Bytom: Poparzony czternastolatek. Uważajcie na hałdy!

Magdalena Nowacka - Goik
Udostępnij:
Dwa miesiące temu na terenie dawnej KWK Miechowice pod czternastolatkiem osunęła się hałda. Doszło do samozapłonu. Chłopiec z ciężkimi poparzeniami nóg trafił do szpitala. Czeka go rehabilitacja. Nikt nie poczuwa się do winy

To miał być przyjemny, rodzinny wypad. Dwa miesiące temu Izabela Kowalczyk z mężem i dziećmi postanowiła wybrać się na imprezę "Śląskie manewry", na teren dawnej KWK Miechowice. W pewnym momencie syn, czternastoletni Aleksander, zostawił rodziców i rodzeństwo. Szukał ustronnego miejsca, żeby skorzystać z toalety. Wybrał zarośla. Tam doszło do wypadku - osunięcia się ziemi, pod którą tlił się żar. Chłopiec z ciężkimi poparzeniami trafił do szpitala. Czeka go długa rehabilitacja. A winnych na razie nie ma.

Wypadek czy brak zabezpieczenia?

Wakacje Aleksander spędza w domu. Nici z obozu judo, który to sport jest jego pasją (chodzi do szkoły sportowej). Ciężkie oparzenia kończyn dolnych stawiają pod znakiem zapytania to, czy będzie mógł jeszcze go uprawiać. Na pewno czeka go długotrwałe leczenie i rehabilitacja. Oczywiście kosztowna.

- Mam y żal, że nikt tak naprawdę nie poczuwa się do odpowiedzialności za to zdarzenie. Ani organizator, ani miasto, ani właściciel terenu. A tam przecież impreza odbywała się nie pierwszy raz. Teren jest dostępny dla każdego - mówi pani Iza. Podkreśla, że jest wdzięczna dyrekcji i nauczycielom w Szkole Mistrzostwa Sportowego, do której chodzi jej syn. - Wykazali duże zainteresowanie i pomoc. Tak samo drużyna, w której mój syn ćwiczy. Ale poza tym, wszyscy inni uważają to po prostu za nieszczęśliwy wypadek, na który nikt nie miał wpływu. - mówi.

Organizator: to nie był nasz teren

Sprawą zajęła się policja i prokuratura. - Czekamy teraz na opinię biegłego w tej sprawie - mówi Tomasz Bobrek, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Bytomiu. Organizatorem imprezy było Stowarzyszenie Pasjonatów Wojskowości "Kompania Bytom". - Jest mi bardzo przykro z powodu tej sytuacji - mówi Norbert Kujawa, prezes. - Do wypadku nie doszło jednak na działkach, na których organizowaliśmy naszą imprezę. Ten teren sprawdziliśmy i zabezpieczyliśmy, ustawiliśmy toalety - zapewnia. Potwierdza to także miasto i policja.

Teren należy do SRK. Będzie bezpieczniej?

Spółka Restrukturyzacji Kopań przyznaje, że teren, na którym doszło do wypadku, należy do nich. I jest do niego swobodny dostęp. Po wypadku przedstawiciele SRK razem ze strażakami sprawdzali to miejsce. Z odczytu kamery wynikało, że na skarpie, w podłożu glinianym, utrzymuje się temperatura 50 stopni C i nie ma zagrożenia pożarem. Przedstawiciel Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego polecił teren zabezpieczyć tablicami ostrzegawczymi z powodu zagrożenia, jakie stanowią rosnące na skarpie drzewa. - Aktualnie występuje zagrożenie, ale i tak dodatkowo objęty jest naszym monitoringiem - mówi Witold Jajszczok, rzecznik. SRK zawarło porozumienie z NFOŚiGW o dofinansowanie rekultywacji tego miejsca. W ramach tego zadania planowana jest likwidacja powodujących niebezpieczeństwa samozapłonu odpadów. Ma się to zakończyć do 20 października 2019 roku, ale wykonanie zasadniczych prac planowane jest na rok 2016.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

g
ghgg
To jest poprostu obłęd jak takie coś może mieć miejsce!!!chłopak do końca życia będzie z bliznami!!!
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie