Gnojowica im śmierdzi, a kombajny i koguty hałasują. Konflikt na linii mieszczuchy - gospodarze przybiera na sile. Przykład? Rolnik z dolnośląskiej Oławy dostał 500 zł mandatu za żniwa pod oknami.

Pan Karol, przed prognozowanym deszczem, chciał zdążyć ze skoszeniem zboża. Pracował po godzinie 22. Jak podała Wirtualna Polska, żniwa przerwała jednak interwencja policjantów, których wezwali mieszkańcy sąsiadujących z polem bloków.

Rolnik mandatu nie przyjął tłumacząc, że jego praca to nie chuligańskie wybryki.

Tutaj również: Mieszczuchy na wsi a rdzenni mieszkańcy. Jak żyje im się obok siebie?

- Wieś to nie zapach fiołków i cisza jak makiem zasiał. Jeśli komuś to nie odpowiada, powinien zmienić adres, bo rolnicy muszą wywiązywać się ze swoich obowiązków. Cheb chce jeść każdy - stwierdza Adam Noworacki, sołtys kujawsko-pomorskiego Brąchnowa. I dodaje: - W centrum naszej wsi powstaje duża obora, jakoś nikt nie ma pretensji. Podstawa to wzajemny szacunek.

Prześladowania - tak określa liczne skargi na pracę gospodarzy Dolnośląska Izba Rolnicza. Jej prezes wyszedł z inicjatywą akcji broniącej farmerów - nagrany został filmik pod hasłem "Rolnictwo to praca, nie wybryk".

- Problem jest z ludźmi, którzy tutaj napłynęli. Często chcieliby zrobić ze wsi park narodowy - podkreśla w nagraniu Mirosław Kaszkur, prezes Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Starej Kamienicy. - Swego czasu mieliśmy oborę, która graniczyła z murem kościoła - wszyscy żyli dobrze, nie było problemu z księdzem, z mieszkańcami.

Jak podkreśla samorząd rolniczy, akcja jest apelem do władz o podjęcie działań podczas opracowywania planów zagospodarowania przestrzennego, dostosowania dróg wiejskich i śródpolnych do nowoczesnego sprzętu rolniczego. Chodzi także o informowanie mieszkańców i służb porządkowych o konieczności wykonywania prac polowych w czasie żniw - bez względu na porę dnia.

Przypomnijmy. Konflikty sąsiedzkie na wsi, były jednym z tematów ostatniego Forum Rolniczego Gazety Pomorskiej.

- Przykład tak śmieszny, aż tragiczny. Mieliśmy interwencję - w ogródku pewnej pani wylądowała kaczka pekinka. Wezwano policję, służby gminne. Zrobiła się afera na całą gminę - wspominał wówczas Wojciech Sypniewski, wójt podbydgoskiej gminy Osielsko.

Tutaj: Inwestycje na wsiach bywają kością niezgody

________________________

Strefa AGRO także na Facebooku. Dołącz do nas!