Bielsko-Biała. Hejt na pracowników pogotowia ratunkowego: Pajace w zmowie z rządem. Poszło o karetkę dla Ukrainy

Łukasz Klimaniec
Łukasz Klimaniec

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Ratownicy Bielskiego Pogotowia Ratunkowego spotykają się z falą hejtu, złośliwych docinków i obraźliwych komentarzy po tym, jak Bielskie Pogotowie Ratunkowe przekazało używaną karetkę do powiatu Kicmań na Ukrainie. – To nie jest tak, że daliśmy auto, a potem sami nie mieliśmy czym jeździć – wyjaśnia Wojciech Waligóra, dyrektor pogotowia. – Czytamy komentarze, ale też swoje słyszymy od ludzi. Jesteśmy wyzywani od pajaców, którzy są w zmowie z rządem – mówi Joanna Markieton, ratownik medyczny.

Ratownicy Bielskiego Pogotowia Ratunkowego spotykają się z falą hejtu, złośliwych docinków i obraźliwych komentarzy po tym, jak Bielskie Pogotowie Ratunkowe przekazało jedną karetkę do powiatu Kicmań na Ukrainie (to partner Powiatu Bielskiego).

- Czytamy komentarze, ale też swoje słyszymy od ludzi, którzy oburzają się, że przekazaliśmy ambulans na Ukrainę, a brakuje karetek - mówi Joanna Markieton, ratownik medyczny.

Trzecia fala pandemii: woj. śląskie w czołówce zakażeń. Oto ...

Przyznaje, że są dwie grupy ludzi: jedni traktują ratowników pogotowia życzliwie, cieszą się, że przyjechali i widzą w ich zbawienie. Ale jest i druga grupa ludzi - szyderców.

- Gdy wchodzimy w kombinezonach - szydzą z nas. Czasem mam obawy, jak jesteśmy pod blokiem, czy coś na nas z góry nie poleci. Jesteśmy wyzywani od pajaców, którzy są w zmowie z rządem, bo przecież „żadnej pandemii nie ma”. Być może ludzie są zmęczeni już tą sytuacją, ale przykre jest to, że wyżywają się na nas - dodaje ratowniczka bielskiego pogotowia.

Wojciech Waligóra, dyrektor Bielskiego Pogotowia Ratunkowego wyjaśnia, że w państwowym systemie ratownictwa standardem jest, że ambulans służy do pięciu lat, a potem jest zastępowany nowszym pojazdem i przekazywany na transport.

Nie przeocz

- Ta konkretna karetka stacjonowała w Kobiernicach, a po ponad 5 latach została wycofana. Za sprawa prośby zarządu powiatu o przekazaniu samochodu na Ukrainę, podjęliśmy taką decyzję. W związku z tym, że to auto z napędem na cztery koła nie nadawało się typowo na transport, a że było w dobrym stanie, uznaliśmy, że ten samochód może pomóc w dużej mierze parterom z Ukrainy. Tam na pewno kilka lat pojeździ. I to nie jest tak, że daliśmy samochód, a następnie nie mieliśmy czym jeździć - mówi dyrektor bielskiego pogotowia.

Dodaje, że samochód został wyłączony od września 2020 r., ale z powodu pandemii i zamknięcia granic asauło przez pół roku czekało na przekazanie. Partnerzy z Ukrainy zrobili dopiero pod koniec lutego.

Waligóra podkreśla, że w 2020 r. Bielskie Pogotowie Ratunkowe wzbogaciło się o cztery nowe karetki, likwidując jednocześnie dwa starsze i wysłużone pojazdy.

- Starostwo wraz z miastem kupiło nam dodatkowy samochód, z fundacji Się Pomaga dostaliśmy samochód, a także z ministerstwa. Mieliśmy zatem cztery nowe ambulanse, a likwidowaliśmy dwa pojazdy. Byliśmy na plusie. Nie było sytuacji, że w Bielsku-Białej brakuje samochodów – zapewnia Wojciech Waligóra.

Aktualnie na terenie powiatu bielskiego i mieście Bielsku-Białej rozlokowanych jest 12 karetek. Od ubiegłego tygodnia jeżdżą też dwa dodatkowe ambulanse, zakontraktowane przez wojewodę na czas pandemii. W sumie jest ich teraz 14.

- Tylko dzięki temu, że nasi pracownicy widząc co się dzieje, sami zgłosili chęć brania dodatkowych dyżurów. Oni nie narzekają, tylko pracują i za to trzeba im dziękować - mówi dyrektor Waligóra.

Skąd zatem sytuacje, w których brakuje wolnych karetek? Szef bielskiego pogotowia przyznaje, że problemem jest czas przekazywania pacjentów z Covid-19 do szpitali. - W lutym było to średnio do 15 minut, teraz do godziny - mówi Waligóra.

Zobacz koniecznie

Dodaje, że obecnie większość wezwań dotyczy pacjentów zakażonych koronawirusem, co dodatkowo wydłuża czas, bo każdą karetkę po takiej wizycie trzeba poddać dezynfekcji, co trwa przynajmniej godzinę.

Potwierdza to Joanna Markieton, która podaje przykład ze swojego ostatniego dyżuru – wezwanie do Bielska-Białej, a dyspozycja do… Rudy Śląskiej, bo akurat tam było miejsce covidowe.

- Sama wizyta to ok. 45 minut, wcześniej trzeba poświęcić ok. 25 minut, żeby się dobrze zabezpieczyć. Dojazd do Rudy Śląskiej, nawet „na sygnale” to 1,5 godziny. Przekazanie pacjenta, dezynfekcja karetki na miejscu, chwila odpoczynku na złapanie oddechu, to zajęło około pół godziny. Ale akurat tam przekazanie pacjenta poszło sprawnie. I powrót ok. 1,5 godziny. A więc przez pięć godzin karetka jest „wycięta” z systemu – wyznaje.

Ratowniczka zwraca uwagę, że jeżeli przekazanie pacjenta wydłuża do 2-5 godzin, to wówczas dochodzi do zakorkowania systemu. A ratownicy nie mają jak tego przyspieszyć. A kiery wracają do bazy trzeba ściągnąć kombinezony, zdezynfekować karetkę. A to kolejna godzina.

Nie bez znaczenia jest fakt, że od początku 2021 r. dyspozytornią Bielskiego Pogotowia Ratunkowego zarządza wojewoda śląski, a nie dyrekcja bielskiego pogotowia. Dyspozytornia ta koordynuje pracę na terenie trzech powiatów - bielskiego, żywieckiego i cieszyńskiego, mając obecnie do dyspozycji w sumie (wraz z dodatkowymi załogami) 28 pojazdów.

Musisz to wiedzieć

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie