Betonoza jest zła. Śląskie miasta potrzebują zieleni. Jednak nie każdy rynek można odbetonować

Anna Dziedzic
Anna Dziedzic
Ulica Dworcowa w KatowicachZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Ulica Dworcowa w KatowicachZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Dorota Niećko
Nasze miasta powoli doceniają zieleń. Po wielkim boomie na duże wybetonowane rynki i deptaki zaczęły się czasy refleksji, czy tak właśnie w czasie szalejących zmian klimatycznych mają wyglądać nasze miasta. Pojęcie betonozy nie kojarzy się nam dobrze. W Śląskiem trwa dyskusja o tym, jak powinna wyglądać przyjazna przestrzeń miejska. I to nie beton wygrywa w pojedynku z zieleńcami i drzewami. Architekt, Bartosz Majewski potwierdza, że czasy betonozy powoli mijają. A architekci krajobrazu w zespołach biur projektowych to już standard.

Drzewa dają ochłodę podczas upałów

Klimat szaleje, lata mamy coraz bardziej gorące. Parki i zieleńce w takich dniach to jedyne miejsca, gdzie można szukać ochłody. W ciągu minionych dwudziestu lat praktycznie wszystkie miasta w Śląskiem, zdążyły pięknie przebudować lub zrewitalizować swoje rynki czy deptaki. Coś, czym jeszcze niedawno zachwycali się mieszkańcy i architekci, od niedawna zaczyna budzić kontrowersje i niechęć mieszkańców. Mowa oczywiście o często nieświadomym „betonowaniu” miast.

Zobacz zdjęcia

Zabetonowana Patelnia

Przykładem miasta, w którym ten trend ma być powoli odwracany jest Sosnowiec i jego słynna Patelnia, czyli plac Stulecia. Oddany do użytku po wielkiej przebudowie w 2000 roku. Miejsce to zostało całkowicie pozbawione drzew, a plac zastąpiła efektowna „dziura w ziemi’, czyli zejście do podziemnego pasażu i przejścia do dworca kolejowego. Dwie dekady temu mieszkańcy cieszyli się z uporządkowania tej przestrzeni, podobał im się pomysł podziemnego pasażu. Na zieleń niewielu wówczas zwracało uwagę. Ludzie cieszyli się, że miasto po latach komunistycznej stagnacji, gdy pieniędzy brakowało na wszystko, w końcu zaczęło się zmieniać. Dziś, wart wówczas ponad 95 milionów złotych projekt na nikim nie robi wrażenia, a sam prezydent miasta, Arkadiusz Chęciński, podczas jednej z konferencji dotyczącej planowanych zmian w centrum miasta podkreślał, że dziś trendy są inne i zamiast przejścia dla mieszkańców pod ziemią, powinno się pod ziemią poprowadzić ruch samochodowy, a mieszkańcom pozwolić korzystać z przestrzeni nad nimi. Jednak w 2000 roku projekt zespołu architektów Ewy i Jerzego Wowczaków, Marka Dormusa i Zbigniewa Hudzika podobał się i nawet został doceniony i zdobył główną nagrodę w jednym ówczesnych konkursów architektonicznych.

Teraz sosnowiczanie mówią otwarcie, że przestrzeń na Patelni należy zmienić. Potrzebna jest tam zieleń.

- Tu dramatycznie brakuje drzew, trawy – podkreślają sosnowiczanie.

Władze miasta zdecydowały więc o wprowadzeniu takich zmian w życie. Na razie nie będą one bardzo widowiskowe.

- Nie będą to jakieś wielkie zmiany, ale chcemy by pojawiły się tu rośliny, drzewa. Może duża sosna zostanie posadzona na Patelni. Pojawi się więcej terenów zielonych, a mniej betonu – zapowiada Rafał Łysy, rzecznik Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.

Dodaje, że nie rozstrzygnięto jeszcze przetargu na tę inwestycję i trwają też uzgodnienia, dotyczące technicznych możliwości wprowadzenia proponowanych tam zmian.

Plac przed dworcem: Będzie więcej drzew

Zmiany w projekcie przebudowy placu po drugiej stronie Patelni, czyli placu pod dworcem PKP w Sosnowcu udało się za to wprowadzić jeszcze na etapie projektowania tego miejsca. Obecnie już trwa jego przebudowa. Ma to być przestrzeń miejska na kształt rynku. Sosnowieccy urzędnicy przyznali, że poprosili projektantów o zwiększenie liczby drzew, wsłuchując się w potrzeby mieszkańców. Plac przed dworcem z wielkiego parkingu, ma się przeobrazić w coś na kształt rynku. Na placu zostanie posadzonych 26 drzew. Nowe drzewa mają być duże - będą miały od 3,5 do 5,5 m wysokości. Na dachu szklanego pawilonu, w którym będą się mieściły lokale gastronomiczne i kawiarnia będzie rosła trawa, podobnie na zadaszeniu wiat przejścia podziemnego.

Platany zacieniają czeladzki rynek

Kilkanaście lat temu rewitalizację przeszedł rynek w Czeladzi. I na początku faktycznie miejsce to było betonową pustynią. Niewielkie drzewka nie spełniały funkcji, na jakiej zależało mieszkańcom. Nie można było usiąść w ich cieniu. Rynek był betonową pustynią. Dziś wygląda już inaczej, a burmistrz Czeladzi Zbigniew Szaleniec jest dumny z tego, że teraz to piękne zielone miejsce.

- Naszego rynku na pewno nie można zaliczyć do rynków, na których króluje betonoza. Rośnie tu kilkanaście pięknych obecnie, dużych platanów, pod którymi można przysiąść i które tworzą przyjazną mieszkańcom przestrzeń. Owszem, może na początku nie wyglądało to tak pięknie, jak dziś, ale obecnie nasze platany i dęby urosły, a będą jeszcze większe i piękniejsze. Sadząc te drzewa zrobiliśmy to, co dopiero obecnie robi wiele innych miast. Czeladź należy do najpiękniejszych zielonych miast w aglomeracji – podkreśla burmistrz Szaleniec.

Bytom przymierza się do "zielonej rewolucji"

W Bytomiu także potrzebna była „drzewna” rewolucja. Tamtejszy rynek, nazywany często przez mieszkańców „placem czerwonym” (od koloru kostki, którym jest wyłożony) trzeba urządzać pod kątem zieleni na nowo.
Stało się to konieczne po tym, jak kilkunastoletnie drzewka, podsadzone w płycie rynku we wbudowanych w ziemię betonowych donicach, zaczęły nagle schnąć. W ubiegłym roku na bytomskim rynku pojawiły się nowe drzewa. To platany klonolistne, które doskonale sobie radzą w warunkach miejskich. Obok nich pojawiły się także perukowce, a konkretnie liściaste krzewy odmiany Royal Purple. Jak mówi Małgorzata Węgiel-Wnuk, rzeczniczka bytomskiego magistratu władze miasta mają świadomość tego, że rynek potrzebuje więcej zieleni.

- Są takie plany, by właśnie pod tym kątem zmienić zagospodarowanie tego miejsca, ale chcemy zacząć je od konsultacji z mieszkańcami. Zapytać ich, jak oni wyobrażają sobie nasz rynek. Co powinniśmy zmienić? Wiadomo, że taka inwestycja wymagałaby też zastosowania wielu nowych rozwiązań, które pozwoliłyby na przykład posadzić drzewa w płycie rynku. To nie jest proste, bo pod płytą przebiegają różnego rodzaju instalacje, które korzenie rosnących tam drzew mogłyby uszkodzić. Dlatego do tego typu inwestycji należy się dobrze przygotować – powiedziała nam Małgorzata Węgiel-Wnuk.

Na razie w ubiegłym roku na bytomskim rynku Miejski Zarząd Dróg i Mostów posadził 20 drzew, 13 platanów, 7 klonów do tego krzewy perukowca, osiem modułów donic z kwiatami ozdobnymi, pnączami powojnika i aktindii, które mają się piąć po nowych pergolach.

Częstochowa: Zabetonowany "plac defilad"

Częstochowa niedawno zachwyciła mieszkańców zrewitalizowanym Starym Rynkiem, nad którym na linach balansują wspaniałe rzeźby Jerzego Kędziory. Jest fontanna, nowoczesny szklany pawilon.

- Ale bardzo brakuje tu zieleni – mówią częstochowianie. – W upalne dni to gorąca, betonowa pustynia – dodają.

Mają też sporo zastrzeżeń do niedawno zrewitalizowanego placu Biegańskiego w centrum miasta. To też królestwo betonu.
Plac Biegańskiego jest nazywany przez częstochowian „placem defilad”, chociaż okazji do defilowania jest tu niewiele. Praktycznie tylko w Święto Niepodległości zbierają się liczne delegacje, z Kompanią Honorową Wojska Polskiego, przed pomnikiem Marszałka Piłsudskiego. Plac to ogromna przestrzeń o powierzchni ponad hektara, wyłożona granitowymi płytami...

Gliwice chcą sadzić drzewa na rynku, ale...

Zdecydowanie zbyt mało zieleni jest także na gliwickim rynku. Rośnie tam zaledwie osiem niewielkich, drzewek, które, co można zauważyć na pierwszy rzut oka, niezbyt dobrze radzą sobie w miejskim otoczeniu.

- Te drzewka rosną w gruncie, ale przegrały walkę z solą, zimowym odśnieżaniem. Tak sądzimy. Rynek to miejsce, które zimą mysi być dostępne dla mieszkańców, odśnieżone, często sypane solą. To nie służyło tym roślinom, dlatego też zaplanowaliśmy rewitalizację zieleni miejskiej w tym miejscu – powiedział nam Łukasz Oryszczak, rzecznik Urzędu Miejskiego w Gliwicach.

Miasto zleciło firmie przygotowanie opracowania nowego zagospodarowania zieleni i małej architektury w tym miejscu. Zaplanowano szesnaście dużych modułów (2X2 m) – donic, w których miałyby zostać posadzone większe drzewa, dające cień. Miały tu staną dodatkowe ławeczki.

- Nie mogliśmy posadzić drzew w pierzejach, bo tam zwykle rozkładane są popularne tu ogródki restauracyjne, konieczne było też zostawienie miejsca na organizację różnych imprez. Jednak zieleń byłaby tu widoczna. Niestety, na taką rewitalizację nie zgodził się konserwator zabytków, pod którego pieczą jest rynek. Konserwator uznał, że byłaby to zbyt wysoka zabudowa, która zaburzy obecną historyczną przestrzeń rynku – mówi Oryszczak.

Na razie sytuacja jest patowa, trwają wielomiesięczne już rozmowy i ustalenia z konserwatorem zabytków. Jedno wiadomo na razie na pewno – zaplanowana na jesień rewitalizacja musi być przełożona. Na kiedy? Tego na razie nie wiadomo.

- Mamy świadomość tego, że w tym miejscu potrzebne jest więcej zieleni. Jednak pod płytą rynku znajdują się różne instalacje. To przykład tego, że mimo szczerych chęci zazielenienia tego miejsca, nie jest to takie proste, jak może się z pozoru wydawać. Ale nie poddajemy się – zapewnia rzecznik gliwickiego magistratu.

Architekci zauważają już "zielony trend"

Zieleń miejska to obecnie obowiązkowy element podczas rewitalizowania i projektowania przestrzeni w miastach. Bartosz Majewski, katowicki architekt z biura AMAYA Architekci podkreśla, że taki trend jest już zauważalny w środowisku projektantów.

- W przypadku placu przed dworcem w Sosnowcu, który mieliśmy możliwość projektować, udało się dodać do projektu, na życzenie miasta więcej zieleni, drzew. Jednak projektowanie miejskich przestrzeni, pod kątem zieleni także zależy od wielu czynników. Na przykład lokalizacji, bo jeśli tuż obok znajduje się np. park, to wiadomo, że bierze się to pod uwagę. Na pewno architekci projektując miejskie place biorą pod uwagę tzw. małą retencję. Projektuje się podziemne, lub otwarte zbiorniki retencyjne, które uniemożliwiają szybki odpływ deszczówki z danego terenu - mówi architekt.

Jak twierdzi, projektowanie przestrzeni z zielenią miejską jest wyzwaniem. Nie tylko dla architektów. Obecnie projektuje się już place z dużo większymi drzewami, niż robiono to kilka lat temu. Teraz standardem są drzewa pięcio-, sześciometrowe. Takie, które pozwalają od razu cieszyć się mieszkańcom cieniem, jaki będą rzucały.

- Jest dużo większa świadomość tego, że zieleń w miastach jest bardzo potrzebna. Jednak, trzeba też wiedzieć o tym, że to rozwiązania kosztowniejsze od przysłowiowego „wybetonowanego” placu. Jeśli na placu została zaprojektowana zieleń, drzewa, to wiadomo, ze miasto musi o nią dbać. Drzewa należy przycinać, podobnie trawę. To dla wielu miast spore wyzwanie, także finansowe – mówi architekt.

Nie przeocz

Jak dodaje, czasy są takie, że zieleń na stałe wkracza już do biur architektów, którzy muszą też wiedzieć jakie rośliny mogą projektować w danym miejscu.

- Dlatego też w naszym zespole od jakiegoś czasu pracujemy już z architektem krajobrazu. Zaprosiliśmy do zespołu osoby, które znają się na zieleni, roślinach. Takie rośliny dobiera się pod konkretne miejsca. Bo jedne drzewa, czy krzewy wolą teren odsłonięty i tam będą pięknie rosły, a inne będą się rozwijały tylko miejscach zacienionych – podkreśla Bartosz Majewski.

Katowice: Surmie nie chciały rosnąć więc je wymieniono na inne drzewa

W samych Katowicach boleśnie przekonali się o tym urzędnicy, gdy okazało się że na rynku nie chcą rosnąć surmie. Rośliny schły na potęgę. W tym roku drzewka zostały wymienione na inne, bardziej wytrzymałe, takie które mają sobie poradzić w trudnym, miejskim otoczeniu.

- Zieleń w przestrzeni Katowic jest dla nas bardzo ważna. Na Rynku i na okolicznych ulicach pojawiło się już prawie 200 drzew, a przed remontami czy przebudową śródmieścia były jedynie pojedyncze sztuki. Na modernizowanej ulicy Dworcowej mamy w sumie 55 kolejnych drzew i nigdy wcześniej nie było ich tak dużo w tym miejscu. Do tego dochodzą palmy i ogrody wertykalne na Rynku, Łąka Centralna, a w planach jest realizacja projektu Zielona Warszawska, czyli przywrócenie zieleni na tej ulicy – drzewa, zieleńce, donice z kwiatami. O zieleń w mieście dbają też sami mieszkańcy, który sadzą drzewa poprzez aplikację w COP drzewo, czy sieją łąki. Dodatkowo katowiczanie mają 3 mln złotych na realizację zielonych projektów w ramach Zielonego Budżetu. W pierwszej edycji Łącznie zgłoszono 128 wniosków, z czego 54 zostały wybrane do realizacji, a część z nich jest już gotowa. Teraz czekamy na wyniki weryfikacji zgłoszeń w ramach drugiej edycji – mówi Michał Łyczak, rzecznik katowickiego Urzędu Miasta.

Katowiczanie doceniają wartość zieleni w miastach czego dowodem była m.in. batalia o okazale drzewa wycięte pod jedną z inwestycji mieszkaniowych w centrum miasta.

Czy nasze miasta w przyszłości pozbędą się betonowych placów pozbawionych drzew? Wszystko wskazuje na to, że betonoza będzie musiała ustąpić miejsca zieleni. Tego chcą mieszkańcy i takie będą wyzwania pozwalające radzić sobie ludziom mieszkającym w miastach z ocieplającym się z roku na rok klimatem.

Jak obecnie wyglądają rynki i deptaki w województwie śląskim? Zapraszamy do obejrzenia naszej galerii zdjęć.

Musisz to wiedzieć

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Największy betonowy syf to pseudo rynek w Chorzowie. Dodatkowo obok tężnia pod estakadą, którą codziennie przejeżdża kilkadziesiąt tysięcy aut.

Za to powinien być kryminał.
Dodaj ogłoszenie