Przyznam się, że żal mi w tej historii i właściciela zwierzęcia i samej pumy. Gdybym miała decydować o tym, czy powinna zostać z właścicielem, to tak. Zostawiłabym ją tam w spokoju, uprzednio sprawdziwszy z odpowiednimi służbami weterynaryjnymi, czy zwierzęciu nie dzieje się tam krzywda. Skoro ludzie w mieszkaniach w bloku trzymają jadowite pająki czy krokodyle, nie przeraża mnie puma w specjalnej wolierze. Brutalne zabranie wychowywanej od małego kociaka pumy człowiekowi, który ją kocha, który z nią pracuje i szkoli ją uważam za mało humanitarne. Moim zdaniem Nubii nie działa się krzywda. Ale ja jestem tylko dziennikarką, na pumach się nie znam. Mam dwa psy i kota. Udomowione. Nie oddałabym ich nikomu. Za żadne skarby. Tak postąpiłaby większość właścicieli domowych pupili. Dlatego rozumiem właściciela Nubii. Uważam, że nie działa się jej krzywda – ale uważam tak, patrząc na to z mojego, ludzkiego punktu widzenia. Też mieszkam na Jurze.
Po co więc ta akcja? Próba odebrania zwierzaka w świetle dziennikarskich fleszy, nagonka w mediach, antyterroryści, helikoptery… Po co to wszystko? Czy nie można takich spraw załatwić w bardziej cywilizowany sposób? Po prostu dogadać się z właścicielem? Dać mu ultimatum co może, a co nie. Powinien wiedzieć, za co grozi mu odebranie dzikiego kota. Wtedy, być może mielibyśmy się okazję przekonać, czy pan Kamil, kocha swoje zwierzę, czy też po prostu kocha na nim zarabiać. Dlaczego piszę o zarabianiu na pumie?
Otóż puma stała się sławna, bo wystąpiła w głośnej, nakręconej w ubiegłym roku przez miasto Łódź reklamie. Nubia siedzi w luksusowych wnętrzach, trzymana na smyczy przez ekstrawagancko ubraną kobietę. Klip w przewrotny sposób promuje biznesowe walory Łodzi.
Dzikie zwierzę dostrzegł tam obrońca praw zwierząt i bloger Animalus, który, jak czytamy w serwisie strajk.eu, na co dzień zajmuje się prawnymi i etycznymi aspektami ich funkcjonowania we współczesnym świecie. W swoich materiałach wiele uwagi poświęca właśnie kwestii eksploatacji dzikich gatunków w przemyśle rozrywki. Pracował między innymi w ogrodach zoologicznych, ośrodku rehabilitacji dzikich zwierząt, a także w schronisku dla dzikich kotów w Boliwii. W ostatnim wpisie bloger przyrównuje trzymanie w domu pumy, do hodowania jadowitej kobry. - Pumy w naturze potrafią upolować ważącego kilkaset kilogramów łosia i takie zdolności nie znikają im tylko dlatego, że śpią w czyimś łóżku – pisze bloger i nie sposób się z nim nie zgodzić. „Puma to nie jest pies. To wyspecjalizowany drapieżnik, którego przetrzymywanie musi być przeprowadzony w sposób gwarantujący bezpieczeństwo. Jeśli tak się nie dzieje, to zwierzę powinno zostać odebrane.” Tu też zgadzam się z blogerem.
Ale drodzy Państwo, to zwierzę mieszkało z właścicielem na Jurze przez ostatnie sześć lat. Nie zna innego życia. Nie było redakcji, która nie była na miejscu i nie zrobiła reportażu o „jurajskiej” pumie. Wtedy nie było tak drastycznych reakcji ze strony obrońców praw zwierząt i służb weterynaryjnych. Co przechyliło szalę? Może właśnie fakt, że właściciel zaczął na swoim zwierzaku zarabiać. Trzymam kciuki za Nubię i życzę jej jak najlepiej. Wiem, że właścicielowi tego kota zależy na jej dobru i nie zrobi nic, co dla pumy nie byłoby dobre. By być blisko kota, chce nawet zostać wolontariuszem w chorzowskim zoo. Nie wiem, czy w zoo pumie będzie lepiej niż w wolierze u właściciela. Myślę, że obiektywnie powinni to ocenić fachowcy. To do nich powinno należeć ostatnie słowo.
Nie przeocz
Musisz to wiedzieć
Zobacz koniecznie

Szymon Hołownia ma duże ego, większe ma tylko Lech Wałęsa
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Dołącz do nas na X!
Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?