Chorzów. Rok pandemii w Szpitalu Specjalistycznym. "Lekarze pracują po trzy doby, często bez odpoczynku"

Olga Krzyżyk
Olga Krzyżyk

Wideo

Zobacz galerię (29 zdjęć)
Ponad 365 dni, setki tysięcy fartuchów, rękawic, masek i niezliczona liczba godzin pracy później. To już ponad rok od pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie. Dziś lekarze mają już doświadczenie z walką z COVID-19. To ich codziennie wyzwanie. Nie jest jednak łatwo. Pandemia nie odpuszcza. Chorzowski szpital był jednak jednym z nielicznych w regionie, który już na początku 2020 roku był gotowy na przyjęcie pacjentów z podejrzeniem koronawirusa.

Pierwsze podejrzenia zakażenia koronawirusem

W Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie walka z pandemią koronawirusa stała się już codziennością lekarzy. Minął ponad rok od początku epidemii w Polsce i pierwszego przypadku koronawirusa w chorzowskim szpitalu. Do Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie pod koniec lutego 2020 roku trafiały pierwsze osoby z podejrzeniem zakażenia koronawirusem. Wyniki były jednak negatywne. Pierwszy pozytywny wynik testu był w marcu. Była to mieszkanka Bielska-Białej. Kobieta miała kontakt z osobą, która przebywała za granicą.

- To już rok od momentu, kiedy na oddział obserwacyjno-zakaźny przyjęliśmy pierwszego pacjenta z podejrzeniem zakażenia koronawirusem. Było to 11 marca ubiegłego roku. Nie była to osoba z Chorzowa - mówi Jarosław Burzawa, rzecznik prasowy Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie. - Na początku przyjmowaliśmy pacjentów z województwa śląskiego. Wynikało to z tego, że nasz szpital był przygotowany na takie przypadki. Od razu mogliśmy wyizolować tego pacjenta, bez ryzyka dla personelu – zauważa Jarosław Burzawa.

Po ponad roku od tego momentu wydawałoby się, że sytuacja jest opanowana. Nic bardziej mylnego. Świadczy o tym choćby ten tekst. Dr hab. n. med. Włodzimierz Mazur, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych i ordynator w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie miał mi opowiedzieć o roku walki z pandemią w Szpitalu Specjalistycznym w Chorzowie. Wywiad, zdjęcia na oddziale zakaźnym... Okazało się to niewykonalne. Lekarz ma pełne ręce roboty i ani chwili wytchnienia.

Dlatego o sytuacji w szpitalu porozmawiałam z Jarosławem Burzawą, rzecznikiem Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie. To również nie była spokojna rozmowa. Sterta dokumentów na biurku i telefon za telefonem. W szpitalu nie ma chwili spokoju.

Przybywa zakażonych pacjentów

- Pracy jest bardzo dużo, wygospodarowanie czasu nawet na krótki wywiad graniczy z cudem, lekarze pracują po trzy doby, często bez odpoczynku. Mamy podwójną obsadę, nasze siłą są podwojone, by w ogóle móc funkcjonować. Jest ciężko, ale dajemy radę – po to jesteśmy – podkreśla Jarosław Burzawa.

Jak tłumaczy, obecna sytuacja w szpitalu jest bardzo rozwojowa. Trzecia fala koronawirusa jest tuż-tuż. Od przeszło tygodnia przybywa pacjentów. Na 65 naszych łóżek covidowych około 55 jest zajętych. Rotacja jest spora.

- Pacjentów przybywa z dnia na dzień. Sytuacja w kraju pod względem liczby zakażeń pogarsza się. Pomogłyby szczepienia, gdyby tylko Polska otrzymywała odpowiednie ilości szczepionki, niestety tak nie jest. Widocznie jeszcze nie jest zaszczepiony odpowiedni procent populacji, aby odczuwać pozytywne skutki programu szczepień – dodaje Jarosław Burzawa.

Dziś mówimy już o trzeciej fali koronawirusa. W Polsce dziennie mamy tysiące nowych zakażeń, od 20 marca będzie kolejny lockdown kraju. W kilku województwach już go wprowadzono, jak na Pomorzu, Warmii czy Mazowszu. W szpitalach przybywa pacjentów. Co się zmieniło po roku? Lekarze są na to gotowi. Mają już doświadczenie.

Nie przeocz

W ciągu roku od wykrycia pierwszego przypadku COVID-19 w Polsce Szpital Specjalistyczny w Chorzowie hospitalizował ponad 560 pacjentów z podejrzeniem oraz rozpoznaniem tej choroby. Chorzowski szpital był jednak jednym z nielicznych w regionie, który już wiosną 2020 roku był gotowy na przyjęcie pacjentów z podejrzeniem koronawirusa.

- Trzy lata temu w szpitalu zapadła decyzja o budowie izolatek. Szpital przygotowywał się na wypadek, gdyby w Polsce pojawiło się zakażenie chorobą wysokozakaźną, wtedy myślano o eboli - i postanowiono wybudować izolatki. Dzięki temu nasz szpital ma dziś 9 izolatek, w tym 7 pojedynczych i 2 przejściowe – wyjaśnia rzecznik Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie.

Szpital w Chorzowie był przygotowany na wysokozakaźną chorobę

Przed pandemią koronawirusa Szpital Specjalistyczny działał na takiej zasadzie, że posiadał oddział obserwacyjno-zakaźny na dwóch piętrach swojego budynku. Leżeli tam pacjenci z chorobami zakaźnymi, były też łóżka z pacjentami zakażonymi HIV czy chorującymi na AIDS.

Zobacz koniecznie

Na ostatnim piętrze budynku był oddział psychiatryczny (widać tam charakterystyczne kraty w oknach), jednak wraz z rozwojem epidemii w trakcie pierwszej fali, dyrekcja szpitala podjęła decyzję o przeniesieniu oddziału psychiatrii do innego budynku, aby cały szpital mógł pełnić rolę szpitala obserwacyjno-zakaźnego (wszystkie trzy górne piętra oraz parter, na którym są izolatki). Oddział bardzo szybko zapełnił się pacjentami z koronawirusem. Sytuacja poprawiła się trochę w wakacje i tuż po nich, ale obecnie obłożenie sięga nawet 90 procent.

Setki tysięcy masek, fartuchów, rękawic... Taki ubiór to dziś już norma

Dziś na oddziale obserwacyjno-zakaźnym Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie pracuje 8 lekarzy oraz 24 pielęgniarki, a szpital sukcesywnie, w miarę potrzeb, zwiększa zatrudnienie. Dla porównania: rok temu pracowało tam o połowę mniej personelu. Dla lekarzy i pielęgniarek normą stały się także nowe procedury.

Lekarze z chorzowskiego szpitala przez ten miniony rok zużyli setki tysięcy masek różnego typu, rękawic, kombinezonów czy fartuchów. Na szczęście szpital nie ma problemu problemu z zaopatrzeniem w jednorazowy sprzęt ochrony osobistej.

- Na początku była to nowość, nowe wyzwania, trzeba było nabrać nowe nawyki, takie jak ubieranie kombinezonów każdorazowo przed wejściem do tzw. „strefy brudnej”, czyli tam, gdzie leżą pacjenci zarażeni koronawirusem bądź z podejrzeniem koronawirusa. Była to pewna uciążliwość, ale dziś personel traktuje to jako normę – mówi rzecznik Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie.

Musisz to wiedzieć

Szczepienia i łóżka dla pacjentów z COVID-19 na... lotnisku

W maju do Polski mają dotrzeć pierwsze dostawy szczepionki przeciw koronawirusowi firmy Johnson & Johnson. Obecnie mamy dostępne preparaty firm Pfizer, Moderna i AstraZeneca. Szczepienia prowadzi również Szpital Specjalistyczny w Chorzowie. Gdy w wielu poradniach tygodniowo wykonywanych jest ok. 30 szczepień, bo na tyle pozwala dostawa szczepionek, to w chorzowskim szpitalu ta liczba jest znacznie większa.

- Przyjmujemy też zapisy na szczepienia, zainteresowanie przewyższa wszelkie prognozy. W naszym szpitalu szczepimy ok. 240 pacjentów na dobę, w tym także w weekend. W związku z tym tak przeorganizowaliśmy izbę przyjęć na oddziale obserwacyjno-zakaźnym, że prowadzimy tam punkt szczepień, gdzie dziennie wykonujemy ponad 200 szczepień. Są to pacjenci nie tylko z Chorzowa i woj. śląskiego, ale także z Opola, Krakowa czy innych miejscowości - wylicza Jarosław Burzawa, rzecznik prasowy Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie.

Niestety, mimo szczepień, w ostatnie dniach w całym kraju mamy wzrost zakażeń. Od 9 do 15 marca odnotowano o 30 proc. zachorowań i prawie o 25 proc. zgonów więcej niż w poprzednim tygodniu. W województwie śląskim trwają przygotowania do otwarcia szpitala tymczasowego w Pyrzowicach. Tymczasowy szpital przystosowany jest do przyjmowania i leczenia pacjentów, u których stwierdzono zarażenie wirusem SARS COVID-19. Ma on być uzupełnieniem tymczasowego szpitala w MCK w Katowicach.

- Decyzją Ministerstwa Zdrowia jesteśmy szpitalem patronackim szpitala tymczasowego w Pyrzowicach, który jest w fazie organizacji. Jest to szpital przygotowany na wypadek zwiększonej liczby chorych wymagających hospitalizacji. Szpital ten jest sukcesywnie doposażamy i lada moment będzie gotowy na przyjęcie pierwszego pacjenta - informuje rzecznik chorzowskiego szpitala.

- W razie takiej potrzeby to będzie tylko kwestią niedługiego czasu, by go uruchomić. Miejmy nadzieje, że nie będzie takiej potrzeby, a obecnie funkcjonujący system ochrony zdrowia będzie na tyle wydolny, żeby wszystkich pacjentów z koronawirusem wymagających hospitalizacji przyjąć. Gdyby jednak tak nie było, przygotowujemy się do takiej ewentualności właśnie w terminalu T lotniska w Pyrzowicach - dodaje Jarosław Burzawa.

Decyzja o otwarciu szpitala tymczasowego w Pyrzowicach jeszcze nie zapadła. Możliwe, że nie będzie nawet takiej potrzeby. Wszystko zależy od rozwoju epidemii w kraju.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie