Biznes, który nie zyska na online? Nie ma takiego!

    Biznes, który nie zyska na online? Nie ma takiego!

    Maciej Deja

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni



    – Myślę, że niemal każdy pozwolić sobie może w jakimś okresie swojego życia na podjęcie próby zrobienia czegoś swojego. Jak się trafi akurat na dobry moment i temat to może się udać – mówi Paweł Kozak-Raszkowski, którego gry oparte na systemie operacyjnym Android pobrano już 3,5 miliona razy.

    – Dwa i pół roku temu zrobiłeś grę na telefon dla swojej córki. Nie spodziewałeś się chyba, że kolejne okażą się takim sukcesem?

    – Na pewno nie. Spodziewałem się, że da się na tym zarobić, ale sukces jednej z nich zmienił moje wyobrażenia na ten temat. Musiałem zweryfikować swoje plany na życie. Pierwsza gra to były odgłosy zwierząt. Były one pokazane w formie zdjęć, po stuknięciu w ekran, wydawały dźwięki. Jedyną osobą, którą w nią grała, była moja córka.

    – Ale trzecia gra rozeszła się w androidowym sklepie jak świeże bułeczki.

    – Już trzecia gra. Bo mogła to być dziesiąta lub piętnasta. Tę z kolei zrobiłem dla mojego siostrzeńca Olafa: wyścigi samochodów. Spodobała mu się. Następnego dnia rano patrzę w statystyki pobrań gry – tysiąc. Następnego dnia dwa-trzy tysiące.

    – Sukces.

    – ...który zahamował moje działania, bo zacząłem się skupiać na statystykach – patrzyłem na nie po dwie godziny dziennie. Potem zadzwonili do mnie specjaliści z Google, żeby poradzić, w jaki sposób mogę zoptymalizować swoje działania. Zaprosili mnie do swojej siedziby i podpowiedzieli, co jeszcze mogę zrobić lepiej. To było dosłownie kilka wskazówek, głównie technicznych. Po tej wizycie liczba pobrań wzrosła jeszcze o 60 proc.

    – Wzrosły pewnie też zyski, w Twoim przypadku z generowanych w grach reklam.

    – Dowiedziałem się, ile zarabiają aplikacje na podobnym poziomie pobrań. Ta kwota mnie oszołomiła, później okazało się, że była jeszcze wyższa. Powiedzieli mi, co mnie czeka w najbliższych dwóch miesiącach. Pozwoliło mi to trochę bezpieczniej patrzeć w przyszłość i podejmować większe ryzyko, będąc względnie spokojnym o finanse. Postanowiłem założyć firmę, wynająć biuro i zatrudnić 10 osób, żeby wykorzystać szansę, jaka się przede mną pojawiła. Byłem średnim programistą i jeszcze średniejszym menedżerem, a jednak mi się udało. Pół roku uczyłem się programowania w Androidzie, później wieczorami, niekiedy do rana, pracowałem nad grami.

    – Co robiłeś wcześniej?
    – Przez 10 lat zajmowałem się programowaniem, chociaż nie jestem programistą sensu stricte. Serwisy, portale internetowe, pozycjonowanie. Po 10 latach robienia tego samego powiedziałem sobie, że świat takiego internetu odchodzi w zapomnienie nie mogę się zajmować tym kolejne 20 lat. Postawiłem na komórkę, na system operacyjny Android i działające na nim aplikacje. Długo zastanawiałem się, co będzie dawać mi zajęcie przez kolejne lata. Chciałem zajmować się rzeczami związanymi ze sztuczną inteligencją. Z tego marzenia zszedłem na poziom robienia gier dla dzieci.

    – Które niekiedy wyglądają, jakby z telefonem czy tabletem się urodziły.

    – Bo tak jest! Na naszych oczach rośnie pokolenie, które jest już app native, czyli takie, dla którego urządzenia elektroniczne, mobilne i aplikacje są bardziej oczywiste niż na przykład książka. Te dzieci muszą się nauczyć alfabetu, jak się obsługuje pilot do telewizora czy jak się robi kanapkę, ale już wiedzą jak się włącza film na YouTubie. Wiem, że moja działalność też przysłużyła się do tej rewolucji, bo przynajmniej trzy miliony dzieciaków grało w moje gry.

    – Rewolucja – to słowo, które często się słyszy w kontekście online’u. Czy online’owa rewolucja nadchodzi, już nadeszła, czy może trwa?

    – Średnio co dwa lata mamy do czynienia z jakąś rewolucją, pojawia się nowa, wielka możliwość. Dekadę temu YouTube, był kameralny, teraz miliony ludzi z niego żyje. Przez to też zaczynać karierę na YouTubie może być trudno – konkurencja jest tam ogromna. Z drugiej strony, jeżeli ktoś ma studio, jakieś umiejętności, umie nagrywać –może powalczyć. Jeszcze 2 lata temu wystarczyło nagrać swoje dziecko w sklepie z zabawkami i to już był hit. To samo było z Androidem i miliardem użytkowników i otwartym rynkiem aplikacji. To było nowe pole do zagospodarowania.

    – Co teraz jest takim trendem?
    – Na pewno mobile. W zeszłym roku po raz pierwszy częściej używano wyszukiwarki za pośrednictwem telefonów i innych urządzeń mobinych niż z komputerów. W tym tradycyjnym internecie prawie wszystko już jest: są sklepy internetowe, Facebook, wyszukiwarka... Chyba nikt nie chce robić 'rewolucji w tradycyjnym internecie przeglądarkowym. Trend mobilny już się nie odwróci – prędzej tradycyjny internet powoli będzie odchodził do lamusa.

    – W Polsce strony mobilne to trochę loteria. Są albo nie ma. Albo są, ale jakby ich nie było.

    –Jeśli ktoś w dzisiejszych czasach ma stronę, która nie otwiera się na komórkach, to równie dobrze może jej nie mieć. Mało kto szuka tego w komforcie domowego zacisza, tylko w samochodzie, w autobusie, w biegu. Nietrudno jest sobie wyobrazić sytuację, że już prawie wybrał naszą firmę, ale nagle nie może otworzyć strony. Więc wybiera następną. Jeśli naszej firmy nie ma w komórce tego człowieka, to nie ma naszej firmy.

    – Od czego powinna zacząć osoba, która chce wprowadzić swoją firmę w świat online?
    Google Docs, Google Apps – 10 osób może pracować nad tym samym dokumentem i nie wchodzić sobie w paradę. Wysyłanie sobie plików, przygotowanie rozliczeń w jednym miejscu. Żaden dokument się nie zapodzieje i jego zmiany nie znikną, do każdej z nich można wrócić. Możliwość wysyłania dokumentów różnym ludziom tak, żeby mogli albo nie mogli go edytować... To jest coś, co każda polska firma powinna wdrożyć jak najszybciej. To jest jak przejście z XIX od razu do XXI wieku.

    – A Google Analytics?

    – Jeśli ktoś używa już Google Analytics to znaczy, że już bada, rozgląda się, szuka. Jest bardzo wiele osób, które nie sprawdzają, kto wchodzi na ich stronę i po co.

    – Co dalej? Media społecznościowe?
    – Wykorzystanie ich do promocji to powinien być krok niezbędny. Na szczęście jest dużo osób, które dobrze to robią. Pamiętajmy, że jeśli ktoś funkcjonuje w internecie ma szansę na podwojenie, potrojenie, zwielokrotnienie swoich zysków. Niewiele można znaleźć firm, których pracownicy mogą z czystym sumieniem powiedzieć: wszyscy robimy w internecie wszystko, co się da. Dlatego nie trzeba wzorować się na konkurencji, ale z drugiej strony nie można też bać się podglądać i kopiować, dostosowując cudze rozwiązania do swoich potrzeb.


    Internetowe Rewolucje – bezpłatne kursy dla przedsiębiorców. Wystarczy się zarejestrować na stronie www.internetowerewolucje.pl, aby uzyskać dostęp do bezpłatnych kursów.
    - Na platformie udostępnione są m.in. materiały wideo, w których eksperci w prosty sposób objaśniają, jak wykorzystać narzędzia internetowe do tego, by zwiększyć obroty swojej firmy i zdobyć więcej klientów, także z zagranicy.
    - Platforma pozwala na indywidualne dopasowanie tematyki szkoleń w zależności od stopnia wiedzy użytkownika. Zawiera treści zarówno dla tych, którzy stawiają pierwsze kroki w świecie internetu, jak i dla tych, którzy mają już pewne umiejętności.
    - Po przejściu i zaliczeniu wszystkich etapów nauki otrzymuje się certyfikat ukończenia kursu sygnowany przez Google i IAB Europe.




    Partnerem cyklu jest Google, organizator programu edukacyjnego Internetowe Rewolucje www.internetowerewolucje.pl.


    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo