Bytom: Tańczą na scenie Opery Śląskiej, a w życiu...?...

    Bytom: Tańczą na scenie Opery Śląskiej, a w życiu...? ZDJĘCIA

    Magdalena Nowacka-Goik

    Dziennik Zachodni

    Bytom: Tańczą na scenie Opery Śląskiej, a w życiu...? ZDJĘCIA
    1/4
    przejdź do galerii

    ©Fot. Krzysztof Bieliński/mat. Opera Śląska

    Bytom: Tańczą na scenie Opery Śląskiej, a w życiu...? Rozmowa z Michaliną Drozdowską i Karolem Pluszczewiczem, tancerzami występującymi w spektaklu "Szeherezada/Medea".
    Za kilka tygodni zobaczymy was na scenie w kolejnej odsłonie premiery baletowej, która miała miejsce pod koniec ubiegłego sezonu w Operze Śląskiej w Bytomiu. "Szeherezada/Meda" w reżyserii Roberta Bondar. To dla Michaliny Drozdowskiej i Karola Pluszczewicza ciekawe wyzwanie. Podczas premiery w części "Szeherezada" partnerowaliście sobie jak żona i mąż, pokazując bardzo toksyczne relacje łączące te postacie. Nie wszyscy jednak wiedzą, że parą jesteście nie tylko na scenie...



    Michalina: Kiedy reżyser wybrał pięć par podczas castingu, nie miał pojęcia, że wśród nich jest para życiowa. Dopiero w trakcie prób, kiedy nas obserwował, zauważył, że te nasze relacje są bliskie...

    Karol: Michalina gra Zobeidę w "Szeherezadzie" i tytułową rolę w "Mede"i. Podczas premiery byłem zazdrosnym mężem Zobeidy. W jakich konfiguracjach zatańczymy podczas tego sezonu, jeszcze nie wiem. Po próbach jestem przygotowany. aby grać też służącego, który zostaje kochankiem Zobeidy, a także Jazona - męża Medei. To może być ciekawe, bo mogę wystąpić nie tylko jako inny bohater partnerując Michalinie, ale także innym partnerkom.

    Na premierze tańczyliście bardzo zmysłowo. Tańczyła Michalina z Karolem, czy jednak Zobeida z Szahrijarem? Nie było obawy, aby przy takiej dawce emocji zachować pewną intymność dla siebie? I który duet odtwarza się lepiej, czułego kochanka, czy zazdrosnego męża?

    Karol: Oczywiście, że ten męża i żony. Dlaczego? To w sumie ciekawe, bo nie lubię być dla Michaliny tyranem na scenie, źle się z tym czuje. Wolałbym podejść, przytulić, niż rzucić szklanką. Zatem wyzwanie. Pod względem technicznym natomiast, ten taniec jest krótszy, niż sceny ze służącym. Ogólnie muszę jednak podkreślić, że lepiej mi się tańczy z Michaliną, niż z innymi partnerkami, bo mamy swobodę, lepiej się dogaduję...

    Michalina : Teraz lepiej (śmiech)

    Karol: Oczywiście kłócimy się, sprzeczamy, ale przez to jesteśmy w stanie szybciej dojść do tego, czego chcemy. Z innymi partnerkami jest to trudniejsze, właśnie dlatego, że nie łączą nas takie relacje. Nie potrafię wprost, mocno powiedzieć, że coś mi się nie podoba, jest mi niezręcznie. Choćby z obawy, iż partnerka obrazi się na mnie z powodu podniesionego tembru głosu. A z Michaliną wiem, że tak nie będzie. Bo mnie dobrze zna.

    Podejrzewam więc, że wasz związek jest równie burzliwy, jak ten , który pokazaliście na scenie...

    Karol : No cóż, ćwiczymy w domu (śmiech). Ale nie jesteśmy w tym względzie jakimś wyjątkiem, jeśli chodzi o pary taneczne. Rodzice Michaliny są oboje tancerzami i opowiadali, jak sprzeczali się na próbach, a reszta zespołu czekała spokojnie, aż skończą. W pewnym momencie, cały zespół stanął przy drążkach i powiedzieli : jak skończycie, to nas zawołajcie. Pary chyba tak mają.

    Michalina: To jest właśnie super, że mamy tę możliwość, aby pracować także w chwilach wolnych. Zdarza się, że mówię Karolowi w domu: idziemy ćwiczyć na salę. Koniec i kropka.

    Karol: A ja do niej, że nie, bo gotuję obiad (śmiech). A co do okazywania sobie uczuć na scenie, podczas tej premiery stres był.

    Michalina: Nie jesteśmy parą, która demonstruje łączące ją uczucia, nie całujemy się na przystanku.

    Karol : Oczywiście zdarzy się jakiś miły gest. Potrafię położyć głowę Michalinie na kolanach, podczas przerwy w próbie, czy złapać ją za rękę. Ale kiedy tańczyliśmy w duecie, faktycznie było to na początku w pewnym sensie zachowawcze, taka bariera mentalna.

    Michalina: Reżyser nawet się śmiał i mówił "Karol, przecież wiesz, jak to się robi". Albo mówił, że Karol ma mnie całować, nie wąchać...

    Karol: Muszę jednak podkreślić, że tak samo było mi trudno, kiedy brałem udział w scenie orgii z "Mocy przeznaczenia" z moją profesorką tańca...

    Michalina: Coś w tym jest. Z Sebastianem (Sebastian Simic, służący i kochanek- przyp.red.) też było nam momentami trudno przełamać dystans.

    Od dziecka marzyliście o balecie? Rodzice Michaliny to tancerze...

    Michalina: Podobno od urodzenia dysponowałam silnym głosem. Opiekunki nie wytrzymywały. Mama brała więc kocyk na salę baletową, dawała mi kredki i tak się tam bawiłam, przez całą próbę. Ale obserwowałam też tancerzy. Patrzyłam na scenę, światła, dotykałam tiulowych spódniczek. Była fascynacja, chciałam mieć taką różową paczuszkę. Kiedy z rodzicami przeprowadziłam się na Śląsk, mówiłam, że chcę się uczyć w baletówce. Rodzice bardziej sugerowali szkołę muzyczną, ale ustąpili.

    Karol : U mnie w rodzinie muzycy się zdarzali, ale tancerze nie. Wybór baletówki to była sugestia taty ślusarza. Myślał, że w tym zawodzie będę dużo zarabiał. Na początku nie byłem przekonany do tego wyboru. Przełomem był międzynarodowy konkurs we Wrocławiu, na którym zająłem VI miejsce. I tak zrodziła się pasja. Wolę obejrzeć dobry balet, niż mecz piłki nożnej.

    Duet w "Szeherezadzie" nie jest waszym pierwszym

    Michalina: Byłam w siódmej klasie baletówki, razem z koleżankami tańczyłyśmy przyjaciółki Julii w balecie "Romeo i Julia" w reżyserii Henryka Konwińskiego. I tam się tak złożyło, że zatańczyliśmy razem.

    Zobacz galerię

    A jak zrodził się duet nie na scenie, tylko w życiu prywatnym?

    Karol: Tata Michaliny jest moim profesorem tańca, on mi podpisywał dyplom tancerza. Kiedy profesor Jacek zjechał na Śląsk z Krakowa, byłem wtedy w szóstej klasie baletowej. Michalina przychodziła na zajęcia z tatą, rysowała kolorowanki pod stołem. Wtedy nie zwracałem na nią większej uwagi, chociaż ogólna sympatia była. Ale wiadomo, relacja małej dziewczynki i nastoletniego chłopaka. Natomiast bardziej zaczęliśmy zwracać na siebie uwagę, kiedy Michalina miała bierzmowanie. Moja koleżanka z pracy miała być jej świadkiem, ale wypadł jej wyjazd zawodowy. Poprosiła mnie, abym ją zastąpił. Ponieważ znałem Michalinę, stwierdziłem, że nie ma problemu.

    Nauka w szkole baletowej to ciężka szkoła życia. A Michalina musiała zmierzyć się z podwójną rolą, uczennicy i córki nauczycieli baletu. Były momenty zwątpienia?

    Michalina: W szóstej klasie mama prowadziła moja klasę, przez rok. Było ciężko. Ale nie żałuję, bo dużo się nauczyłam od profesor Renaty. Mocno się kontrolowałam, aby na sali wejść w rolę uczennicy, nie córki. Trudne momenty były, ale wtedy zawsze sobie przypominałam, że to moje marzenie.

    Karol Szkoła baletowa jest wyzwaniem. Codziennie, godzina 6.50, miałem autobus z Zabrza Rokitnicy, 13 godzin lekcyjnych, dodatkowe zajęcia. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, po trzeciej klasie już wiedziałam, że to jest to. Zawahanie było tylko raz, przy kontuzji kolana.

    Współcześnie tancerze baletowi muszą się zmierzyć także z kwestią emerytury. Trudno sobie wyobrazić tancerza baletowego tańczącego w wieku 45 czy 50 lat. Kiedyś mieli możliwość przejścia na wcześniejszą. Teraz tego nie ma.

    Karol: To prawda. Natury nie oszukamy. Sprawa jest absurdalna, bo jesteśmy jedynym krajem w UE, gdzie wprowadzono te późniejsze emerytury dla tancerzy. Dlatego wcześniej musimy myśleć o swojej przyszłości. Jeśli nie bycie nauczycielem baletu, to jakaś inna rola. Ja w sumie kiedyś chciałem być...fryzjerem. Albo wojskowym. Z drugiej strony, kiedy się tańczy, trudno pomyśleć, że kiedyś się przestanie...

    Oglądamy was na scenie Opery Śląskiej, ale ostatnio także w teledysku

    Karol: To prawda. Wystąpiliśmy w teledysku "Co noc" u Piotra Gutkowskiego "Gutka". Dyrekcja zgodziła się, żebyśmy wykorzystali nasze kostiumy z Szeherezady. Gramy tam parę, więc chyba jednak dobrze nam to wychodzi...

    Macie czas na coś poza baletem?

    Michalina: Mało (śmiech), bo już myślimy o nowym sezonie. I nie możemy się doczekać!

    Karol :Staramy się znaleźć jeszcze czas na coś innego, ja mam mały warsztat stolarski, wychodzimy na spacer z naszym psem. Lubimy zaglądać do teatru i na koncerty, jako zwykli widzowie.

    WARTO WIEDZIEĆ


    Pierwszy spektakl "Szeherezada/Medea" po przerwie wakacyjnej odbędzie się 17 września o godzinie 18 na deskach Teatru Śląskiego w Katowicach. Kolejny, już w Operze Śląskiej, 30 września. Będzie to spektakl specjalny, z okazji przypadającego w tym dniu Międzynarodowego Dnia Głuchych i Języka Migowego. Bilety w promocyjnej cenie dla członków Polskiego Związku Głuchych oraz Bytomskiego Stowarzyszenia Niesłyszących - informacje w kasie biletowej Opery Śląskiej, a także w Bytomskim Stowarzyszeniu Niesłyszących oraz we wszystkich oddziałach Polskiego Związku Głuchych

    Szeherezada/Medea - recenzja premiery

    POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:




    Zobacz najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia w programie TyDZień



    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo