Właśnie takie pytanie: czy deputat węglowy dla emerytów powinien być finansowany z budżetu państwa, zadaliśmy Wacławowi Czerkawskiemu ze Związku Zawodowego Górników w Polsce oraz Dawidowi Salamądremu, dyrektorowi Działu Analiz Rynku Węgla w Energomix. Oto ten dwugłos.

Wacław Czerkawski, Związek Zawodowy Górników w Polsce:
Po pierwsze - emeryci górniczy od zawsze mieli deputat. Po drugie - emeryci uważają, że są to prawa nabyte, bo gdy pracowali, to taki deputat mieli. Po trzecie - nie tylko górnicy mają deputat, a oni - którym z logicznego punktu widzenia powinien przysługiwać, zostali go pozbawieni.

Złożyliśmy obywatelski projekt ustawy, aby zrobić porządek w tej kwestii (jedne spółki wypowiedziały prawo do deputatu, inne zawiesiły, inne realizują, a ponad tysiąc górników otrzymuje deputat z budżetu państwa - przyp. red.). Sam rząd przyznaje, że jest z tym bałagan.

Poza tym górnicy sami sobie spłacą ten deputat, ponieważ co roku do budżetu państwa z górnictwa idzie ok. 6-7 mld zł (natomiast roczna wypłata deputatu z budżetu ma wynieść ok. 391 mln zł - przyp. red.).

Dawid Salamądry, dyrektor Działu Analiz Rynku Węgla w Energomi:
Stara rzymska zasada mówi, że „pacta sunt servanda” (umów należy dotrzymywać) i jeśli komuś się coś obiecało - tak jak emerytom deputat, to słowa należy dotrzymać. Uważam jednak, że „pactum” jest po stronie spółek górniczych, które zatrudniały górników, a nie po stronie ZUS, który miałby przejąć to zobowiązanie.

Restrukturyzując branżę, rząd staje przed sporym problemem, proponując wypłatę deputatu z budżetu - roczny koszt tych wypłat to wg różnych szacunków 300-400 mln zł, więc sporo.

Pewnie takiego problemu by nie było, gdyby emeryci mogli otrzymywać węgiel w naturze. Ale po pierwsze - nie będą go potrzebowali w takiej ilości, a po drugie - w obecnej sytuacji, kiedy tego konkretnego sortymentu na rynku węgla brakuje, nie jest to możliwe do zrealizowania.