Charakteryzują się nieobecnością

Krzysztof Karwat
Były nekrologi, notki w mediach. I jak zwykle - życie potoczyło się dalej, zacierając znaczenie dawnych lat. Tymczasem dotknął nas ciąg smutnych wydarzeń z tej samej - by tak powiedzieć - parafii artystycznej. Kultura Górnego Śląska poniosła dotkliwe straty. Najpierw - w lutym - zmarł Antoni Halor (rocznik 1937), zaś kilka tygodni temu odszedł o rok młodszy Andrzej Urbanowicz. W latach 60. ubiegłego stulecia zakładali w Katowicach grupę artystyczną "Oneiron". Wprawdzie ich drogi - tak jak i innych twórców tej formacji - potem rozeszły się, to jednak pewien związek duchowy pozostał. Utrwalił się także nieuchwytny ślad, który po sobie pozostawili.

Z Antonim Halorem był pewien kłopot. Co jakiś czas jakby zapadał się pod ziemię. Być może tylko najbliżsi wiedzieli, gdzie wtedy bywa i co porabia. Jak na filmowca i plastyka, dziwna to była przypadłość. Może to właśnie ona sprawiła, że Halor przedwcześnie zerwał z przemysłem filmowo-telewizyjnym, choć 40 lat temu odnosił w nim sukcesy? Jego dokumenty śląskie, te dotyczące powstań czy etosu pracy górniczej, do dziś nie utraciły wartości, choć przecież powstawały w latach "propagandy sukcesu". Szkoda więc, że - zrobione później - lekko fabularyzowane "Siedem zegarków Gustawa" (rzecz o Gustawie Morcinku) pozostały najbardziej znanym i bodaj ostatnim ważnym filmem Halora.

WIĘCEJ KOMENTARZY FELIETONISTÓW I PUBLICYSTÓW NA DZIENNIKZACHODNI.PL

Kiedy po wielu latach zajrzałem do wielkiej księgi "Katowicki underground artystyczny po 1953 roku", która pojawiła się po wystawie w tutejszym BWA, tylko się uśmiechnąłem, gdy natrafiłem na autoironiczną notkę, sporządzoną w 1970 r. przez ludzi z kręgu "Oneiron": "Antoni Halor, Siemianowice Śląskie (....) - w sprawie szczegółowej biografii radzimy zwrócić się na adres powyższy, gdyż autor charakteryzuje się nieobecnością". No, tak. Ilekroć chciałem go gdzieś przydybać, tylekroć mi umykał... Bo był samotnikiem. Misternie dziergał swoje rysunki i obrazy, także świetne eseje i szkice z obszaru dawnej kultury śląskiej.

WIĘCEJ FELIETONÓW KRZYSZTOFA KARWATA NA DZIENNIKZACHODNI.PL

Inaczej Andrzej Urbanowicz. Był ekspansywny, zwłaszcza w latach młodości, gdy na przełomie lat 60. i 70. powoływał obrosłe legendą Katowickie Spotkania Twórców i Teoretyków Sztuki. Gdy zakładał Galerię Katowice. Gdy animował - wokół grupy "Oneiron" i jej akolitów - studia nad okultyzmem i alchemią, gdy tworzył pierwsze w kraju ośrodki refleksji buddyjskiej. Z tamtych czasów zachowało się m.in. zdjęcie znakomitego Jerzego Lewczyńskiego, który utrwalił długowłosego i brodatego wtenczas Urbanowicza na tle jego obrazów i palących się świec. Tak, to był sam środek katowickiej i polskiej kontrkultury, zrywającej z akademizmem w sztuce i "socjalistyczną" oficjalnością w kontaktach z odbiorcami.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
WIĘCEJ FELIETONÓW KRZYSZTOFA KARWATA NA DZIENNIKZACHODNI.PL

Na początku lat 90. Urbanowicz powrócił do Katowic po 13-letnim pobycie w Nowym Jorku. Łatwo i szybko trafiłem do jego pracowni, choć go wcześniej nie znałem. Byłem jednym z pierwszych, którzy w mediach zapowiadali jego come-back i rychłą dużą wystawę retrospekcyjną. Andrzej w tamtych latach starał się nawiązywać do dawnej formuły "domu otwartego". I rzeczywiście, spotykałem w nim wielu ciekawych ludzi. Rzecz jasna, to najbardziej pamiętne party odbyło się z udziałem kultowego poety nowojorskiego, Allena Ginsberga.

WIĘCEJ KOMENTARZY FELIETONISTÓW I PUBLICYSTÓW NA DZIENNIKZACHODNI.PL

Ale i w następnych latach Urbanowicz pozostał aktywny, choć już nie wszystkie jego inicjatywy napędzał niegdysiejszy power. Cóż, czasy się zmieniały. On zaś był trochę nieodporny na nowe powiewy komercjalizacji w sztuce i kulturze. Nigdy nie zniżał się do robienia chałtur. Ba, nawet do prac użytkowych. Dość często jednak wystawiał, trochę pisał i redagował, inicjował kameralne spotkania i konferencje. Te najważniejsze zwieńczone zostały artykułami, książkami i ekspozycjami, przypominającymi, że nieobecny u nas Hans Bellmer - jeden z prekursorów surrealizmu - urodził się na początku wieku w Katowicach i pierwszą wystawę miał w rodzinnym mieście, już wtedy polskim.
Halor i Urbanowicz - każdy na swój sposób - należeli do odchodzącej kasty, po czubki głów zanurzonej w sztuce i kulturze. Właściwie nigdy nie wynurzającej się z tych rewirów. Dziś jeszcze bardziej niż kiedyś "charakteryzującej się nieobecnością".

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jagoda

to samo co napisalam o p. irenie wollen, żal, że zostaly niedokonczone rozmowy z lat sześćdziesiatych ub.wieku. kręcili film o kopalni w koniinie , rozmowy, i radośc z tworzenia nowego

Dodaj ogłoszenie