Demony Duszy Niemieckiej - fragment książki Andrzeja Krzystyniaka

Redakcja
Udostępnij:
Powstania śląskie możemy z tej perspektywy uznać za starcie dwóch cywilizacji: neopogańskiej (śmierci i zagłady) oraz chrześcijańskiej (życia i wolności). Niemcy nie potrafili zrozumieć, że ich czas na Śląsku się skończył, miejscowa ludność ma dość ich samobójczego genu, powodującego ciągłe konflikty i wojny. Być może Ślązacy w swym pragmatyzmie postanowili odrzucić kolejne nieszczęście, jakie Niemcy mogli ściągnąć na ich ukochany region.

Niemcy są narodem zanurzonym w magicznym myśleniu, tworzeniu fikcji, zaprzeczaniu faktom, są najlepiej wytrenowanym i skutecznym narodem w kreowaniu wszelakich iluzji. Potrafią przegraną przedstawić jako swoje własne zwycięstwo, a klęskę przekuć w rzekomy sukces, wmawiając to wszystkim i zmuszając ich, by w to uwierzyli. Niemcy, które nie mogły pogodzić się z klęską w pierwszej wojnie światowej, wmówiły sobie, że tej wojny nie przegrały, nie poniosły porażki i olbrzymich strat ludzkich i materialnych. Nie potrafiły uznać, wyższości swych wrogów, ich zdaniem było to dzieło zdradzieckiego ciosu w plecy komunistów i wszelkich wrogich Niemcom elementów, z którymi, rzecz jasna, należy się rozprawić. Nie potrafili przy tym dostrzec absurdu, że skoro nie przegrali wojny, to oznaczałoby, że sami oddali swoje kolonie, rozbroili swoją armię, pozwolili okupować Francuzom swoje najbardziej uprzemysłowione obszary itp. Niemcy nie mogły znieść przegranej, nie potrafiły uznać, że zostali pobici przez Polaków na Śląsku i Wielkopolsce. Przez Polaków, których uważali za niższych rasowo. A jednak klęska stawała się faktem. Powstania śląskie pozbawiły Niemcy przemysłowej części Śląska, co prawda po dziś dzień Niemcy i ich akolici w Polsce próbują różnymi wariantami zneutralizować swoją porażkę, uczynić ją mniej bolesną, nazywać a to „wojną domową”, a to „polską interwencją” itp. Mimo starań, nie zmazuje to klęski. Niemiecka wizja przyszłości po I wojnie była stanem tymczasowości, poszukiwaniem rozwiązania potwornie niewygodnej sytuacji dla psychiki Niemców. Ludzie, którzy po I wojnie sprawowali rządy w Niemczech, nie potrafili sprostać stłumieniu niemieckiej, urażonej, germańskiej dumy. Duch germański był niczym demon zniszczenia – chciwy i łaknący burzenia wszystkiego dookoła, a jednocześnie obiecujący wielkość panowania nad światem.

Gniew narodu niemieckiego zapłonął w duszach Freikorpsu, nie gasł wraz z końcem zmagań. Freikorzyści nie rozpłynęli się w niemieckiej rzeczywistości, oni pragnęli nadal walczyć dla Niemiec, nie wierzyli, że to koniec. G. K Chesterton pisał o Niemcach, że Nie są jedynym narodem, pośród którego może się pojawić jakiś teoretyk z obłąkaną teorią. Są jednak narodem, który z miejsca i masowo może w taką teorię uwierzyć. Niemcy uwierzyli w wiele teorii, które musiały spełniać jeden warunek: dawać poczucie wyższości, mistycyzm własnej siły. Niemcy odrzucały religię chrześcijańską, bo nie mogła im dać tego czego pragnęli: panowania nad światem i innymi narodami, pogardzania nimi. Niewielu zastanawiało się, co działo się w duszy niemieckiej między, dajmy na to, 1922 aż do wybuchu II wojny, a może i końcem ostatniej światowej wojny? Duszy niemieckiej wstrzyknięto wybuchową truciznę, obłąkańcze teorie, podsycane okultyzmem, który rozpalił ogień żądzy zemsty za „niesprawiedliwy los przegranej I wojny i powojenną nędzę. Winni byli wszyscy tylko nie Niemcy. Skądinąd, niemiecka perspektywa przeszłości nie zmieniła się do dnia dzisiejszego, winni mogą być wszyscy dookoła tylko nie Niemcy. Oprawca, który zaciera zbrodnie ze strachu przed karą, działa impulsywnie i ze strachu, zbrodniarz pozostający na wolności, bez wyroku, cynicznie próbujący zrzucić winę na innych, jednak wciąż pozostaje zbrodniarzem. Czyż taką swoistą kuźnią przyszłych nazistowskich zbrodniarzy nie był Freikorps? SS-Gruppennführer, Bruno Streckenbach od jesieni 1939 roku dowódca policji bezpieczeństwa Sipo i SD na obszarze Naczelnego Dowódcy na Wschodzie w Okręgu Wojskowym „Łódż”, później dowódca Sipo i SD w Generalnym Gubernatorstwie, odpowiedzialny był za śmierć ponad 3 tys. osób w ramach „Nadzwyczajnej Akcji Pacyfikacyjnej” (Akcja AB). Strackenbach kształtowanie swego charakteru rozpoczął jako 17 latek w szeregach Freikorpsu, z którego to trafił później w szeregi Schutzstaffel, czyli SS. Jako ciekawostkę można dodać, że zmarł nie niepokojony przez nikogo w wieku 75 lat w Hamburgu. Żaden wyjątek, można rzec, że uniknięcie kary przez niemieckiego wojennego zbrodniarza było normą w Niemczech, a wyjątek stanowili ci, którym wytoczono jakikolwiek proces.

Filozof Eugen Herringel trafnie opisał stan niemieckiej świadomości:
Nie wierzymy w to, co absolutne, nie cenimy tego, co wieczne, niezmienne. Cały duchowy świat przeszłości opierał się na prymacie tego, co ogólne. prymat ten obaliliśmy, Rzeczywistość jest zmienna, konkretna, okolicznościowa. Nasze myślenie jest uwarunkowane sytuacją, zwłaszcza zaś polityczną. Wie ona, że ład w świecie stwarzany i utrzymywany być może tylko przez przemoc. Chcemy działać, nie chcemy żadnych ogólnych wskazań i norm.

Budowano nową rzeczywistość poprzez niszczenie, odrzucenie norm, której podstawą była przemoc, heroizm i fanatyzm. Można by nawet przyjąć założenie, iż działanie samo w sobie, bez norm i zakazów, stanowi jedyny cel :. „Chcemy działać, nie chcemy żadnych norm i zakazów”. Takie oto przesłanie mogło wówczas grzmieć w sercach członków Freikorpsu: „Działać w imię wielkości Niemiec!”, „Cierpieć i zadawać cierpienie!”. Kto się do tego najlepiej nadawał, jeśli nie w wojennym błocie okopów dawni towarzysze broni. Gnijący jeszcze niedawno w okopach, mieliby poddać się i stwierdzić, że wszystko to było bez sensu?

Niemcy zdają się być obarczeni genem samobójczym, objawiającym się ślepym dążeniem do unicestwiania. Przypomina to osobnika, który, przekonany o swojej niepodważalnej słuszności, maszeruje z coraz to większym – po raz kolejny – uporem ku przepaści, będąc przeświadczony o tym, że wspina się na sam szczyt. Nie pomagają ostrzeżenia i napomnienia ani wcześniejsze doświadczenia staczania się w otłchań. Niemcy brną niepowstrzymanie, na ślepo w przepaść, wierząc w możliwość panowania nad światem, doczekania się w końcu zwycięskiej wojny. Niemcy okresu tzw. Republiki Weimarskiej przeżywają nic innego jak czas wyczekiwania na przejście do wielkości. Cios, jaki otrzymały Niemcy po I wojnie, nie zmusił ich do rewizji własnego postępowania, lecz do głębszego brnięcia w myśleniu o poczuciu wyższości, wyczekiwania na walkę. Złowrogie i mroczne uroczystości, urządzane na Górze św. Anny w rocznicę walk ze śląskimi powstańcami, dla bystrego obserwatora musiały stanowić jakiś swoisty kult pogańskiej siły, pamięci poległych „obrońców niemieckiej ziemi”. Freikorps nie stanowił tylko i wyłącznie wspólnoty żołnierskiej, ludzką „kuźnię charakterów”, był on również, a może przede wszystkim, przekaźnikiem formowania idei, mającej w późniejszym okresie doprowadzić do ruiny prawie cały świat. Niszczycielski gen samobójczy, kazał Niemcom sięgać po nieosiągalne – panowanie nad światem. Freikorpsi nie mogli znieść myśli o pozbawieniu ich tej wojskowej przynależności do wspólnoty, wiążącej ich w jedną całość, niezależnie od swego statusu, czyli myśli o upokarzającej rezygnacji z walki za naród. Kult walki i mordowania potrzebował innej wiary niż chrześcijańska, potrzebował afirmacji zła do poziomu dobra, dobra, rzecz jasna, narodu niemieckiego, germańskiego ducha walki, który nie uspokoi się, póki nie ujarzmi wszystkich wrogów, rzekomych i rzeczywistych. Powstania śląskie możemy z tej perspektywy uznać za starcie dwóch cywilizacji: neopogańskiej (śmierci i zagłady) oraz chrześcijańskiej (życia i wolności). Niemcy nie potrafili zrozumieć, że ich czas na Śląsku się skończył, miejscowa ludność ma dość ich samobójczego genu, powodującego ciągłe konflikty i wojny. Być może Ślązacy w swym pragmatyzmie postanowili odrzucić kolejne nieszczęście, jakie Niemcy mogli ściągnąć na ich ukochany region. Nie udało się im uchronić całego obszaru. Spora cześć Śląska „dopiero” od września 1939 roku poznała niemieckie rządy i niemiecki, samobójczy gen destrukcji. Choć w późniejszych latach zdawać by się mogło, że niemiecka dusza zajęta jest wyłącznie przetrwaniem kryzysu, to jednak uśpione demony, zdawały się czekać na swój czas i to nie całkiem bezczynnie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Paweł Deląg o reparacjach dla Polski - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie