Co można zaobserwować na świątecznym niebie? Przeszłość i przyszłość zapisana w gwiazdach

Marcin Śliwa
Co będzie można zaobserwować na świątecznym niebie?
Co będzie można zaobserwować na świątecznym niebie? Pixabay
Udostępnij:
Astronomia to jedna z najstarszych dziedzin nauki w historii ludzkości. Mimo wielu lat obserwacji nieba i szybko zwiększających się możliwości technicznych, kosmos wciąż skrywa wiele tajemnic przed badaczami. Związana z obchodami świąt Bożego Narodzenia, wigilijna tradycja wypatrywania pierwszej gwiazdki zachęca do uważniejszego spojrzenia na to, co dzieje się ponad naszymi głowami.

Świąteczne niebo - co możemy zaobserwować?

W tym roku obserwacje nieba warto rozpocząć dzień wcześniej, niż sugeruje religijny zwyczaj. W czwartek 23 grudnia, przy odpowiednich warunkach atmosferycznych na horyzoncie będzie można dostrzec niecodzienny obiekt – Międzynarodową Stację Kosmiczną. Aby zobaczyć tę niesamowitą machinę trzeba przygotować się na wczesną pobudkę. Statek pojawi się na horyzoncie o godzinie 6:13.

Trzeba się jednak pospieszyć, gdyż obiekt porusza się bardzo szybko i widoczny będzie tylko przez 6 minut i 32 sekundy. Przy odpowiedniej pogodzie jego przelot będzie łatwy do zauważenia – statek roztacza wokół siebie jasny blask o wartości -2,8 magnitudo i z pewnością będzie najjaśniejszym punktem na horyzoncie. Międzynarodowej Stacji Kosmicznej należy wypatrywać na środku nieba, lecącej z zachodu na wschód. Dlaczego taki, jak wydawałoby się, nienaturalny kierunek lotu?

- To korzystne z punktu widzenia fizyki i ergonomii lotu. Statek poruszając się z zachodu na wschód zyskuje około 1000 kilometrów na godzinę. Jest to możliwe, bo astronauci wykorzystują kierunek obrotów ziemi. Podobne prawidłowości używane są w większości kosmodronów. Działają w okolicy równika, bo jest tam największa prędkość obrotów Ziemi – tłumaczy Jarosław Juszkiewicz, autor seansów w Planetarium Śląskim.

Nie przeocz

Statek Międzynarodowej Stacji Kosmicznej na orbicie funkcjonuje już od ponad 20 lat. W projekcie biorą udział Stany Zjednoczone, Kanada, Rosja, Japonia, Brazylia i członkowie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Od 1998 roku na MSK przebywało 170 osób, z tego 50 było członkami stałych załóg w ramach 20 ekspedycji. Głównym zadaniem statku ma być prowadzenie badań naukowych w warunkach mikrograwitacji, niemożliwych do osiągnięcia na Ziemi w sposób długotrwały. Ma to doprowadzić do udoskonalenia metod upraw roślin, lepszego poznania tego, jak funkcjonuje ludzki organizm i wynalezienia nowych leków.

Załoga misji w kosmosie szuka również rozwiązań dla wielu innych problemów występujących na Ziemi. Do tej pory nie dokonano jednak prace prowadzone na MKS nie doprowadziły do żadnego przełomowego odkrycia. Obecnie jest to już 66 ekspedycja, a w obiekcie, który będzie można zobaczyć wczesnym rankiem w przeddzień Wigilii, znajdować się będzie siedmioosobowa załoga.

Skalę tego, ile jeszcze można odkryć w kosmosie, dobrze uświadamia krótka analiza historii astronomicznych badań. Jeszcze pół wieku temu, ktoś kto sugerował, że wokół gwiazd krążą planety narażał się w środowisku branżowym na śmieszność. Dopiero odkrycie pierwszych planet pozasłonecznych przez polskiego naukowca Aleksandra Wolsztana w 1991 roku pokazało, że planet jest więcej niż gwiazd. Teraz wiemy, że na jedną gwiazdę przypada półtorej planety. Jak dotąd wykazano istnienie 4586 planet poza układem Słonecznym.

- To niesamowite, bo okazuje się że planety to standard we Wszechświecie, przynajmniej w naszej galaktyce. Obecnie szacuje się, że istnieje od 100 do 400 miliardów gwiazd. Dzięki odkryciu profesora Wolsztana wiemy, że planet jest półtora raza więcej – wyjaśnia Jarosław Juszkiewicz.

Świadomość olbrzymiej ilości ciał niebieskich funkcjonujących we Wszechświecie od razu przywodzi na myśl znane z książek science-fiction pytanie o istnienie lub możliwość życia poza Ziemią. W wielu tekstach kultury odwołujących się do tej tematyki poszukiwanie życia w kosmosie wiąże się z poszukiwaniem wody.

- Jeżeli warunkiem do życia jest woda… to w kosmosie znajdujemy jej dużo, w różnych niesamowitych miejscach, takich jak dno krateru na księżycu, na Marsie. Księżyc Jowisza – Europa – cały jest skuty lodem. Na powierzchni Enceladusa, księżyca Saturna, są gejzery, z których strzelająca woda leci w przestrzeń i tam zamarza. Woda jest nawet w kometach – opowiada Jarosław Juszkiewicz.

Według jednej z teorii rozważanych przez astronomów, to komety są źródłem pochodzenia ziemskich oceanów. W wyniku ich kolizji z naszą planteą, z gwiazd uwolniła się woda i tak mogły powstać oceany. Jeśli zatem wiemy już, że woda, jako główne „paliwo” dla życia, jest obecna we Wszechświecie, to na jakim etapie jest aktualnie eksploracja kosmosu w poszukiwaniu życia? Tu sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo duże znaczenie odgrywają tu inne cechy Wszechświata.

- W kontekście tych rozważań jedno to życie, a drugie, to odległości jakie występują w przestrzeni kosmicznej. Sygnał wysyłany z księżyca do wojażera na orbicie Ziemi dociera dopiero po siedemnastu godzinach, a biegnie półtorej sekundy z prędkością światła. Proxima centaura, gwiazda leżąca najbliższej Słońca, jest oddalona 4 lata świetlne od Ziemi. To i tak niewiele, biorąc pod uwagę niewyobrażalną wielkość Wszechświata – objaśnia Jarosław Juszkiewicz.

Przykładowo, jeśli w sąsiedztwie Proximy Centaury znalezionoby ślady życia lub inteligentnych istot i ludzie chcieliby się z nimi skomunikować, to wysłana z Ziemi wiadomość leciałaby tam 4 lata. Ewentualna odpowiedź dotarłaby do nas najszybciej po 8 latach. We wszechświecie taki okres to mgnienie oka, a na Ziemi… w tym czasie odbyłyby się 2 Olimpiady. Nie zniechęca to jednak rządów światowych to spoglądania w kierunku kosmosu. Geopolitycy sugerują, że w niedalekiej przyszłości rywalizacja ziemskich mocarstw coraz bardziej zacznie przenosić się do domeny kosmicznej. Taka perspektywa cieszy badaczy Wszechświata.

- Naukowcy na to liczą. Okres zimnej wojny był dla nich bardzo owocny i przyspieszył rozwój wielu gałęzi nauki. Dużo z tego co teraz wiemy o kosmosie dowiedzieliśmy się przy okazji wyścigu mocarstw – tłumaczy Jarosław Juszkiewicz.

Powyższe rozważania to wciąż poruszanie się w przestrzeni ciekawych, jednak nadal przypuszczeń i domysłów na temat tego, co w przyszłości może przynieść eksploracja Wszechświata. Dużo więcej wiemy o tym co jest bliżej nas, dlatego po czwartkowej obserwacji Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, po wigilijnej wieczerzy ponownie warto na moment wstać od stołu i znów spojrzeć w niebo. To co będzie tego dnia widoczne, dla odmiany może skłonić do refleksji nad przeszłością.

Musisz to wiedzieć

Według niektórych pierwsza gwiazda na wigilijnym niebie pojawia się w momencie, kiedy wszystkie dania są już na stole. Choć ta anegdota jest częstą praktyką w naszych domach, to w tym roku warto z uwagą obserwować to, co będzie można dostrzec za oknem. Na horyzoncie dziać się będzie dużo, a jeśli wierzyć prognozom pogody, które zapowiadają kilka stopni poniżej zera, to warunki do śledzenia gwiazd będą bardzo dobre. W mroźne noce atmosfera nie faluje, dzięki czemu można lepiej zobaczyć to co dzieje się w kosmosie.

W tym roku, pierwsze ciało niebieskie, jakie pojawi się nad nami, nie będzie gwiazdą, tylko planetą. Już między godziną 16:30 a 16:40, dość nisko na północno-zachodnim horyzoncie, widoczna będzie Wenus. Chwilę później, nieco wyżej po lewej stronie ujawni się Jowisz, a następnie między nimi pojawi się Saturn i razem stworzą bardzo ciekawą koniunkcję planet. Najjaśniejszym z trzech pierwszych punktów będzie Jowisz. Z nieba najszybciej zniknie Wenus. Będzie ją można obserwować tylko do godziny 17:30.

Pierwszą prawdziwą gwiazdą widoczną 24 grudnia będzie Wega, najjaśniejsze ciało niebieskie w gwiazdozbiorze Lutni. Chwilę później dość wysoko nad północno-wschodnim horyzontem ukaże się Kapella, najjaśniejsza gwiazda w gwiazdozbiorze Woźnicy, która ze względu na swoje położenie, bardzo często kojarzona jest z „pierwszą gwiazdką”.

- To, co dokładnie działo się wtedy na niebie, jest do dziś jedną z tajemnic astronomii. W dalszym ciągu nie mamy pewności co do tego, co widzieli mędrcy, a niejednoznaczność faktów historycznych nie ułatwia rozwikłania tej zagadki. Są różne informacje dotyczące daty narodzin Jezusa, nie wiemy też skąd dokładnie pochodzili biblijni mędrcy – wyjaśnia Jarosław Juszkiewicz, autor seansów w Planetarium Śląskim.

Inna teoria zakłada, że mędrcy pochodzili z Babilonii, gdzie jak na owe czasy, bardzo rozwinięta była astronomia. Tamtejsi badacze, ze względu na częste obserwacje nieba, mogli już wcześniej zauważyć inne koniunkcje planet. Co zatem mogli dostrzec ze szczytu Zikkuratu, że skłoniło ich to do wyruszenia w długą podróż na zachód? Mogła to być supernowa, czyli zjawisko kosmicznej eksplozji. Wybuchająca gwiazda przez kilka tygodni, a nawet miesięcy, jest najjaśniejszym zjawiskiem na niebie, widocznym nawet w ciągu dnia.

Jest jeszcze 3 opcja rozważana przez współczesnych astronomów, którą już na początku XIV wieku zaproponował… włoski malarz, Giotto di Bondone. W jego wizji wyrażonej na fresku „Pokłon Trzech Króli”, nad stajenką z Dzieciątkiem, które odnaleźli mędrcy unosi się kometa. W starożytności komety zwiastowały wiadomosci, jednak zazwyczaj były one złe.

- To również ciekawa teoria, ale także co do niej nie mamy pewności. Wiemy na pewno, że nie była to Kometa Halleya, która wtedy nie była widoczna – kończy Jarosław Juszkiewicz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Prezydent Duda w ukraińskim parlamencie

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Koscol katolicki palil astronomow na stosach. Nie zapominac o tym NIGDY!
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie