Czy Auschwitz-Birkenau zniknie?

Jacek Drost
ROBERT KWIATEK
Bez pieniędzy miejsca pamięci holocaustu nie przetrwają. O tym, czy dramatyczny apel premiera Donalda Tuska odniesie skutek i znajdą się środki na ich ratowanie z doktorem Piotrem M.A. Cywińskim, dyrektorem Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau rozmawia Jacek Drost

Czy istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli nie znajdą się pieniądze na konserwację przedmiotów i budynków po byłym obozie, to Muzeum Auschwitz-Birkenau zniknie z mapy. Jeśli tak, to za jaki czas mogłoby do tego dojść?

Każdy zabytek i każda ruina, jeśli nie jest konserwowana, to pomału znika z mapy. W przypadku pozostałości po Auschwitz jest to trochę szybszy proces niż w przypadku np. średniowiecznych zamków, gdyż obiekty obozowe nie były budowane po to, by trwać wiekami. Niektóre obiekty są w gorszym stanie, inne stosunkowo w lepszym. Przykładowo jeszcze 10 lat temu prawie wszystkie baraki murowane w Birkenau były otwarte dla publiczności. Dziś już ponad połowa jest zamknięta. Proces starzenia tych obiektów przyspiesza na naszych oczach.

Jaki jest stan przedmiotów i budynków w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau?

To jest bardzo złożona sprawa. Generalnie wszystkie pozostałości są pod stałą profesjonalną opieką konserwatorską dopiero od kilku lat. Mimo to, wiele udało się zrobić w ostatnich 20 latach. Były to jednak prace punktowe, ratownicze, nie wynikające z jakiegoś globalnego planu - z braku funduszy zezwalających na globalne planowanie prac. Dziś w najgorszej sytuacji są murowane budynki w Birkenau, drewniane wieżyczki będą rychło potrzebowały konserwacji, ruiny po barakach w Birkenau również. W dużo lepszym stanie są baraki drewniane w Birkenau i większość bloków w Auschwitz I. Z przedmiotami i archiwaliami jest lepiej. Tu najważniejsza jest praca nad poprawą warunków przechowywania.

Czy na przestrzeni ostatnich lat były prowadzone jakieś konserwacje? Proszę powiedzieć na czym one polegały i czego dotyczyły.

W latach 90. został stworzony program konserwatorski dzięki pomocy kilku krajów oraz Fundacji Ronalda Laudera. Za sumę około 25 milionów dolarów udało się poddać konserwacji część najbardziej zagrożonych obiektów, takich jak część drewnianych baraków, słupy z obozowego ogrodzenia itd. Najważniejszym jednak osiągnięciem ostatnich lat było stworzenie profesjonalnej i bardzo dobrze wyposażonej pracowni konserwatorskiej wraz z laboratoriami chemicznymi. Na tej podstawie udało się skompletować ekipę dyplomowanych konserwatorów.
Jak do tej pory wyglądało finansowanie konserwacji prowadzonych na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau?

Poza programem pomocy zagranicznej, o której mówiłem, konserwacja była finansowana głównie z dotacji rządowej, z pomocy różnych fundacji oraz z wpływów własnych Muzeum.

Ile potrzeba pieniędzy na przeprowadzenie kompleksowej konserwacji w Muzeum?

To są olbrzymie sumy. Proces globalnej konserwacji musi się zamknąć w 20 latach. Po prostu po tym czasie trzeba na nowo konserwować większość obiektów. A żeby to zrobić, trzeba dysponować kwotą rzędu 4-5 milionów euro. Dam dobry przykład. Niedawno udało się uzyskać 19 milionów złotych z funduszy unijnych. Ta suma pozwoli na konserwację dwóch spośród 33 bloków Auschwitz I i pięciu spośród ponad 50 baraków Birkenau. A przecież na tym się sprawa nie kończy. W chwili obecnej, dzięki pomocy niemieckiej, trwa konserwacja jednego z poesesmańskich zespołów archiwalnych, tzw. SS-Higieneinstutit. Ten program obejmuje prawie 40.000 dokumentów i kosztuje 600.000 euro. Taka jest cena autentyczności.

Z czego utrzymuje się Muzeum?

Muzeum jest instytucją rządową, podległą ministerstwu kultury. Połowa naszego budżetu to dotacja rządowa, połowa to nasze własne wpływy. Jest to bardzo dobry wynik, mając na uwadze, że nie istnieją bilety wstępu, które tradycyjnie są głównym źródłem dochodów muzealnych. Nasze dochody to usługi przewodnickie, parking, sprzedaż książek... Pomoc zagraniczna w ostatnich latach nie wynosi więcej jak 3-5 procent.

Jak wspierają Muzeum inne państwa? Czy jest to pomoc wystarczająca?

Pomoc z zagranicy to wyłącznie rzadkie, doraźne, punktowe pomoce na cele konserwacji. Są dalece niewystarczające. Gdyby przynajmniej te państwa, których obywatele masowo ginęli w Auschwitz pomagały na poziomie dotacji polskiego rządu - żadnego problemu finansowego by nie było.
Czy wprowadzenie odpłatności za zwiedzanie Muzeum Auschwitz-Birkenau miałoby znaczący wpływ na finansowanie Miejsca Pamięci?

Oczywiście, ale to nierealne. Nie można żądać pieniędzy od rodzin ofiar, od byłych więźniów. Trudno też żądać poważnych opłat od ludzi naprawdę młodych, a takich jest około 70 procent wśród zwiedzających to miejsce. To miejsce nie jest klasycznym muzeum i nie jest atrakcją w zwykłym rozumieniu tego słowa. Uważam, że są inne rozwiązania dla zachowania autentyczności.

Dramatyczny apel premiera Donalda Tuska o potrzebie pomocy dla Muzeum spotkał się wśród przywódców państw europejskich ze zrozumieniem, ale sądzi Pan, że pójdą ta tym konkretne decyzje, systemowe rozwiązania?

Premier Donald Tusk wykonał gest bardzo trudny politycznie. Nie jest łatwo odwoływać się do zagranicznej solidarności. Ale tylko wspólny wysiłek może pozwolić stworzyć skuteczne narzędzie finansowania konserwacji. Jestem mu bardzo wdzięczny za jego osobiste zaangażowanie. Czy pójdą za tym konkretne decyzje? Wierzę, że tak. Wszyscy potrzebujemy tego Miejsca. Tutaj można zrozumieć najpełniej dramat Europy pogrążonej w wojnie i wzajemnej nienawiści. Tutaj też młode pokolenia mogą pojąć najlepiej jak wiele dziś mamy do ochrony, aby przyszłość wyglądała zupełnie inaczej.

Rząd Niemiec po apelach obiecał pomoc w wysokości miliona euro. Jak Pan ocenia taką pomoc? Czy jest zadowalająca, czy to jedynie gest dobrej woli?

To jest pierwsza odpowiedź. Niemcy zapowiedzieli, że tyle są w stanie dać w tym roku, że więcej zaplanują w przyszłym roku i że zaapelują do firm i funduszy prywatnych. Dobrze, że tak szybko Niemcy poparli tą ideę. W pewien sposób, dzięki temu, nabrała ona od razu międzynarodowego wymiaru. Musimy jednak pamiętać, że aby stworzyć mechanizm finansowania na poziomie 4-5 milionów euro rocznie, fundusz żelazny, który będzie źródłem tych dochodów musi osiągnąć około 120 milionów euro.
Nie brakuje głosów, że skoro Niemcy stworzyli osób koncentracyjny, to na nich powinien spoczywać główny ciężar finansowania utrzymania Muzeum Auschwitz-Birkenau. A jakie jest Pana zdanie na ten temat?

To jest podejście trącące populizmem. Auschwitz nie jest tylko miejscem pamięci o czasach minionych. Problem Auschwitz nie jest tylko problemem historycznym. Jest to czołowe, fundamentalne zagadnienie całej naszej europejskiej cywilizacji. Jest to Miejsce, w którym najpełniej można się zmierzyć z najważniejszymi pytaniami o człowieka, o nasze społeczności. Ale również o sens wielu ruchów powojennych, by tworzyć świat wolny od takich tragedii. Mam na myśli stworzenie ONZ, Międzynarodowego Trybunału, instytucji zbrodni przeciwko ludzkości, wreszcie całego powojennego wysiłku, by zbudować Europę wspólnotową i w ten sposób ustrzec się od nieszczęść wojny i szerzenia ideologii nienawiści. Auschwitz jest najczytelniejszym fundamentem powojennych starań o prawa człowieka. Pytaniem więc jest, komu dziś może zależeć na takiej edukacji młodych ludzi, aby zrozumieli tą głęboką celowość międzynarodowych i państwowych wysiłków na rzecz budowy innego świata, może czasem nie do końca udanego, nie do końca najlepszego, ale jednak innego. W takiej perspektywie sądzę, że zachowanie Auschwitz jest odpowiedzialnością, którą wiele państw powinno być głęboko zainteresowanych. Wśród nich także Niemcy.

Dlaczego temat z pieniędzmi potrzebnymi do konserwacji "wypłynął" dopiero teraz z taką mocą? Czy zaszły jakieś szczególne okoliczności, czy też takie apele są ponawiane co jakiś czas, ale się o nich zapomina?

Auschwitz to Miejsce bardzo szczególne i bardzo złożone. Trzeba było 2-3 letniego rozpoznania zagadnienia przez nowo stworzoną ekipę konserwatorów, aby wytypować priorytety i oszacować prace. Potem rozważaliśmy różne strukturalne rozwiązania. Wreszcie koncepcja została uzgodniona w gronie Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Dopiero wówczas można było "wyjść na zewnątrz" z prośbą o pomoc.
Sądzi Pan, że jest szansa, iż w dobie szalejącego kryzysu znajdą się pieniądze na prowadzenie konserwacji w Muzeum?

To nie jest pytanie o konserwację 200 hektarów wraz z zabudowaniami, to jest pytanie o przyszłość Europy. O kształt naszej pamięci i cywilizacji.

Na ile jest realne powołanie międzynarodowej fundacji, która zbierałaby pieniądze na utrzymanie Muzeum?

To już się dzieje. Profesor Władysław Bartoszewski, były więzień i człowiek który dokonał więcej niż ktokolwiek inny na rzecz zachowania tego Miejsca, jest w trakcie powoływania takiej Fundacji. Jest to niezbędny krok, gdyż inne rządy nie mogą dotować bezpośrednio polskiej instytucji rządowej.

Jak wygląda finansowanie innych byłych obozów, w których powstały Miejsca Pamięci, czy starcza im pieniędzy i ewentualnie czy takie zasady miałyby korzystny wpływ na Muzeum Auschwitz-Birkenau?

To zależy. Wszędzie są problemy, ale żaden dawny obóz nie jest zachowany w tak olbrzymiej mierze, w takim stopniu autentyczności. Spośród tych, które są w Polsce, Sobibor, Treblinka, Belzec i Kulmhof to praktycznie tylko pomniki w lesie. Gross-Rosen to niemalże wyłącznie obrysy fundamentów i duży kamieniołom w okolicy. Stutthof i Majdanek są w pewnym stopniu zachowane, ale ich rozmiar jest dużo, dużo mniejszy. Za granicą są różne rozwiązania. W Niemczech najczęściej dawne obozy są instytucjami landowymi, często w niewielkim już dziś stopniu autentyczności. Austriackie Mauthausen, francuskie Natzwiller-Struthof to placówki państwowe. Ważne jest też to, że w tych wszystkich miejscach frekwencja jest dużo niższa niż w Auschwitz i na ogół malejąca. Pamięć skupiła się na Auschwitz także z tego powodu, że jest to jedyny obóz koncentracyjny, który był również intencjonalnie rozbudowywany jako obóz natychmiastowej zagłady. Dlatego został wpisany - jako jedyny i reprezentujący inne - na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Tym niemniej staramy się współpracować z innymi placówkami i wspierać je naszą wiedzą konserwatorską. W 2007 roku poddaliśmy konserwacji kilkadziesiąt pryczy z Gross-Rosen oraz zwój Tory związany z Kulmhof. W roku ubiegłym nasza ekipa konserwatorska objechała większość placówek znajdujących się w Polsce, aby zapoznać się z potrzebami w poszczególnych miejscach.

To przygotowuje możliwość dalszych działań i przede wszystkim integracji pewnego know-how.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie