Cracovia - Górnik Zabrze 0:0

Rafał Musioł
Piłkarze nie żałowali sobie złośliwości i fauli było więcej niż emocji pod bramkami - na zdjęciu  atak na Przemysława Pitrego
Piłkarze nie żałowali sobie złośliwości i fauli było więcej niż emocji pod bramkami - na zdjęciu atak na Przemysława Pitrego FOT.WOJCIECH MATUSIK
Tuż po końcowym gwizdku sędziego Huberta Siejewicza trener Henryk Kasperczak utonął w ramionach swojego asystenta Jerzego Kowalika.

Ten obrazek, w kontekście bezbramkowego remisu z wyjątkowo słabą w sobotę Cracovią, sprawiał wrażenie dość absurdalne: zabrzanie pozostali przecież na 15. miejscu w tabeli i nawet zwycięstwo w ostatnim meczu z walczącą o udział w europejskich pucharach Polonią Warszawa może im nie dać utrzymania.

- Nasza sytuacja się wzmocniła - uważa jednak Kasperczak, który znów postawił na taktykę mocno redukującą szansę na odniesienie zwycięstwa, o dwubramkowej wygranej, dającą także handicap w bezpośrednim bilansie z Pasami nawet nie wspominając.

Dość powiedzieć, że przez 90 minut meczu o życie - bo w takich kategoriach rozpatruje się wszystkie ostatnie spotkania Górnika - piłkarze Kasperczaka oddali 2 (!) celne strzały: w 80 minucie z dystansu przymierzył Paweł Strąk, ale Cabaj dostał skrzydeł i wybił piłkę na róg, a w 82 bramkarz Cracovii poradził sobie z uderzeniem Piotra Madejskiego.

Krakowianie pod tym względem byli wyraźnie aktywniejsi, jednak mieli wyraźne problemy ze sforsowaniem zasieków Górnika, ze szczególnym uwzględnieniem lidera tej formacji, czyli błyszczącego ostatnio formą Michała Pazdana.
W sobotniej zapowiedzi meczu typowaliśmy remis, dodając, że zostanie on urozmaicony czerwonymi kartkami. I byliśmy blisko trafienia obu części prognozy: w 27 minucie sędzia okazał się jednak wyjątkowo pobłażliwy dla Roberta Szczota, który zupełnie niepotrzebnie włączył się do męskiej wymiany zdań trwającej pomiędzy Dariuszem Kołodziejem i Piotrem Polczakiem, popychając tego drugiego w sposób, który - niezależnie od aktorskiego upadku krakowianina - mógł oznaczać osłabienie Górnika w kolejnych fragmentach meczu.

- Na pewno zobaczymy tę sytuację jeszcze raz na wideo, ale takie momenty nie powinny decydować o przebiegu spotkania. Nie rozumiem jednak decyzji sędziego, który pokazał kartkę także Polczakowi, bo on akurat był bez winy - komentował incydent trener gospodarzy, Artur Płatek.

Ostatecznie czerwonej kartki w Krakowie nie było, za to Siejewicz aż osiem razy sięgał po żółty kartonik, a piłkarze faulowali średnio co dwie minuty, w większości przypadków nie brutalnie, choć złośliwie.

W ostatniej kolejce - w sobotę o godzinie 17, zabrzanie zmierzą się z Polonią Warszawa i będą musieli nasłuchiwać wieści z innych boisk, bo ceną za brak odwagi w Krakowie jest oddanie własnego losu w cudze ręce, choć wcale tak być nie musiało.

Więcej czytaj w Kibicu - poniedziałkowym dodatku do Polski Dziennika Zachodniego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie