MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Akcja ratownicza w kopalni Wujek: Kombajn jest na 267,5 metra od punktu "zero"

Michał Nowak
Odwiert jest na głębokości 905 metrów. W nocy w kopalni firma Emitech z Bytomia przeprowadziła próbę opuszczania kamery na głębokość tysiąca metrów (w szybie) by sprawdzić jak będzie się zachowywała. Część wizyjną kamery pokryto specjalną powłoką hydrofobową, która minimalizuje skutki zabrudzenia obiektywu. Szerokokątny obiektyw, podświetlony światłem podczerwonym, wyposażono dodatkowo w rejestrator dźwięku. Urządzenie opuszczone na głębokość 1050 m,  zapewniło podgląd i rejestrację obrazu wysokiej jakości w czasie rzeczywistym.  <iframe src="http://get.x-link.pl/4e435a9c-851d-222c-3ab9-a7983a631aaa,04d93000-ea4f-7924-2ef6-5a915f320a84,embed.html" width="796" height="360" frameborder="0"></iframe>
Odwiert jest na głębokości 905 metrów. W nocy w kopalni firma Emitech z Bytomia przeprowadziła próbę opuszczania kamery na głębokość tysiąca metrów (w szybie) by sprawdzić jak będzie się zachowywała. Część wizyjną kamery pokryto specjalną powłoką hydrofobową, która minimalizuje skutki zabrudzenia obiektywu. Szerokokątny obiektyw, podświetlony światłem podczerwonym, wyposażono dodatkowo w rejestrator dźwięku. Urządzenie opuszczone na głębokość 1050 m, zapewniło podgląd i rejestrację obrazu wysokiej jakości w czasie rzeczywistym. <iframe src="http://get.x-link.pl/4e435a9c-851d-222c-3ab9-a7983a631aaa,04d93000-ea4f-7924-2ef6-5a915f320a84,embed.html" width="796" height="360" frameborder="0"></iframe> S. Olbrych / KHW SA
Akcja ratownicza na kopalni Wujek-Ślask trwa. Wiercenie otworu przekroczyło tysiąc metrów. Kombajn drąży chodnik. Górnicy KWK Wujek Ruch Śląsk są poszukiwani. AKTUALIZACJA, NIEDZIELA 3 MAJA

AKTUALIZACJA 3 MAJA GODZ. 18:00:

Kombajn jest na 267,5 metra od punktu "zero", 12 metrów za przecinką "3", ma 240 m do przecinki "4".

Po około dwóch godzinach pracy, około 10.00 problemy techniczne spowodowały zatrzymanie wiertnicy. Po wyjęciu zestawu wiercącego z otworu, wymieniono końcówkę i wpuszczono zestaw z powrotem w otwór, głęboki już na kilometr. Zaczęła wiercenie około 17.15.

Zgodnie z przyjętym założeniem ostatnie kilkadziesiąt metrów wiercone będzie wolniej, aby mieć pewność że nie dojdzie do zakleszczenia wiertła.

AKTUALIZACJA 3 MAJA GODZ. 8:00:

Kombajn drąży chodnik 3 metry za przecinką, 261,5 metra licząc od punktu "zero". Do przecinki "4" prowadzącej w kierunku ściany, gdzie najprawdopodobniej znajdują się poszukiwani ma 246 metrów. Tam - jeśli przecinka okaże się także niedostępna z uwagi na zaciśnięcie chodnika - po przejściu przez nią skręci w prawo i będzie miał kolejne kilkadziesiąt metrów chodnika do wydrążenia.

O 7.40 rozpoczęło się wiercenie otworu poniżej orurowanego poziomu 1000 metrów.

AKTUALIZACJA 2 MAJA GODZ. 18:00:

Przecinka okazała się jeszcze bardziej zaciśnięta niż wstępnie szacowano - z 5,5 metra zmniejszyła się do 4. Obecnie kombajn zaczyna drążyć nowy chodnik już poza nią. Licząc od punktu zerowego, przy początku wyrobiska (dowierzchni centralnej) jest na wysokości 255,5 metra.

Na powierzchni trwa łączenie rur i ich zapuszczanie do otworu.

AKTUALIZACJA 2 MAJA GODZ. 8:00:

Otwór: wiercenie doszło do tysiąca metrów. Trwa płukanie otworu, następnie wyciągnięcie zestawu wiercącego i przygotowanie do rurowania kilkuset metrów. Rury są wprowadzanie do otworu, na powierzchni - już w pozycji pionowej w wiertnicy - łączone ich kolejne kilkumetrowe odcinki i stopniowo opuszczane. Gdy całość zostanie wprowadzona do otworu, spuszczona na dół, nastąpi cementowanie i czekanie na utwardzenie cementu.

Kombajn - jest w przecince - około półtora metra wynosi nie poziom jej zasypania, lecz wypiętrzenia spągu (części dolnej chodnika). Natomiast zasypana jest do wysokości stropu. Z 5,5 metra szerokości, jaką miała, na skutek zaciśnięcia ścian zwęziła się do 5 metrów. Kombajn wszedł do niej na dwa metry, czyli licząc od zera jako wejścia do wyrobiska (dowierzchni centralnej) jest na 253 metrze.

Akcja ratownicza na kopalni Wujek-Śląsk trwa:

Minęły już prawie dwa tygodnie od rozpoczęcia akcji ratowniczej po silnym wstrząsie w kopalni Wujek Ruch Śląsk. Każdy, kto uważa, że nastroje już ostygły, jest w błędzie. W kopalni pracownicy cały czas rozmawiają między sobą o zaginionych górnikach, choć trudno to zaobserwować.

Na pierwszy rzut oka praca na powierzchni przebiega normalnie, jakby nigdy nie doszło do dramatu. Pracownicy nie okazują uczuć, podobnie jak starają się nie zauważać pomniku ofiar katastrofy górniczej, który codziennie mijają w drodze do zakładu. Swoje jednak myślą.

ZOBACZ KONIECZNIE:
AKCJA RATOWNICZA NA KOPALNI ŚLĄSK NA BIEŻĄCO

AKTUALIZACJA 1 MAJA GODZ. 18:20:
Po zakończeniu sprawdzania i regulacji, wiertnica podjęła pracę. Jest na ok. 923 metrach głębokości. Po dotarciu do 1000 metrów wiertło zostanie ponownie wycofane, nastąpi rurowanie i cementowanie otworu.

Kombajn wydrążył chodnik do wysokości 251. metra, co oznacza, że jest już niemal w przecince. Z uwagi na słabszy strop i ściany chodnika w tym rejonie, pierścienie obudowy muszą być zakładane co pół metra. Nie sprawdziły się prognozy optymistyczne - widać że w przecince jest zawał na wysokość nie mniejszą niż 1 metr. Nie można się zatem spodziewać przejścia z niej do wyrobiska (dowierzchni centralnej), co mogło by przyspieszyć tempo akcji.

AKTUALIZACJA 1 MAJA GODZ. 15:20:
Po wydrążeniu kolejnych metrów zawalonego wyrobiska okazało się, że pustka, na która trafił kombajn niestety nie jest duża. Chodnik w dalszym ciągu jest zawalony.

Kolejny komunikat ws. akcji ratowniczej po godz. 18.

AKTUALIZACJA 1 MAJA GODZ. 10:00
Odwiert jest na głębokości 905 metrów. W nocy w kopalni firma Emitech z Bytomia przeprowadziła próbę opuszczania kamery na głębokość tysiąca metrów (w szybie) by sprawdzić jak będzie się zachowywała. Część wizyjną kamery pokryto specjalną powłoką hydrofobową, która minimalizuje skutki zabrudzenia obiektywu. Szerokokątny obiektyw, podświetlony światłem podczerwonym, wyposażono dodatkowo w rejestrator dźwięku. Urządzenie opuszczone na głębokość 1050 m, zapewniło podgląd i rejestrację obrazu wysokiej jakości w czasie rzeczywistym.

Kombajn dotarł do ok. 3 metrów od przecinki. Po wykonaniu wierceń stwierdzono, że zaciągane jest stamtąd powietrze. Drążenie jest zatem kontynuowane, przy czym z uwagi na miejsce, - ryzyko mniejszej wytrzymałości węgla z uwagi na istniejącą przestrzeń przecinki - pierścienie obudów chodnikowych muszą być zabudowywane co pół metra.

Nikt nie traci nadziei

Nie możemy siedzieć i płakać - mówią pracownicy dołowi, których spotkaliśmy przed wejściem do zakładu. - Życie toczy się dalej i praca idzie do przodu. Ale wiadomo, że z tyłu głowy cały czas siedzi myśl o kolegach pod ziemią, szczególnie że ich znamy - dodają.

Kopalnia nie zdradza szczegółów na temat uwięzionych pod ziemią górników, dopóki trwa akcja ratownicza. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że mężczyźni uwięzieni kilometr pod ziemią to sztygar (ponad 30 lat) i ślusarz, który w swoim zawodzie dożył już wieku emerytalnego.

- Prawdopodobnie mógł już przejść na emeryturę, ale nie wiem, dlaczego tego nie zrobił. Być może odpracowywał dni chorobowe, bo był u nas taki obowiązek. Może chciał dopracować do pełnego roku, bo też była taka możliwość - opowiada były górnik z kopalni Wujek-Śląsk. Jak dodaje, starszy mężczyzna ma dzieci, młodszy podobno wziął ślub we wrześniu ubiegłego roku.
Nikt nie traci nadziei, że zaginionych górników uda się wydostać żywych, choć każdy zwraca uwagę na nieprawdopodobną siłę wstrząsu w nocy z 17 na 18 kwietnia.

ZOBACZ KONIECZNIE:
AKCJA RATOWNICZA NA KOPALNI ŚLĄSK NA BIEŻĄCO

- To, co się wtedy stało, mogę nazwać największą katastrofą w polskim górnictwie - mówi Piotr Bienek, przewodniczący Solidarności w KWK Śląsk. - Mam na myśli skalę akcji ratowniczej, która odbywa się u nas w kopalni. Czegoś takiego nigdy nie było. Co gorsza, do zaginionych nie ma się jak dostać, bo zniszczone są dwa wyrobiska. Oglądałem stamtąd zdjęcia. Były na nich głazy wielkości autobusów przegubowych - mówi Bienek.

Jak dodaje, kilka dni przed wstrząsem urząd górniczy był na kontroli przy ścianie siódmej, gdzie doszło do zawału. Znajduje się ona poniżej ściany piątej, gdzie pięć lat temu doszło do wybuchu metanu, dlatego rejon ten jest objęty szczególnym nadzorem. Ściana spełniała jednak wszystkie wymagane zalecenia. Główny Instytut Górnictwa podkreśla, że nie sposób przewidzieć wstrząsu związanego z odprężeniem górotworu, jak ten w kopalni Wujek- Śląsk.

- Najgorsza w tym wszystkim jest sytuacja rodzin górników - dodaje Bienek. - Próbujemy z nimi rozmawiać, staramy się ich wspierać w trudnych chwilach. Zapewniamy, że w każdej chwili może przyjść pozytywna informacja. Sami mocno w to wierzymy.

Górnicy musieli tam być

Po ogromnym wstrząsie na powierzchnię wyjechało 16 z 18 przebywających pod ziemią górników. - Spotkałem się już z pytaniem, czy tych dwóch miało pecha, czy tych 16 miało szczęście. Jak na to odpowiedzieć? - pyta retorycznie Wojciech Jaros, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego. - To akurat było zdarzenie, którego nie da się przypisać bezpośredniej działalności ludzi w tym czasie. Oczywiście, jest to następstwo tego, że obszar pod regionem, tu pod Katowicami czy Rudą Śląską, ale i w części Zagłębia, jest jak ser szwajcarski. Tam są różne chodniki pozasypywane. Naprężenia, które tam się tworzą w skałach, muszą się kiedyś rozładować - zaznacza.

Jak uważa pan Bogdan, emerytowany górnik, który na kopalni Wujek Ruch Śląsk pracował przez 29 lat, dwóch zaginionych nie czekało na nikogo tuż przed wstrząsem. Oni tam po prostu musieli być. - Jeśli to był ślusarz i sztygar, oni działali zgodnie z protokołem - mówi.

- Do wstrząsu doszło kilkanaście minut po północy. Górnicy pod ziemią chwilę wcześniej zakończyli fedrowanie. Po takich robotach trzeba zająć się konserwacją sprzętu i to było zajęcie tych dwóch pracowników, którzy zostali pod ziemią. Reszta wyjechała na powierzchnię, bo to byli zwykli górnicy. Teoretycznie powinni byli zostać do czasu przybycia kolejnej zmiany, ale jeśli zrobili wymagane trzy skrawy na ścianie przed kolejną zmianą, dyspozytor mógł im wydać pozwolenie powrotu na powierzchnię - mówi pan Bogdan.

Górnicy fedrujący w kopalni przed wstrząsem pracowali od godz. 18.30. Kolejna zmiana przyjeżdża zwykle o 0.30, choć tego dnia mogło jej nie być - to była sobota.

Ratownicy walczą z czasem

Do czasu zakończenia akcji, ratownicy górniczy nie komentują wydarzeń w kopalni. Robią jednak wszystko, co w ich mocy, aby wydostać kolegów.

ZOBACZ KONIECZNIE:
AKCJA RATOWNICZA NA KOPALNI ŚLĄSK NA BIEŻĄCO

- W wypadku tego typu akcji można powiedzieć, że ratownicy kierują się bardziej sercem niż rozumem. Zasada zawsze brzmi, że idą po żywych, niezależnie jak długo zaginieni są pod ziemią. Nie dadzą sobie wmówić, że jest inaczej - mówi Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka, autorka książki "Ratownicy. Pasja zwycięstwa".

- Do czasu aż akcja się nie skończy, oni cały czas tym żyją. Obecna sytuacja jest o tyle ekstremalna, że dostęp do zaginionych jest bardzo utrudniony, stąd potrzebne były kombajn i wiertnica. Z rozmów z ratownikami wiem, że ci nie znoszą takich sytuacji, gdy coś ich spowalnia. Mogę się tylko domyślać, że oni nie mogą się już doczekać, kiedy dostaną się do uwięzionych - dodaje Baca-Pogorzelska.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Inflacja będzie rosnąć, nawet do 6 proc.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera