Angelus na krańcu świata: Kierunek Karaiby

Niebieska szkoła STS Fryderyk Chopin
Angelus Korzekwa
Angelus Korzekwa Aneta Kaczmarek
Udostępnij:
Mam na imię Angelo, mam 15 lat i jestem teraz na Martynice, na wyspach karaibskich. Wyruszam dzisiaj w dwumiesięczny rejs, do Szczecina, podczas którego będę się uczył w Niebieskiej Szkole na pokładzie żaglowca Fryderyk Chopin. Chcę się z Wami podzielić moim dziennikiem pokładowym.

Angelus na krańcu świata

Siedzę przy stole na statku w mesie załogowej, gdzie jemy posiłki, wieje lekki wiatr, jednak wieczór jest bardzo ciepły. Piszę w moim dzienniku i wspominam.

CZYTAJ KONIECZNIE:
DZIENNIK PODRÓŻY ANGELUSA KORZEKWY Z NIEBIESKIEJ SZKOŁY STS FRYDERYK CHOPIN

Wszystko zaczęło się od szaleńczej próby dostania się na rejs Niebieskiej Szkoły poprzez konkurs. Podstawowymi warunkami były udokumentowany wolontariat i stworzenie autoprezentacji. Startując w konkursie nauczyłem się wiele, jednak nie da się tego porównać się to do nauki na żaglowcu. Trafne jest hasło opisujące Niebieską Szkołę, które mówi, że jest to "Lekcja na całe życie".

Po wygranej miejsca na rejsie (jako jedyna osoba ze Śląska), znalazłem dobrych ludzi i dzięki ich wsparciu udało mi się uzbierać na bilet lotniczy i sprzęt potrzebny na taką wyprawę. To właśnie dzięki nim czekałem 1 kwietnia na warszawskim Okęciu na pozostałych uczestników wycieczki i mój pierwszy lot samolotem. Trzydziestka uczniów i nauczyciele zebrali się punktualnie. Pożegnaliśmy się z rodzicami i ruszyliśmy w stronę odprawy, na lot przez Paryż do zamorskiego departamentu Francji – na Martynikę. Tak rozpoczęła się moja przygoda.

TUTAJ MOŻESZ ŚLEDZIĆ POŁOŻENIE STS FRYDERYK CHOPIN

Do Fort de France przylecieliśmy o 20 czasu lokalnego, zaskoczyło nas ciepłe, przyjemne powietrze. W Polsce była wtedy 1 w nocy i -5 stopni Celsjusza. Po kilku chwilach dotarliśmy na plażę. Podziwialiśmy czystość wody i rozkoszując się ciepłem piasku pod stopami wypatrywaliśmy w oddali na morzu naszego statku - STS Fryderyk Chopin. Nie dało się go przeoczyć. Pomimo ciemności widać było dwa wysokie maszty polskiego żaglowca. Robił niesamowite wrażenie, był królem portu. Niedługo potem pontony zabrały nas na żaglowiec. Im bardziej się do niego zbliżaliśmy, tym większy był jego majestat. W końcu wdrapaliśmy się na pokład i po poznaniu się z załogą stałą, czyli kapitanem, bosmanem i oficerami, zanieśliśmy swoje rzeczy do kajut. Następnie zjedliśmy upragnioną kolację i wysłano nas spać. Po tak długim dniu każdy już nas to czekał.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania
Bardzo ciekawy dziennik. Powodzenia i wiatru w żagle!
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie