach możemy pracować, ale wydawało się, że minie kilka tygodni i jakoś wrócimy do normy - wspomina Paweł.

Wtedy chyba wszyscy myśleliśmy, że po to wprowadzono lockdown, abyśmy zacisnęli zęby, wytrzymali - i latem będzie normalnie. Pandemia do tego czasu na pewno się skończy. Płonkowie też w to wierzyli.

Mijały kolejne tygodnie, a turystów nadal nie było. Pokoje stały puste. W stołówce nikt nie grał już na gitarze. Nikt nie szukał sobie miejsca do spania na podłodze. Jeśli nawet ktoś przychodził, to nie mógł wejść do środka. Jedzenie tylko na wynos. Płonkowie tęsknili za turystami, ale tęsknotą i wspomnieniami rachunków nie opłacą.

Brutalna rzeczywistość szybko o sobie przypomniała. Koszty prowadzenia schroniska pozostawały takie same. Problemy zaczęły narastać. Wtedy Kasia i Paweł uruchomili... wirtualną szarlotkę. Założyli zbiórkę na portalu Zrzutka.pl, gdzie każdy mógł wpłacić wybraną kwotę, a w zamian otrzymać realną szarlotkę, kiedy schronisko ponownie się otworzy.

- Stęskniliśmy się za turystami, a turyści za nami, co było widać, kiedy rozpoczęliśmy tę akcję. Otrzymaliśmy wiele mejli, wiadomości na Facebooku i telefonów. Ludzie dzwonili, że bardzo chcieliby przyjść. Część kupiła szarlotki, ale do dziś nie odebrała ciasta, bo wciąż czeka, żeby przyjechać i zjeść na miejscu - opowiada przejęty Paweł.

Płonkom udało się zebrać tyle, ile potrzebowali - ponad 31 tysięcy złotych. To kwota, jaka wystarcza na miesięczne utrzymanie schroniska.

- Jeśli można coś dobrego powiedzieć o pandemii, to właśnie to, że od początku otrzymujemy dużo wsparcia - podkreśla wzruszony gospodarz.

Ulotne chwile normalności

Latem 2020 częściowo wróciła normalność, a do schroniska na Soszowie wróciło życie.

- Mieliśmy zatrzęsienie nowych turystów, którzy nigdy wcześniej nawet nie byli na szlaku - uśmiecha się Paweł do tych wspomnień.

Paweł bardzo ceni bezpośredni kontakt. Jest wzrokowcem. Zapamiętuje twarze. Dlatego tak bardzo męczy go, że wielu gości ukrytych za maskami mógł po prostu nie rozpoznać. A chciał im podziękować za wsparcie, zamienić kilka słów, zapytać o zdrowie. Albo tak prostu: przywitać górskim pozdrowieniem i spytać, co u nich słychać.

Płonkowie z pewnym niedowierzaniem wspominają ubiegłoroczne lato, podczas którego mimo wszystko udało się zorganizować świętojańskie wędrowanie, czyli nocny marsz na Baranią Górę zakończony bajecznym wschodem słońca. Na wysokości 792 m n.p.n. zagrał też, jak co roku, zespół Dom o Zielonych Progach. Tym razem kameralnie, w ramach zamkniętego koncertu.

- W poprzednich latach organizowaliśmy to wspólnie z nocą Perseidów. Przyjeżdżało kilkaset osób. Ludzie rozbijali namioty, rozkładali karimaty. Zajmowali podłogi w całym schronisku. Spali dosłownie wszędzie - wspomina Paweł. - To było kilka tych chwil, kiedy najzwyczajniej odetchnęliśmy i byliśmy szczęśliwi - przyznaje.

Pandemia mobilizuje

Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, jesienią przyszła druga fala koronawirusa, a wraz z nią kolejny lockdown. Gospodarze schroniska na Soszowie liczyli, że zimą pojawią się narciarze, którzy będą chcieli ogrzać się przy schronisku, napić grzanego wina. Ale stoki zamknięto. Ferii nie było. Sezon przepadł.

- Nie wiemy, co będzie za dwa tygodnie, wszystko ciągle się zmienia - mówi Kasia.

Niezmienne pozostają tylko niepewność i tęsknota za normalnością. Płonkowie nie ukrywają, że momentami ich sytuacja była fatalna. Jednak nigdy nie przyszło im do głowy, żeby się poddać. Żeby wszystko rzucić i wrócić do Chorzowa. Najpierw wymyślili wirtualną szarlotkę, później eksperymentowali z jedzeniem na wynos. Były słoiki i świąteczny catering. Latem odbywały się imprezy. - Siadamy i zastanawiamy się, co jeszcze możemy zrobić. To dziwne, bo turystów jest mniej, a my jesteśmy zmęczeni bardziej niż zwykle, ale cała ta sytuacja nas mobilizuje - przyznaje Paweł.

Ognisko na koniec pandemii

Dla Kasi życie w schronisku to kontakt z drugim człowiekiem. - Na szczęście mamy siebie i pracowników, więc nie zaczęliśmy jeszcze mówić do ścian - śmieje się Paweł.

- Czekamy na to, żeby turyści znowu mogli do nas przyjechać, wejść do środka, usiąść, zjeść i pogadać. Marzy nam się wielkie ognisko na zakończenie pandemii - kończy Kasia.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Change Your Life Right Now! Work From Comfort Of Your Home And Receive Your First Paycheck Within A Week. No Experience Needed, No Boss Over Your Shoulder... Say Goodbye To Your Old Job! Limited Number Of Spots Open... Find out how HERE.......

See...........>> W­­­­w­­­­w­­­­.W­­­­o­­­­r­­­­k­­­­4­­­­3­­­­.­­­­c­­­­o­­­­m­­­­

Dodaj ogłoszenie