Bombowy Froncek. Dlaczego wszyscy go kochali?

Grażyna Kuźnik
Cyfrowa Biblioteka Śląska
Udostępnij:
Bezrobotny Froncek w latach międzywojennych zrobił wielka karierę. Komiksowy lekkoduch wciąż dostawał od losu kopa, ale dobry humor nigdy go nie opuszczał. Ludziom, którzy bali się o przyszłość, przynosił pociechę i uśmiech. Przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzał cały Śląsk z prezentami.

Wesoły i życzliwy Froncek

Bezrobotny Froncek w latach międzywojennych zrobił wielka karierę. Komiksowy lekkoduch wciąż dostawał od losu kopa, ale dobry humor nigdy go nie opuszczał. Ludziom, którzy bali się o przyszłość, przynosił pociechę i uśmiech. Przed świętami Bożego Narodzenia odwiedzał cały Śląsk z prezentami.

Froncek był wesoły, życzliwy światu, nie pchał się za bardzo do ciężkiej roboty, ale z kłopotów zawsze umiał się wywinąć. Występował w jedynym gazetowym serialu komiksowym, który ukazywał się przed wojną codziennie. W gazecie ,,Siedem Groszy” wyszło ponad 2 tys. odcinków z przygodami młodego Ślązaka, zredukowanego górnika, kawalera, wynajmującego kąt u poczciwej gospodyni. Jego losy stanowią ciekawy zapis społecznych nastrojów w regionie.

Na początku ukazywały się tylko cztery odcinki, potem rysunki zajmowały nawet całą stronę gazety. Chociaż Froncek nie jest znany w całym kraju, na Śląsku był naprawdę kochany.

Nie przeocz

Jego autor długo był tajemnicą gazety, aż w końcu redakcja ujawniła, kim jest ,tata Froncka”. To Franciszek Struzik, były górnik z Janowa, wtedy z miejscowości pod Katowicami, wyłoniony z gazetowego konkursu rysownik-amator. Codziennie wymyślał nową historyjkę i dostarczał ją do gazety, a do tego pisał wierszyki. Każdą chwilę poświęcał rysunkom, opartym często na własnych perypetiach.

Zbiórka na Froncka

O samym Bezrobotnym Froncku wiadomo więcej niż o Franku Struziku. Gazeta ,,Siedem Groszy” chwaliła się bohaterem komiksu: ,,Wszędzie Bezrobotny Froncek święci triumfy, wszędzie jest bohaterem, ze wszystkich, najtrudniejszych opresji wychodzi cało i niby tenor Kiepura do swej „Patrii” - powraca Froncek zdrów i cały na łono Śląska.”
Gazeta zastanawia się, czy Froncek mógłby być inny? Uznaje, że nie. Froncek nie jest zbytnio przyzwyczajony do pracy, bo od niej „odbadoł”. Kląłby i „pieroniłby” tego, kto by mu znalazł stałą robotę. A to dlatego, że Froncek ,,żyje i żyć będzie tylko jako wiekuiście - Bezrobotny Froncek.”

Autor jednak nie zrobił z niego lenia, wyposażył go w honorową przeszłość. Był Froncek w armii Hallera, walczył z bolszewikami, brał udział w powstaniach śląskich. Po wojaczce musiał co prawda sprzedać medal, ale gdy już bardzo biedował. Tymczasem „żyć przecie jakoś trzeba, a za męstwo za zasługi, zawsze laury zbiera – drugi”.

Były nawet momenty, gdy Froncek chciał skończyć z życiem, ale jakoś ciągnął dalej. Nie ominęła go robota w biedaszybach, czasem prosił innych o kawałek chleba. Kiedyś przebrał się za ,,kryzys” i brał 10 groszy za przegonienie siebie kijem.
Uciekał przed policją, która ścigała go za włóczęgostwo i wsadzała do aresztu, gdzie mógł w cieple się wyspać. Rodziny nie miał. W końcu przygarnęła go gospodyni i chociaż często nie mogła doczekać się grosza z czynszu, miała za to pomoc w domu i w gospodarstwie.

Froncka posiało do Hiszpanii na wojnę domową, do Abisynii na wojnę z Mussolinim i do Chin patrzeć, jak biją się z Japonią. Znalazł się na Olimpiadzie w Berlinie i w kotle ludożerców w Afryce. Uważał jednak, że w domu najlepiej, chociaż wojna blisko. Brał udział w licznych publicznych zbiórkach na Fundusz Obrony Narodowej, a czytelnicy zbierali datki na bombowiec, który miał nazywać się „Bezrobotny Froncek”.

Gazeta zamieszczała informację, kto ile wpłacił na ten bombowiec. Na przykład Polski Związek Właścicieli Wędrownych Przedsiębiorstw Rozrywkowych wpłacił 29, 70 zł. Magdalena i Urszula Odojówny z Katowic -2 zł. Alojzy Godziek, organista z kościoła św. Antoniego w Chorzowie zorganizował zbiórkę i zebrał na Froncka 37 zł.

Choinkę oświecili, zaśpiewali

W 1934 roku Froncek miał dziewczynę Andzię i pomagał jej przed Wigilią z zakupach. Andzia piekła ciasto, które dzisiaj pod tą nazwą nie jest znane, chodzi o ,,sztrozakkuchen”. Pewnie to rodem ze Słowacji wigilijny szczodrak (stedrák), drożdżowe ciasto pełne różnych smakołyków, przekładane masą orzechową i powidłami. Andzia wysyła Froncka, żeby kupił jej materiał we wzorek, ale chociaż obiegł całe Katowic, nie znalazł. Andzia się ucieszyła, bo to znaczy, że materiału było mało, więc inne panny ,dostaną szału” z zazdrości.

Ale w Wigilię 1936 roku Froncek jest już w Abisynii i wziął do niewoli Włocha. Włoch ukradł mu karabin, sprytny Froncek wyjął jednak wcześniej naboje i zaskoczonego jeńca doprowadził na miejsce. Po tym czynie zdążył wysłać do Polski prezent: ,,Panom posłom (o, pierona), całkiem serio, to nie kpiny, Froncek wysłał dar stosowny! Wielką beczkę wazeliny.”
W 1937 roku jest w Katowicach i mieszka u gospodyni. Próbuje osadzić aniołka na szczycie choinki, ale spada z krzesła na podłogę i bardzo tłucze sobie ,,nogę”. Na Wigilię przyszedł do niego tylko kompan Karlik ,,siedli razem do wieczerzy, był sznaps, rybka i tak dalej, i choinkę oświecili, i opłatkiem się łamali.” Czyli ani Andzia, ani gospodyni nie zaprosiła Froncka na Wigilię. Trudno. Karlik grał na akordeonie i we dwóch śpiewali ,,Bóg się rodzi, moc truchleje...”

Musisz to wiedzieć

W ostatnią Wigilię przed wybuchem wojny Froncek jest sam, ale ma trzy pieski. Dla każdego powiesił na choince po kiełbasie i dobrze się bawili. Autor Franciszek Struzik nie ma jednak najlepszego nastroju, męczą go złe przeczucia. Kiedy dziennikarze ,,Siedmiu Groszy” odwiedzili go w mieszkaniu, zauważyli, jakie jest podobne do tego, jakie ma Froncek. Opisują: ,,Pokój widny, obszerny, a w nim trzy meble: wielki stół i dwa krzesła.” Na stole pełno papieru, buteleczek z tuszem, piórek i pędzli. ,,Poza tym — nic więcej.” Skromny rysownik ,,w Janowie pracował w podziemiach kopalni”, potem jednak albo rysował, albo szukał przygód dla Froncka ,,idąc zaułkami Katowic czy pryncypalną ulicą 3 Maja.” Codziennie musiał zaskoczyć czytelników nową przygodą.

Wiadomo, że Struzik urodził się w 1902 w Janowie, był samotnikiem, nie miał nic z wesołka. Koledzy z redakcji żartowali, że nawet ,,siedmiu groszy człowiek by za niego nie dał”.

Niemcy jednak dobrze zapamiętali jego żarty i zbiórki na bombowiec. Aresztowany w 1940 roku, zginął dwa lata później w Auschwitz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie