Czechy zmieniają rytm. Jak to zmieni Europę?

Agaton Koziński
AP/EAST NEWS
Udostępnij:
Rządy Polski i Węgier, choć zanegowały politykę Brukseli, zdobyły trwałe, stabilne poparcie w swoich krajach. Ten model chcą powtórzyć Austriacy i Czesi.

Łatwiej jest wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać - mówi popularne powiedzenie. O tym, jak przekłada się ono na praktykę, wkrótce przekonają się Sebastian Kurz w Austrii i Andrej Babiš w Czechach. Obaj w spektakularnym stylu odnieśli sukcesy wyborcze w swoich krajach. Wprawdzie już wcześniej piastowali ważne funkcje (Kurz był ministrem spraw zagranicznych, Babiš jako wicepremier kierował resortem finansów), jednak powszechnie uważa ich się za outsiderów, którzy szturmem zdobyli sobie miejsca w politycznej elicie.

Kurz wygrał wybory w poprzedni weekend, z kolei Babiš triumfował w tę sobotę. Kierowane przez niego ugrupowanie ANO zdobyło 29,7 proc. głosów (oficjalne wynik wyborów zostaną ogłoszono w poniedziałek). Obu mocno różni polityczny życiorys. Kurz ma zaledwie 31 lat, w tym roku stanął na czele starego ugrupowania głównego nurtu Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP). 63-letni Babiš natomiast jest miliarderem, drugim najbogatszym człowiekiem w Czechach. Ruch, którym kieruje, założył w 2011 r. - i w ciągu sześciu lat doszedł z nim na szczyt.

Czytaj także: Wybory parlamentarne w Czechach: Zwycięstwo partii ANO Andreja Babisza

Choć więc polityczne biogramy mają kompletnie różne, to jednak bliżej im do siebie niż dalej. Dlaczego? Bo obaj osiągnęli polityczny szczyt poprzez odejście od głównego politycznego nurtu, który narzucała Bruksela. Im bardziej Komisja Europejska wzywała do pomocy migrantom przybywającym na nasz kontynent z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, im bardziej straszyła konsekwencjami za nieprzestrzeganie regulacji dotyczących rozdziału kwot migracyjnych pomiędzy poszczególne państwa UE, tym bardziej poparcie dla linii politycznej Kurza i Babiša rosło.

I nawet fakt, że KE ostatecznie wycofała się z propozycji obowiązkowej relokacji migrantów, sytuacji nie zmienił. I w Austrii, i teraz w Czechach doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Wprawdzie w obu krajach nie wiemy jeszcze, jak ostatecznie będą wyglądały nowe rządy, jeszcze nie wykrystalizowały się koalicję rządzące, ale na pewno można postawić tezę: idzie nowe. Nowe rządy w Wiedniu i Pradze będą miały więcej wspólnego z tymi, które już teraz obserwujemy w Budapeszcie i Warszawie, niż z głównym politycznym nurtem, który wyznacza Berlin. Nowy rząd niemiecki nie będzie się bowiem zbytnio różnił od poprzednich trzech. Nowe gabinety w Austrii i Czechach od swoich poprzedników będą się różniły mocno, a być może nawet radykalnie mocno.

Na pewno przykład Węgier i Polski działa na wyobraźnię. Warto przypomnieć, co się działo w Europie w ostatnich latach. Kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., przeorał gruntownie politykę w poszczególnych państwach. Większość krajów (zwłaszcza z południa naszego kontynentu) zmieniła premierów, koalicję rządzące. Przetrwał Mariano Rajoy w Hiszpanii - ale także on ma problemy, rządzi w oparciu o koalicję mniejszościową. Wyjątkiem na kontynencie są właściwie tylko dwa kraje: Niemcy i Węgry. W Berlinie od 2005 r. rządzi Angela Merkel, a Niemcy pod koniec września już po raz czwarty w wyborach pokazali, że jej ufają.

Viktor Orbán w Budapeszcie utrzymuje się u władzy od 2010 r. Wygrał wybory już dwa razy - i wszystko wskazuje na to, że na wiosnę przyszłego roku dokona tego (bez większego problemu) po raz trzeci. W chwili, gdy obejmował władzę, Węgry znajdowały się w ogromnym kryzysie gospodarczym i politycznym. Orbán opanował sytuację. Zaproponował program odnowienia tożsamości narodowej oraz większej solidarności społecznej - i właśnie to dało mu tak ogromne poparcie, większość parlamentarną pozwalającą na zmiany w konstytucji.

W 2015 r. zbliżony do pomysłów Orbána program przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość. Partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory (także dzięki słabości konkurentów) - i ten program zaczęła realizować. Po dwóch latach okazuje się tak skuteczna, że już pokazują się sondaże sugerujące, że PiS może zbliżyć się do większości konstytucyjnej przy następnych wyborach.

To musi działać na wyobraźnię w innych krajach - tym bardziej że na kontynencie nikt inny nie ma pomysłu na to, jak stworzyć stabilne rządy. Rozwiązań niemieckich nikt nie jest w stanie powtórzyć. A inni premierzy, którzy zdołali zdobyć reelekcję (Rajoy, Mark Rutte w Holandii, Theresa May w Wielkiej Brytanii) w żaden sposób źródłem inspiracji nie są, nie pokazali bowiem żadnego świeżego pomysłu, który inni politycy mogliby przenieść na swój teren.

Czytaj także: Jak bardzo Grupę Wyszehradzką różni stosunek do Ukrainy?

Jako przykład pozostają więc Polska i Węgry. Na ile sukcesy Orbána i Kaczyńskiego da się przeszczepić do innych państw? W Czechach może to się powieść, gdyż państwa regionu mają ze sobą wiele wspólnego: podobna struktura demograficzna, sytuacja gospodarcza, komunistyczna przeszłość. W przypadku Czechów trudniej zdobywać punkty polityczne poprzez odwołania do dumy narodowej (w Polsce i Węgrzech to ważny składnik sukcesu rządzących tam ekip), choć fakt, że ugrupowanie Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), które wzywa do wyjścia Czech z Unii Europejskiej, zdobyło niemal 11 proc. głosów w wyborach, pokazuje, że także hasła dotyczące tożsamości narodowej okazują się bardziej nośne u naszych południowych sąsiadów niż dawniej.

Dlatego bardzo ciekawy jest przykład Austrii. Ten kraj ma inną historię, strukturę społeczno-gospodarczą - i tym wyraźnie się odróżnia od krajów Grupy Wyszehradzkiej. Sebastian Kurz swój świetny wynik wyborczy zanotował głównie dzięki ostrej retoryce antymigracyjnej. Jednak na tym haśle sukcesu całej kadencji rządów nie zbuduje. I tu pojawia się najciekawsze pytanie. Czy będzie się konsekwentnie swą polityką zbliżał do Polski i Węgier, czy jednak - jak każe powojenna austriacka tradycja - z czasem zacznie orbitować wokół Berlina? Gdyby zdecydował się na pierwszy wariant i odniósł sukces, sprawiłby, że ten sposób politycznego myślenia w ciągu kilku lat przejęłaby większość krajów UE. Gdyby z kolei przyjął wariant drugi, oznaczałoby to zachowanie status quo w Europie. Tyle że od kilku lat widać, że utrzymanie obecnego stanu rzeczy w Unii nie daje efektu. A nowych propozycji nie widać.

Źródło:
RUPTLY

Wideo

Materiał oryginalny: Czechy zmieniają rytm. Jak to zmieni Europę? - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
NIE TYLKO ZABRAĆ EMERYTURY PEERELCZYKOM ALE POWYWIESZAĆ NA LATARNIACH.
Dodaj ogłoszenie