Arka Gdynia - Odra Wodzisław 2:1. Zmienili statystyki

Leszek Jaźwiecki
Jak przystało na kapitana Grzegorz Niciński (drugi z prawej) poprowadził swój zespół do zwycięstwa
Jak przystało na kapitana Grzegorz Niciński (drugi z prawej) poprowadził swój zespół do zwycięstwa tomasz bolt
Udostępnij:
Przed tym spotkaniem gospodarze zajmowali ostatnie miejsce i mało kto wierzył, że Arka zdoła się uratować przed spadkiem lub uniknie gry w barażach.

Podopieczni Marka Chojnackiego w rundzie wiosennej spisywali się bardzo słabo i zdołali powiększyć swoje konto zaledwie o cztery punkty. Gdynianie wiosną nie wygrali meczu. Spotkanie z Odrą Wodzisław te statystki mocno zmieniły. Trzy punkty pozwoliły Arce przesunąć się w górę tabeli co prawda nie na tyle, by być już pewnym utrzymania, ale uniknęła ona bezpośredniego spadku.

- To był nasz mecz o życie i musieliśmy go wygrać - nie kryli radości piłkarze z Gdyni.

Mecz rozpoczął się po myśli gospodarzy. W 7 min atakującego bramkę Odry Bartosza Ławę nieprzepisowo zatrzymał Marcin Dymkowski i sędzia nie miał wątpliwości z podyktowaniem rzutu karnego. Jedenastkę pewnie na bramkę zamienił Dariusz Żuraw.

Bramka podcięła nieco skrzydła piłkarzom z Wodzisławia i wydawało się, że trudno im będzie odrobię stratę. Pomogli im w tym jednak gdynianie, bo zamiast iść za ciosem, zaczęli myśleć o ... utrzymaniu korzystnego wyniku. Taka taktyka się zemściła. Jeden z obrońców Arki, próbował wyjaśnić niebezpieczeństwo przed bramką Norberta Witkowskiego, ale zrobią to tak, że piłka spadła pod nogi Tomasza Moskala. Napastnik Odry mając przed sobą pustą bramkę wykorzystał prezent i doprowadził do remisu.

Pod koniec pierwszej połowy Odra mogła wyjść na prowadzenie, jednak bramkarz Arki z trudnych opresji wychodził obronną ręką. Podobny przebieg miała druga połowa, choć częściej przy piłce byli goście. W 59 min bliski pokonania bramkarza był Maciej Małkowski i szkoda, że po jego strzale piłka nie wpadła do siatki, bo niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Kiedy kibice już powoli godzili się z remisem i spadkiem swojej drużyny, nagle gdynianie trafili do piłkarskiego nieba. Krzysztof Markowski nie upilnował w polu karnym Grzegorza Nicińskiego i 36-letni napastnik gospodarzy strzałem przy słupku pokonał Adama Stachowiaka.

Goście rzucili się do odrabiania strat, choć czasu mieli już bardzo mało. Co chwila jednak sunęły ataki na bramkę Witkowskiego, jednak bramkarz do końca nie dał się już pokonać. - Niepotrzebnie po bramce graliśmy tak nerwowo i to mogło się dla nas źle skończył - tłumaczył po meczu bohater tego spotkania Niciński. - Najważniejsze, że jesteśmy nadal w grze, ale nie popadamy w euforię, przed nami jeszcze baraże. Mamy jednak czas, aby się do nich dobrze przygotować.

Więcej czytaj w poniedziałkowym dodatku KIBIC

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie