Błażusiak wrzucił na luz. W kalendarzu nie ma już wpisanych żadnych zawodów

Leszek Jaźwiecki
Tadeusz Błażusiak
Tadeusz Błażusiak ARC
Po dekadzie absolutnej dominacji w SuperEnduro karierę zakończył Tadeusz Błażusiak. Ostatni jego wyścig w Atlas Arenie na stojąco oglądało 13 tysięcy kibiców!

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść, niepokonanym - śpiewał Grzegorz Markowski z zespoły Per-fect. 33-letni Tadeusz Bła-żusiak, sześciokrotny mistrz świata w SuperEnduro zszedł ze sceny w najlepszym momencie i do tego niepokonany. Wygrał swoje ostatnie zawody w krakowskiej Tauron Arenie, został liderem klasyfikacji generalnej mistrzostw świata i powiedział pas. Pożegnanie miał godne mistrza.

- To jakiś kosmos, sen. Chyba nie mogło mnie nic lepszego spotkać. Zakończyć karierę na pierwszym stopniu podium, liderując w mistrzostwach świata i przy takiej publiczności to prawdziwy odlot - mówił wzruszony zawodnik fabryczny KTM.

W sporcie motocyklowym nie mieliśmy takiego zawodnika. Jerzy Szczakiel i Tomasz Gollob tylko raz w swoich bogatych karierach zdobywali złote medale mistrzostw świata na żużlu. W innych konkurencjach mogliśmy tylko marzyć o medalach. Poza trialem i enduro, gdzie królem był Błażusiak. Nowotarżanin zdobył sześć tytułów mistrza świata FIM SuperEnduro, pięć razy triumfował w mistrzostwach Ameryki w Endu-rocrossie, wywalczył cztery złote medale X-Games, odniósł pięć zwycięstw z rzędu w słynnym austriackim Erzbergrodeo.

- Tak naprawdę to Błażusiak wyznaczał trendy w tym sporcie, pokazywał innym zawodnikom na świecie, że przeszkody można pokonywać w zupełnie inny sposób. Kilku z nich próbowało go dogonić, naśladować, ale Taddy jest tylko jeden - dodaje Marek Dąbrowski, mistrz Polski w rajdach enduro, uczestnik słynnego Rajdu Dakar.

Urodził się w Nowym Targu, ale większość swojego młodzieńczego życia spędził w Krakowie. Po raz pierwszy na motocykl, który był od niego dwa razy większy, wsiadł kiedy miał 5 lat - Dostałem go od ojca, który był wielkim pasjonatem dwóch kółek i od tej pory właściwie całe moje życie to motory - śmieje się Teddy. - Kiedy wracałem ze szkoły wsiadałem na motocykl i wtedy czułem wolność. Najpierw ścigałem się z bratem, potem byli inny rywale, mistrzowie. Stawiałem sobie kolejne cele. Jeszcze w podstawówce przeniosłem się do szkoły do Krakowa.

Do szkoły dojeżdżał oczywiście na motorze. Czasami przez zaspy, śniegi, a nawet jak trzeba było po... torach tramwajowych. W Krakowie miał klub, trenera, treningi. Startował w zawodach choć czasami nielegalnie.
- Wymagana była karta motorowa, która wydawana była po ukończeniu 13 lat, a ja na pierwsze zawody pojechałem jako dziesięciolatek, a pierwszy medal wywalczyłem dwa lata później. Miałem jednak specjalne pozwolenie na start z PZMot. - tłumaczy Błażusziak.

Pierwszy zawodowy kontrakt podpisał, kiedy miał zaledwie 15 lat. Na sukcesy nie trzeba były długo czekać. Dwa lata później został mistrzem Polski w trialu, i dziewiątym juniorem na świecie. - Od tej pory moja kariera potoczyła się błyskawicznie - mówi.

Jako jedyny Błażusiak wygrał organizowane od 1995 roku w Austrii słynne i niezywkle trudne zawody Erzberg Rodeo i to pięć razy z rzędu.

- Pojechałem tam dla zabawy - śmieje się polski motocyklista. - Siedzieliśmy na rynku w Krakowie i nagle ktoś rzucił jedziemy do Austrii. Pożyczyłem motocykl, ale wystartowałem na maszynie zawodnika który się mocno potłukł na prologu i nie mógł dalej jechać.

Błażusiak szybko zostawił całą kawalkadę w tyle i wygrał z dużą przewagą. 1500 zawodników, topowe nazwiska, mistrzowie swoich krajów byli w szoku. Nieznany, wtedy, nikomu Polak wygrywa Erzberg.

- Po tym wyścigu miałem propozycje od wielu teamów z całego świata, żeby się dla nich ścigać - wspomina Błażusiak. - Zrezygnowałem z trialu i przeniosłem się do enduro.

Kilka dni później, prosto po wyjściu z samolotu wsiadł na motocykl i wygrał rundę mistrzostw w USA. - Tam właściwie poczułem co to jest enduro i się w nim zakochałem.

Nie ominęły go kontuzje i wypadki. Najpoważniejszy też miał za oceanem.

- Miałem połamaną szczękę, przerwa trwała trzy miesiące, ale nawet przez sekundę nie myślałem by przestać się ścigać - tłumaczy Błażusiak, który po powrocie z USA zadomowił się w... Andorze. - Tam mam swój dom, drugi jest w hiszpańskiej miejscowości Girona, która jest ośrodkiem przygotowań do sezonu dla motocyklistów - tłumaczy.

Od kilku dni Błażusiak nie ma już w kalendarzu wpisanych żadnych zawodów.

- Ta decyzja dojrzewała we mnie, dlatego wiem, że jest właściwa i podjęta świadomie. Wiedziałem, że będę musiał się pogodzić ze swoim wyborem, zaakceptować, bo nie mam złudzeń, że będę się ścigał wiecznie -mówił z łzami w oczach Błażusiak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie