Boruc jest już w domu

Rafał Musioł
Reprezentacja Polski trenowała w poniedziałek przed południem w Tychach, spoglądając już w stronę Kielc, gdzie nasi piłkarze muszą wygrać z zespołem San Marino
Reprezentacja Polski trenowała w poniedziałek przed południem w Tychach, spoglądając już w stronę Kielc, gdzie nasi piłkarze muszą wygrać z zespołem San Marino fot. Arkadiusz Ławrywianiec
Niebo ciągle nad nimi płacze - komentowali kibice pogodę, jaka towarzyszyła ekipie Leo Beenhakkera podczas pierwszego wczorajszego treningu w Tychach. Padający deszcz był jednak mniej istotny niż nieobecność na zajęciach antybohatera meczu w Belfaście, Artura Boruca.

- Odbyliśmy rozmowę, bardzo szczerą rozmowę. Powiedziałem Arturowi, że w meczu z San Marino na pewno na niego nie postawię. Uznaliśmy wspólnie, że może wyjechać do Glasgow i tuż po śniadaniu pojechał na lotnisko - poinformował selekcjoner tuż po rozpoczęciu treningu.

Te przeprowadzone jeszcze przed świtem rozmowy nie były zaskoczeniem dla piłkarzy, przyznających, że Boruc był wyraźnie przybity. - Próbowaliśmy z nim pogadać, ale to nie było proste - nie ukrywali zawodnicy.

Ci, którzy wyszli przed południem z tyskiej "Piramidy", stanowiącej bazę przygotowań do jutrzejszego spotkania z San Marino, byli już w lepszych nastrojach. - Trenerzy robią wszystko, żeby rozładować atmosferę - przyznał Michał Żewłakow.

Strzelec trzeciej bramki dla Irlandczyków z Północy ćwiczył nieco krócej niż reszta zespołu. - Ten trening dał mi jednak nadzieję, że w Kielcach zagram - poinformował kapitan kadry.

- Michał ma delikatnie naciągnięty mięsień dwugłowy, decyzja o jego ewentualnej grze zapadnie w środę rano - oświadczył lekarz Jacek Jaro-szewski. - Jacek Krzynówek narzeka na stłuczone śródstopie, jednak na 100 procent będzie gotowy do meczu, podobnie jak Jakub Błaszczykowski, który wciąż odczuwa ból żeber i trenuje ze specjalnym pasem ściągającym - dodał medyk reprezentacji.

Błaszczykowski z pomocy lekarza i masażystów korzystał także w czasie treningu. - Jakoś to będzie - rzucił po chwili.

Z największym zapałem trenowali jednak bramkarze, którzy kilkakrotnie lądowali w wielkich kałużach.

- Chłopcy dają z siebie wszystko. Który z nich jest bliższy występu przeciwko San Marino? Chyba Fabiański, który ma już na koncie grę w reprezentacji w meczach o punkty - mówił szkoleniowiec golkiperów Frans Hoek.
Trudno jednak uciec od wrażenia, że w kadrze panuje atmosfera rodem z Titanica. O zanikającym profesjonalizmie świadczy sprawa wieczornego wczorajszego treningu.

- Mamy zajęcia na Stadionie Śląskim, na głównej płycie - zapowiadał asystent Beenhakkera, Rafał Ulatowski.

Tymczasem o tej samej porze na chorzowskim gigancie miał się odbyć mecz Pucharu Ekstraklasy Ruch - Śląsk. - We wtorek grają, a nie dziś. Jednak dziś? Ooooo, to musimy coś na szybko wymyślić - miotał się drugi trener reprezentacji.

Zakłopotany był również Stefan Majewski, który pierwsze zajęcia oglądał z ławki rezerwowych i na pytanie o swoją rzeczywistą rolę w kadrze odpowiadał "a co wy gazet nie czytacie? Tam wszystko napisano", po czym z jeszcze większym ambarasem starał się wytłumaczyć, że nie czyha na posadę Beenhakkera, ale jednocześnie nie ukrywał, że rola selekcjonera byłaby spełnieniem ambicji.
Wspomniane przez Majewskiego czytanie gazet nie jest jednak takie oczywiste. Zwłaszcza po takim występie biało-czerwonych, jak sobotni w Belfaście.

- Chyba nikt z chłopaków nie przeglądał poniedziałkowych wydań - nie ukrywał trener bramkarzy, Andrzej Dawidziuk.

Do Kielc kadrowicze wyruszą dziś po śniadaniu. - I jadą po zwycięstwo, jestem tego pewny - stwierdził właściciel Piramidy, bioenergoterapeuta Tadeusz Cegliński. - To już po nich widać, są innym zespołem niż ten, który dotarł do mojego hotelu w poniedziałek, przede wszystkim znów zaczęli się uśmiechać.
- Bo dalej mamy szansę na wygranie grupy, tylko ciśnienie jest większe. Wierzymy jednak, że to co najgorsze w tych eliminacjach, mamy już za sobą - dodał Marek Saganowski.

Łukasz Fabiański, bramkarz reprezentacji:

Z moim zdrowiem jest już wszystko w porządku. Po infekcji jelitowej, jaka mnie dopadła w sobotę przez półtorej doby nic nie jadłem, żywiono mnie kroplówką, ale nie sądzę, żeby wpłynęło to na moją formę. Czy jestem bramkarzem numer jeden? Rywalizuję z Załuską, decyzję podejmą trenerzy. Jeśli chodzi o Artura to chwilę z nim rozmawiałem, ale co można sobie powiedzieć w takiej chwili? To on musi odzyskać równowagę. W eliminacjach mamy jeszcze szansę, bo wszyscy gubią punkty. Musimy zrobić wszystko, żeby ją wykorzystać. Na razie wyrzucamy z głów porażkę w Belfaście, musimy zacząć żyć przyszłością. I pokonać San Marino. Nie obawiam się o swoją psychikę w tym meczu, lubię presję, zresztą atmosfera poprawia się z godziny na godzinę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie