- Pojawienie się tych dwóch siatkarzy w naszej hali może i powinno być magnesem dla kibiców - uważa prezes wicemistrzów Polski Konrad Pakosz. - Gramy przecież z jednym z najlepszych europejskich zespołów, w którym aż roi się od gwiazd.
Prezes Pakosz jednym tchem wylicza nazwiska zawodników Itasu i ich zasługi. W pierwszej kolejności słynnych Nikolę Grbicia i Mateja Kazijskiego, a niejako na deser zostawia polskich zawodników.
- Obaj to reprezentanci naszego kraju, srebrni medaliści mistrzostw świata - chwali Winiarskiego i Żygadłę. - Michał pierwsze siatkarskie kroki stawiał w naszym klubie pod okiem Edwarda Skorka.
Włoski zespół, uważany za największego faworyta wygrania tegorocznej Ligi Mistrzów, w ostatniej ligowym kolejce przegrał na wyjeździe 1:3 z Acqua Paradiso Montichiari. Winiarski zdobył w tym spotkaniu 15 punktów, ale najskuteczniejszym zawodnikiem Itasu był Leandro Vissotto (18 pkt). Żygadło nie pojawił się na parkiecie.
- Nie gram zbyt często, bo nie jestem pierwszym rozgrywającym - mówi polski zawodnik. - Dużo dała mi jednak praca na treningach, dostrzegam zmiany na plus. Cieszę się, że będę mógł ponownie zagrać przed częstochowską publicznością.
Z kolei częstochowianie wrócili z Olsztyna z dwoma punktami. Mimo zmęczenia w zespole panują bojowe nastroje. Na drobne urazy narzekają Paweł Zatorski (plecy), Fabian Drzyzga (kolano), Bartosz Janeczek (bark).
- Sezon dla nas nie jest łatwy, ale nie płaczemy - uważa prezes Pakosz. - Chłopcy zaciskają zęby i grają dalej. Na pewno jakaś presja przed tym spotkaniem jest, jednak my już ugraliśmy swoje i to z nawiązką. Przypomnę, że nikt nie dawał nam najmniejszych szans na wyjście z grupy, a my dzisiaj bijemy się o wejście do najlepszej czwórki w Europie.
Spory apetyt na zwycięstwo z Itasem ma Smilen Mlyakow. Bułgar w poprzednim sezonie bronił barw tego klubu i dzisiaj stanie naprzeciw swoich byłych kolegów. Ponadto trenerem włoskiego zespołu jest jego rodak Radostin Stojczew. - Nie będzie łatwo o zwycięstwo w tym spotkaniu, ale już nie raz pokazaliśmy, na co nas stać - przekonuje Bułgar. - Rywale są faworytami i muszą wygrać. Dlatego na nich ciąży większa presja. My nic nie musimy, choć na pewno powalczymy o zwycięstwo.
28-letni bułgarski siatkarz uważa, że o sukcesie może zadecydować przyjęcie. - Chcąc wygrać musimy dobrze przyjmować, w pozostałych elementach gry na pewno nie odstajemy - mówi Mlykow, który dzisiejszych rywali zna znakomicie.
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Dołącz do nas na Twitterze!
Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?