Czechy nie dla mieszkańców Śląska. Mieszkańcy przygranicznych miejscowości są rozgoryczeni. Byliśmy dziś na granicy

Arkadiusz Biernat
Arkadiusz Biernat
Granica w ChałupkachZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Granica w ChałupkachZobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Arek Biernat
Udostępnij:
Polskie posterunki graniczne zniknęły, ale pozostały te po czeskiej stronie. Na teren Czech nie mogą swobodnie wjeżdżać mieszkańcy z województwa śląskiego. Mogą to zrobić w uzasadnionym przypadku, potwierdzając negatywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa. Mieszkańcy przygranicznych miejscowości są rozgoryczeni traktowaniem. - Jestem zbulwersowany takim podejściem do Ślązaków. Po drugiej stronie mamy rodziny, znajomych. Jeździmy na zakupy, wycieczki, a bardzo kiepsko nas potraktowano - usłyszeliśmy na granicy.

Kontrole nie zniknęły

W Chałupkach zniknęła barykada przed mostem jubileuszowym Cesarza Franciszka Józefa. Pozostały po niej nieliczne ślady piasku na asfalcie. Nie widać też żołnierzy z bronią na starym przejściu granicznym. Na moście znów widać przechodniów i przejeżdżające samochody. Po drugiej stronie Odry są Czechy. Ruch jest niewielki.

Kilkaset metrów dalej na drodze krajowej nr 78 jedynie toi-toi pozostał po posterunku, gdzie nie tak dawno znajdowało się jedne z nielicznych czynnych przejść granicznych w regionie. Nie ma już radiowozów ani kontenerów straży granicznej. Nikt nie mierzy temperatury wjeżdżającym do Polski. Służb nie ma też na autostradzie A1 w Polsce.

Pisaliśmy

Prowizoryczne posterunki widać za to wciąż po czeskiej stronie. Są żołnierze i policjanci. Polacy mogą wjeżdżać na teren Czech bez większych problemów, ale nie wszyscy. Mieszkańcy województwa śląskiego nie mogą liczyć na podobne traktowanie. Ze względu na dużą liczbą potwierdzonych zakażeń (ponad 11 tys.) nasz region według Czechów jest oceniany jako obszar wysokiego ryzyka i na mapie czeskiego ministerstwa zdrowia figuruje na czerwono.

- Obywatelom RP ze stałym pobytem/zamieszkaniem w województwie śląskim jest umożliwiony wstęp na terytorium RCz tylko w uzasadnionych przypadkach (np. pracownicy transgraniczni itp.). Muszą oni jak dotychczas przedstawić negatywny test na Sars-Cov-2 lub odbyć 14-dniową kwarantannę - potwierdza czeska ambasada w Warszawie.

Nie każdy Polak może wjechać do Czech.

Pan nie wjedzie

W poniedziałek (15.06) kilka samochodów na śląskich tablicach rejestracyjnych musiało zawrócić na granicy. Część osób nawet nie wiedziało, że są jakieś dodatkowe obostrzenia dla Ślązaków. Nie brakowało też mieszkańców, którzy celowo wybrali się na granicę, aby na własne oczy przekonać się jak wygląda jej przekraczanie w praktyce.

- Jutro wyjeżdżam do Chorwacji. Chcę sprawdzić czy mogę przejechać przez Czechy - powiedział nam Witold Bizoń z Pszowa, którego spotkaliśmy na granicy w Chałupkach.

Zabrał ze sobą ujemny wynik testu na obecność koronawirusa. Okazał go czeskiemu policjantowi na posterunku na ulicy Śląskiej, tuż za Odrą.

- Pan tutaj nie wjedzie. Wynik jest przedawniony. Musi mieć najwyżej cztery dni. Może pan próbować przekroczyć granicę w sąsiednim województwie - usłyszeliśmy od mundurowego, który - co ciekawe - nie zasłaniał twarzy maską.

Może i uda się ją przekroczyć np. w woj. opolskim, ale jeśli zostaniemy zatrzymani przez służby na terenie Czech i nie udowodnimy, że nie mieszkamy na stałe w województwie śląskim to grożą nam wysokie kary.

- Jeżeli miałbym ominąć Czechy przez Niemcy, to około 800 kilometrów więcej. Przecież nie chcę w Czechach się zatrzymywać. Nie rozumiem takiego traktowania mieszkańców województwa śląskiego - dodaje Bizoń.

Do rozmowy przed mostem Cesarza Franciszka Józefa dołączył też rowerzysta.

- Jestem zbulwersowany takim podejściem do Ślązaków. Po drugiej stronie mamy rodziny, znajomych. Jeździmy na zakupy, wycieczki, a bardzo kiepsko nas potraktowano - dziwił się mieszkaniec Gorzyczek.

Na otwarcie granicy czekają też w Gołkowicach. Tam również Czesi kontrolują samochody wjeżdżające od strony Polski.

- Bywałem w Czechach dwa razy w miesiącu. Dostarczam dokumenty. Od marca nie mogę wjechać i niestety to jeszcze trochę potrwa - powiedział zmartwiony mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju.

Przyjechał na granicę zobaczyć, jak w praktyce wygląda sytuacja. Liczy, że podejście do Ślązaków zmieni się do końca czerwca.

Przejazdem był też tam mieszkaniec Katowic. - Korzystam z czeskich dróg. Często nimi skracam drogę. Teraz muszę nadrabiać kilometry, tracić czas i paliwo - usłyszeliśmy.

Na przywrócenie normalnego ruchu czekają również przedsiębiorcy. Ruch jest mniejszy niż przed pandemią.

- Nie jest źle, ale mogło być lepiej. Wciąż nie ma co liczyć na turystów czy osoby będące przejazdem - powiedziała kasjerka w kantorze u Petra w pobliżu granicy w Gołkowicach. Dodała, że sama oczekuje na swobodny wjazd do Czech, bo ceni sobie tamtejszy... ocet idealnie pasujący do przetworów.

Mieszkańcy przygranicznych miejscowości nie mogą się doczekać normalności w przekraczaniu polsko-czeskiej granicy.

- Dużo osób z okolicznych miejscowości dojeżdżała do pracy w Czechach. Część musiała z tego zrezygnować. Wykonanie testu to wydatek ok. 500 złotych. Ponadto do Czech jeździliśmy na wycieczki, również rowerowe, na zakupy. Sam potrzebuję szczepionki dla królików i musiałem je załatwić przez znajomego. Wszyscy oczekujemy na normalność - przyznaje Piotr Wrodarczyk, sołtys przygranicznych Gołkowic.

Tranzyt też nie dla Ślązaków

Z otwarcia granicy mogą za to cieszyć się Polacy spoza województwa śląskiego, zwłaszcza planujący przejazd przez Czechy, ale także obcokrajowcy w podróży. Ferenc Erős mieszkający na co dzień w Elblągu od marca nie mógł pojechać i odwiedzić rodziny na Węgrzech.

- Córka ukończyła Uniwersytet Ekonomiczny. Jeszcze nie widziałem jej dyplomu - uśmiechał się Ferenc Erős.

Niespodzianek nie brakowało już w trakcie jego podróży po Polsce. Na własnej skórze przekonał się, że nie kursują pociągi przez granicę. Z walizką musiał pokonać pieszo kilka kilometrów pomiędzy dworcami kolejowymi w Chałupkach i Boguminie, skąd pociągiem przez Wiedeń kontynuował podróż.

Czesi żałują, ale decyzji nie zmienią. Na razie...

- Obywatelom RP ze stałym pobytem/zamieszkaniem w województwie śląskim jest umożliwiony wstęp na terytorium RCz tylko w uzasadnionych przypadkach (np. pracownicy transgraniczni itp.). Muszą oni jak dotychczas przedstawić negatywny test na Sars-Cov-2 lub odbyć 14-dniową kwarantannę - podkreśla czeska ambasada w Warszawie.

Ta decyzja w praktyce oznacza, że ​​obywatele polscy mogą przybyć do Czech na takich samych warunkach, jak przed kryzysem i bez konieczności przeprowadzania testu ani późniejszej kwarantanny. Ale ta decyzja nie dotyczy obywateli polskich mieszkających w województwie śląskim, a także długoterminowych rezydentów w Belgii, Wielkiej Brytanii, Portugalii i Szwecji.

W przypadku kontroli w Czechach obywatel Polski musi udowodnić, że nie mieszka w województwie śląskim. Czesi dodają, że w przypadku przekroczenia granicy wbrew przepisom przewidziane jest nałożenie wysokiej kary. Co więcej, turystyka nie jest wyjątkiem - osoby mieszkające w województwie śląskim nie mogą wjechać do Czech w celach turystycznych, nawet mając negatywny wynik na obecność koronawirusa.

Musisz to wiedzieć

Według czeskiej ambasady w Warszawie tranzytem przez Czechy mogą przejechać tylko Polacy, którzy nie mieszkają w województwie śląskim. Natomiast mieszkańcy województwa śląskiego mogą tranzytem przejechać przez Republikę Czeską tylko wracając do Polski - taki wjazd jest jednak możliwy tylko na podstawie uprzednio zatwierdzonej noty z polskiej ambasady w Pradze.

Krytyczne głosy Polaków mieszkających na Śląsku dotarły do Pragy. W oświadczeniu opublikowanym przez Ambasadę Czech w Polsce w poniedziałek (15.06) czytamy, że "Republika Czeska od dłuższego czasu monitorowała rozwój epidemii w województwie śląskim i do ostatniego momentu miała nadzieję, iż negatywny trend (nieustannie rosnąca krzywa zakażeń COVID-19) się odwróci".

Ambasada Republiki Czeskiej w Warszawie podkreśla, iż Republika Czeska nie ponosi i nie może ponosić odpowiedzialności za sytuację epidemiologiczną i oficjalne dane z województwa śląskiego.

- W samym województwie śląskim odnotowano więcej przypadków COVID-19 niż w całej Republice Czeskiej. Ilość nowych przypadków zakażeń wykrytych w Polsce w ostatnich tygodniach kilkukrotnie zbliżyła się do najwyższych wartości w ramach całej UE w przeliczeniu na liczbę mieszkańców i to przede wszystkim ze względu na wzrost ilości wykrytych przypadków w województwie śląskim. To fakty, o których informowało wiele polskich mediów. Polskie władze oraz media również regularnie donoszą o niezadowalającej sytuacji w województwie śląskim i obawach odnośnie dalszego rozwoju sytuacji - tłumaczą Czesi.

Dalej czytamy, że "Ambasada RCz w Warszawie szczerze żałuje, iż przyjęte prewencyjne obostrzenia utrudniają życie mieszkańcom województwa śląskiego i chciałaby ich zapewnić, iż jak tylko liczba aktywnych przypadków zachorowań na COVID-19 w województwie śląskim spadnie do akceptowalnego poziomu, obostrzenia te zostaną przez Ministerstwo Zdrowia Republiki Czeskiej niezwłocznie cofnięte".

Zobacz i zapamiętaj

Bądź na bieżąco i obserwuj

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wizyta Janet Yellen w Polsce

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Co to w ogóle znaczy "musi udowodnić, że nie mieszka..."?

Przecież to jest bezprawie.

Funkcjonariusz ma prawo zażądać dokumentu tożsamości i na tym koniec.

Jeśli nie ma w nim adresu zamieszkania to albo przyjmuje oświadczenie kontrolowanego o adresie, albo sam sprawdza to własnymi ścieżkami (których przecież nie ma, bo nie sprawdzi tego w bazie PESEL).

Dodaj ogłoszenie