Bielsko-Biała: Velorexy w mieście Bolka i Lolka [ZDJĘCIA]

Łukasz Klimaniec
Właściciele velorexów, czyli trójkołowych pojazdów produkowanych przed laty Czechosłowacji z myślą o inwalidach, przyjechali w sobotę do Bielska-Białej wzbudzając duże poruszenie.

Kiedyś velorex był projektowany głównie dla inwalidów i emerytów. Dziś te trójkołowe pojazdy są pasją hobbystów, którym służą głównie do turystycznych wypadów. W Bielsku-Białej przed Zamkiem można było podziwiać 19 velorexów trójkołowych i jednego czterokołowca.

- Znacznie więcej tych pojazdów jest w Czechach, niż u nas. Tam są kultowe, a fani jeżdżą nimi po całym świecie - nie ukrywał Leszek Sobecki z Jasienicy. Dodaje, że aby kupić taki pojazd należało mieć oświadczenie o inwalidztwie. - Mam swojego velorexa z fakturą zakupu i takim właśnie oświadczeniem. Kosztował wtedy 19 tysięcy złotych. Pan inwalida, który go posiadał, mógł sobie na niego pozwolić tylko poprzez ORS, czyli biuro Obsługi Ratalnej Sprzedaży - wyjaśnia Sobecki.
Dariusz Galant, organizator zlotu podkreśla, że jazda velorexem to coś całkiem coś innego, niż współczesnym samochodem.

- Ludzie widząc coś takiego zawsze odwracają głowę. Jedni się Śmieja, inni kiwają z podziwem. Reakcje są różne - przyznaje. Właściciele trójkołowych pojazdów są zgodni - velorexem trzeba umieć jeździć.

- To nie jest tak, że ktoś z marszu wsiądzie i od razu da sobie radę - zastrzega Leszek Sobecki. -Silniki velorxeów, te z jawy, miały udogodnienie pozwalające na zmianę biegów bez włączania sprzęgła. Trzeba się z tego nauczyć korzystać. Widoczność jest ograniczona, szczególnie na prawą stronę, inne są gabaryty - wylicza.

Dariusz Galant zaznacza, że podczas jazdy trzeba bawet trochę balansować ciałem, tak jak podczas jazdy motocyklem. - Inaczej można się na tym przewrócić szybciej, niż motocyklem - uważa.
Podczas sobotniego zlotu można było zobaczyć velorexy np. 1 964 roku, czy 1969 roku. Jedne zachowane w starym tradycyjnym stylu, inne efektownie zmodyfikowane. Jeden czeskich właścicieli przyjechał do Bielska-Białej velorexem z silnikiem… hondy.

- Velorexy standardowo były wyposażone w silniki pojemności 170, 250 i 350 - przypomina Bolesław Żywiński, miłośnik velorexów i innych zabytkowych pojazdów, posiadacz zabytkowego motocykla lambretta z 1957 roku. - Niektórzy poprzerabiali velorexyi, dali silniki z samochodów, by zwiększyć moc. Bo pierwotne silniki nie były za mocne, szybko się grzały, ale też były przystosowane na krótkie odcinki. Tymczasem, jeśli ktoś chce przyjechać z Wrocławia do Bielska-Białej to taki pojazd musi być odpowiednio wyposażony - argumentuje Żywiński.

Właściciele velorexów przyjechali do Bielska-Białej po raz drugi po… pięciu latach przerwy. Pierwszy zlot obył się bowiem w 2006 roku. Wtedy Czesi wyrazili chęć ponownego przyjazdu, podczas którego mogliby zwiedzić Bielsko-Białą i Studio Filmów Rysunkowych, gdzie powstała najsłynniejsza polska kreskówka o przygodach Bolka i Lolka.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie