- Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak będzie wyglądać nasz klimat za 20 lat. Mogę powiedzieć, że śródziemnomorskie gatunki możemy brać pod uwagę - mówi Bogdan Jaroszewicz, naukowiec i wieloletni wicedyrektor Białowieskiego Parku Narodowego, w rozmowie z Anitą Czupryn.

Lata w Polsce są coraz cieplejsze, coraz częściej i coraz dłużej trwają fale upałów, ale też i coraz cieplejsze mamy zimy. Jak taka pogoda wpływa na roślinność?
Zmiany, jakie zachodzą, dotyczą nie tylko roślinności, ale szerzej - całego świata żywego i nie tylko składów gatunkowych. Obserwujemy je również w faunie owadów czy w terminach przystępowania do lęgów ptaków, w terminach kwitnienia roślin, które zaczynają się coraz wcześniej wiosną.

Zarówno u roślin, jak i u owadów obserwujemy zmiany zasięgów gatunków. To widoczne, gdy obserwuje się w Polsce granice występowania danego gatunku - ta granica przesuwa się albo na północ, a w górach - w kierunku szczytów górskich.

Czyli tam, gdzie jest chłodniej?
Tam, gdzie było chłodniej. Ale fakt, że przesuwają się strefy termiczne, umożliwia zasiedlanie tych wcześniej chłodnych terenów przez rośliny, które wymagają cieplejszych warunków termicznych. Wcześniej na tych terenach było chłodniej, więc one nie mogły występować, ani się rozwijać, a teraz już mogą. Podobnie dzieje się z owadami, na przykład w Puszczy Białowieskiej od 10 lat mamy stałą populację modliszki. A jest to gatunek, który do początku XXI wieku znany był w naszym kraju tylko z jednego regionu w południowo-wschodniej Polsce, tam, gdzie panowały warunki najbardziej zbliżone do stepu, jeśli chodzi o klimat. Dziś modliszka występuje w puszczy, na co dzień i w prawie każdym miejscu. Dotyczy to również wielu innych gatunków, no, ale modliszka jest tym najbardziej znanym.

A jeśli chodzi o roślinność, to gdzie w Polsce przybywa nowych gatunków, które wcześniej u nas nie występowały?
Trudno zaobserwować te gatunki, które jednoznacznie obrazowałyby przesuwanie się granic zasięgów, bo w przypadku roślin one nie są aż tak mobilne. Ale w trakcie badań prowadzonych w latach 2014-2015 zaobserwowaliśmy wzrost bogactwa gatunkowego na szczytach górskich. Co więcej, analiza paneuropejska, kontynentalna wykazała, że przyrost liczby gatunków na tych szczytach przyspiesza. W przeszłości liczba nowych gatunków kolonizujących szczyty górskie była pięciokrotnie niższa niż w ostatniej dekadzie. Nie jest to więc tylko sama kwestia zmiany, ale ważną obserwacją jest to, że ta zmiana przyspiesza.

Jakich znaków, sygnałów, wskazówek szukaliście przy okazji prowadzenia tych badań?
Badania były powtórzeniem obserwacji, które prowadzili botanicy polscy jeszcze w XIX wieku czy na początku wieku XX, a publikowane były w dziennikach wypraw na tatrzańskie szczyty. Badacze spisali listy roślin, jakie wówczas na szczytach występowały. Naszym zadaniem było zrobić inwentaryzację tych gatunków na tych samych szczytach, przy założeniu, że szczyt jest takim miejscem, które można łatwo zdefiniować. Czyli szczyt Rysów czy Giewontu był sto lat temu w tym samym miejscu, w jakim jest teraz. Było więc wiadomo, gdzie trzeba prowadzić obserwacje, żeby zobaczyć, czy nastąpiła zmiana.

Jakie nowe gatunki pojawiły się w ostatnich latach?
Tu odpowiedź nie jest prosta, bo zależy między innymi od wysokości i dostępności szczytu w przeszłości. Niższe szczyty, które historycznie były wypasane, zostały w ostatnim 90-leciu skolonizowane m.in. przez gatunki zasiedlające gleby wilgotne i bogate w azot, np. miłosnę górską, modrzyk górski czy starzec gajowy. Pojawiły się na nich także krzewinki i krzewy: borówka czarna i kosodrzewiczna. Nie jest to jednak odpowiedź na ocieplenie klimatu, a na zaprzestanie wypasania tych szczytów. Natomiast na szczytach wyższych, mało dostępnych, gdzie prawdopodobnie wypas nie miał miejsca, zaobserwowaliśmy wręcz zjawisko odwrotne: wiele gatunków o wyższych wymaganiach termicznych ustąpiło, np. łyszczec rozesłany, skalnica nakrapiana czy skalnica gronkowa. I, paradoksalnie, to jest prawdopodobnie efekt ocieplenia klimatu. Przypuszczamy, że rośliny te do przetrwania zimy wymagają okrywy śnieżnej, a ta zalega w górach coraz krócej, więc niskie temperatury w połączeniu z silnym wysuszającym wiatrem powodują ich zamieranie.

Jeśli przybywa jednych gatunków, to zarazem oznacza, że inne są zagrożone?
Owszem. Wzrost liczby gatunków w danym miejscu czy choćby tylko wzrost liczby osobników jakiegoś gatunku prowadzi też do wzrostu konkurencji o zasoby, co może powodować lokalne zanikanie gatunków słabszych konkurencyjnie. Z drugiej strony, jedne gatunki przesuwają zasięgi swojego występowania tam, gdzie warunki dla nich stają się bardziej sprzyjające, a tym samym dla innych gatunków te warunki przestają być sprzyjające i są często zagrożone wymarciem, jeśli nie zdołają znaleźć kolejnego miejsca, które by sprzyjało ich rozwojowi. W przypadku gatunków wysokogórskich, tych, które występują na szczytach, to zjawisko jest bardzo niebezpieczne. Jeżeli potencjalnie na szczycie mamy gatunek, który jest przystosowany do ekstremalnie ciężkich warunków, czyli wymaga zalegania śniegu, bardzo niskich temperatur przez dłuższy czas w roku, a okaże się, że te warunki się zmieniły, to on nie ma gdzie dalej wędrować.