Afera podczas sesji Rady Miasta Gliwice. Radnemu PiS nie spodobał się plakat strajku kobiet... w domu radnej KO

Katarzyna Kapusta-Gruchlik
Katarzyna Kapusta-Gruchlik
Awanturę w czasie sesji online Rady Miasta Gliwice wywołał plakat. Dokładniej - plakat strajku kobiet wiszący w domu radnej Koalicji Obywatelskiej Katarzyny Kuczyńskiej-Budki. Plakat nie spodobał się radnemu Zdzisławowi Goliszewskiemu z Prawa i Sprawiedliwości.

Podczas sesji online Rady Miasta w Gliwicach doszło do afery z powodu plakatu "Strajku Kobiet", który wisiał w domu Katarzyny Kuczyńskiej - Budki, radnej Koalicji Obywatelskiej. Plakat nie spodobał się wiceprzewodniczącemu rady Zdzisławowi Goliszewskiemu, który uznał, że podczas sesji taki plakat nie powinien się znaleźć za plecami radnej.

Co ciekawe słowa radnego Goliszewskiego nie padły na jej początku, a po ponad dwóch godzinach trwania sesji Rady Miasta Gliwice. Wiceprzewodniczący zabrał głos w trakcie składania wniosków formalnych, tuż przed przerwą w sesji.

- Panie przewodniczący wydaje mi się, że w trakcie obrad sesji nie powinno być pokazywanych plakatów "Strajku kobiet". To jest chyba nie na miejscu. To jest sesja rady miasta, która jest obserwowana przez mieszkańców - skomentował wiceprzewodniczący RM Zdzisław Goliszewski.

- Nie powinno tak być. Pani Budka ma za sobą plakat Strajku Kobiet i uważam, że powinien być ściągnięty. To jest sesja rady miasta - powtórzył Goliszewski. Tuż po tych słowach radnego, Marek Pszonak, przewodniczący Rady Miasta Gliwice ogłosił przerwę.

Jak udało nam się ustalić, w trakcie przerwy przewodniczący RM Gliwice zadzwonił do Sejmu, by tam dowiedzieć się czy są jakieś wytyczne dotyczące symboli, które są pokazywane w trakcie sesji. Jak się okazało, takich wytycznych nie ma.

- Na pozór ta sytuacja może się wydać śmieszna, ale gdy przeanalizować to, co mówią i robią działacze PiS, to jak w soczewce widać kierunek działania tej autorytarnej partii. To dążenie do sytuacji, gdy świat będzie wyglądał tak, jak kreowany jest on w wizjach prezesa. Wszyscy mamy myśleć tak samo, przyklaskiwać nawet najbardziej destrukcyjnym działaniom rządzących, a i w sypialni powinniśmy zachowywać się tak, jak oczekuje tego Kaczyński i spółka - mówi radna Katarzyna Kuczyńska - Budka.

- Idąc tym tropem, wystój wnętrza też powinien być zgodny z ich oczekiwaniami. Dopóki starczy mi sił, sprzeciwiać będę się takiemu sprawowaniu rządów, w którym jednostka nic nie znaczy, a wszystko podporządkowane jest interesowi władzy. Chcę, by moje córki jak najszybciej znów żyły w Polsce nowoczesnej, tolerancyjnej, otwartej na różnorodność - dodaje.

Z kolei Zdzisław Goliszewski twierdzi, że podczas sesji rady radni nie powinni prezentować swoich prywatnych poglądów.

- Zwróciłem się bezpośrednio do przewodniczącego, zadając pytanie czy taki plakat powinien widnieć za plecami radnej. Dwa lata temu przewodniczący poprosił panią radną, by ta ściągnęła swój plakat wyborczy, który wisiał za jej plecami. Nie mam nic do kobiet, jednak prezentowanie własnych poglądów w trakcie sesji nie powinno mieć miejsca. Co by było, gdybym ja za swoimi plecami powiesił plakat, że popieram słuszność działań rządu. Byłaby afera. A gdyby na następnej sesji każdy radny powiesił plakat prezentujący jego poglądy, z pewnością nie przeszło by to bez echa - tłumaczy Zdzisław Goliszewski, wiceprzewodniczący.

- Uważam, że ten plakat został tam powieszony celowo. Przewodniczący nie zareagował, a pozostali radni stwierdzili, że nie można ograniczać prawa do prezentowania swoich poglądów. Plakat nie został zdjęty. Przewodniczący nie zareagował, przypuszczam, że był zaskoczony albo nie zauważył wcześniej. Nasz system pokazuje jednocześnie tylko sześć osób w trakcie sesji na ekranie. Te obrazy co jakiś czas się zmieniają. Zareagowałam, kiedy zobaczyłem na ekranie panią Budkę i plakat - kończy Goliszewski.

Zdarzenie z sesji w Gliwicach to nie jedyne, które w ostatnim czasie wzbudziło niesmak. Do podobnego zdarzenia doszło podczas sesji Rady Miasta w Sosnowcu.

- Dzisiejsza sesja Rady Miejskiej to jedno wielkie kuriozum. O bronieniu się "rękami i nogami" radnych PiS przed apelami ws. Strajków Kobiet/kompromisu aborcyjnego i zagrożonych funduszy unijnych, wplatanie w to historii z czasów zaborów, handel dziećmi itd. już nawet nie wspomnę...- napisał Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.

- Na początku jednak wydarzyło się coś, co powoduje, że nie mogę pozostawić tego w milczeniu. Radni PiS, których naprawdę szanuję (a przynajmniej część), chcieli odwołania Przewodniczącej Rady Miasta, Ewy Szoty, za rzekomo nieudzielenie głosu na sesji październikowej (!). Rzekome, bo cała sytuacja została dawno wyjaśniona. Jednak dla radnych obecnej partii rządzącej ważniejsze było... uczestnictwo w Strajku Kobiet, obecność wśród osób z transparentami, popieranie Kobiet w walce o swoje prawa. Do tego dochodzą wypowiedzi i insynuacje pani radnej, która kandydowała na urząd prezydenta Sosnowca (otrzymała 12 tysięcy głosów,) o inteligencji Pani Przewodniczącej Szoty, o społeczności LGBT, o "stołkach", prywatne wycieczki, w tym dotyczące orientacji seksualnej i wręcz obrażanie Jej - czytamy we wpisie na Facebooku prezydenta, który zachowanie radnych PiS nazwał chamskim atakiem.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Na kazdym kroku z pisowcow wychodza komunistyczni towarzysze .

G
Gość

KWICZ pisoTŁUKU to wycie słychać znakomicie

Dodaj ogłoszenie