„Dom Aniołów Stróżów”: Aniołom byłoby trudniej bez wsparcia biznesu

Jakub Marcjasz
Monika Bajka, prezes zarządu Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Młodzieży „Dom Aniołów Stróżów” Arek Gola
„Dom Aniołów Stróżów” od 25 lat działa na rzecz dzieci, młodzieży i rodzin wykluczonych społecznie z pogórniczych i pohutniczych dzielnic biedy. Na Śląsku i w Zagłębiu prowadzi nieodpłatnie 8 świetlic terapeutycznych, klubów malucha oraz klubów rozwoju dzieci i młodzieży, programy uliczne i poradnię rodzinną. Rozmawiamy z Moniką Bajką, prezes zarządu Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Młodzieży „Dom Aniołów Stróżów”.

Najpierw ogólna diagnoza: jak jest dzisiaj z biznesem i pomaganiem?
Na pewno przez ostatnie 30 lat rozwinęło się świadome podejście do tej kwestii. Czasem o pomaganiu decyduje indywidualnie szef, czasem jest to bardzo konkretnie spisana strategia odpowiedzialności społecznej, z której wynika pewien program i cele. Zdarza się i tak, że CSR jest tylko narzędziem marketingowym. Niezależnie od tego, co jest przyczynkiem do pomagania, to decyzję o zaangażowaniu podejmuje konkretny człowiek i to od jego podejścia wiele zależy. Jeżeli problemy naszych dzieciaków dotykają jego serca, to znajduje to także odzwierciedlenie w formie, skali i stopniu zaangażowania.

Jest inaczej niż 25 lat temu, kiedy zaczynaliście?
Kiedyś nie było tylu organizacji, dlatego jeśli dana firma czy osoba decydowała się na pomoc, to łatwiej było też do niej dotrzeć i przekonać do wsparcia. Nie zmienia się jedno. Jeżeli uda się nam zbudować relację zaufania, w której po stronie firmy są ludzie, którzy chcą poznać historię dzieci i ich rodzin, samotności, biedy socjalnej, ale też bardzo często tej emocjonalnej, której one na co dzień doświadczają, to nawet jeśli nie wynika to wprost ze strategii, udaje się znaleźć miejsce na wspólne działanie i pomoc. A ta cały czas jest potrzebna. W Katowicach, stolicy dużej aglomeracji, ale także w Sosnowcu i Chorzowie, gdzie również działamy, ciągle są miejsca, gdzie ludzie mieszkają w budynkach bez toalet, dzieci biegają po ulicach, na których unoszą się tumany kurzu, nie ma placów zabaw i dobrze zorganizowanej przestrzeni. Czas w tych miejscach się nie zatrzymał, a cofnął. Świadomość, że zaledwie kilka ulic dalej żyją dzieci w totalnej biedzie, często otwiera serca. Ta świadomość nie powinna dawać nam spokoju, a raczej pobudzać do wyjścia ze strefy komfortu i do działania. Bo dzieci zasługują na to, żeby dawać im szanse - na równy i dobry start w dorosłość. Nie chodzi o to, żeby było łatwo, ale żeby było możliwe. I właśnie te możliwości, wspólnie z partnerami biznesowymi, tworzymy.

Prosicie o pomoc, ale z drugiej strony przedstawiacie ofertę dla firm, które chcą się zaangażować.
Liga Patronów to nasz zaawansowany program długofalowej współpracy z biznesem. Wdrażamy w firmie praktyki CSR, a w zamian firma wspiera realizację misji Domu Aniołów Stróżów. Zachęcamy także do objęcia dzieci programem mecenatu. Wpłacając miesięcznie konkretną kwotę, można zapewnić mu kompleksową pomoc, edukację, opiekę, wypoczynek letni i zimowy, pomoc medyczną i socjalną. O tych inicjatywach zawsze komunikujemy na zewnątrz, bo jeżeli część zysków firma poświęca na to, żeby wspierać działania społeczne, to czemu się tym nie pochwalić. Trzeba mówić o tych, którzy mają odwagę i świadomość inwestować w „zyski” społeczne na rzecz lokalnej społeczności. Szczególnie gdy robią to długofalowo.

Dom Aniołów Stróżów to marka, która może liczyć na wsparcie biznesu i samorządu. W trwającej ciągle jeszcze akcji „Katowickie Kilometry Dobra” Anioły wsparł nie tylko Urząd Miasta Katowice wraz z prezydentem, czy klub GKS Katowice, ale także m.in. Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, Stalexport Autostrada Małopolska, Silesia City Center, lokalni przedsiębiorcy oraz katowickie szkoły. Jaki jest wasz przepis na pozyskiwanie partnerów?
Mogę powiedzieć to, co słyszę: doceniane jest nasze duże zaangażowanie i profesjonalizm zarówno w pomocy dzieciom i ich rodzinom, jak i we współpracy z partnerami. Systemowość w podejściu, program, którego clou jest codzienna pozytywistyczna praca, mająca ściśle określony cel. Kierujemy się tym, że dajemy wędkę, a nie rybę. To, że ktoś urodził się biedny lub w trudnej sytuacji życiowej, nie znaczy, że wszystko ma dostać za darmo. Oprócz dawania naszym podopiecznym możliwości, jakie mają ich rówieśnicy, uczymy też pracy i samodzielności. A to dla ludzi, którzy prowadzą biznes - co nie jest przecież łatwe - ma znaczenie. W mojej opinii, podejście do pomocy społecznej w formie rozdawnictwa jest archaiczne, bo rodzi często dalsze roszczenia i czyni ludzi biernymi. Dawanie wsparcia i jednocześnie wymaganie zaangażowania - nasze dzieci sprzątają, wspólnie przygotowujemy posiłki, angażują się w akcje, zapracowują na swoje potrzeby - ma sens i podoba się tym, którzy nam pomagają.

Z drugiej strony rozumiemy perspektywę biznesu. Wchodzenie w buty drugiej strony jest bardzo ważne nie tylko w pomocy, ale także w kontaktach z biznesem. Firma nie jest organizacją dobroczynną, która musi dawać, bo ma. Głęboko wierzę w to, że firmy są gotowe angażować się w przedsięwzięcia, które z ich punktu widzenia mają sens. Zawsze wspólnie siadamy i wypracowujemy program współpracy - cele, działania, a czasami również i formę ewaluacji. Dzięki takiej wspólnej pracy tworzymy programy „uszyte na miarę” - pasujące zarówno do firmy, jej pracowników i budżetu, jak i do nas - naszych kompetencji i możliwości oraz potrzeb. To działa, bo jest adekwatne i już na starcie „nasze” i „wspólne”.

Inną kwestią jest to, że dziś bardzo ważnym czynnikiem dla świadomych firm i świadomych liderów w biznesie jest dbanie o zespół, bo trudno jest o pracowników zaangażowanych, którzy chcieliby długofalowo wiązać się z firmą. Myślę, że to ważny sygnał, że ludzie nie chcą pracować tylko dla pieniędzy. Chcą mieć także poczucie sensu i tego, że ich wartości są wspólne z wartościami firmy. Kiedy to, co jest na papierze, nie jest tylko deklaracją, ale realnym działaniem, podnosi jej wiarygodność i daje ludziom spełnienie. A to można realizować właśnie poprzez współpracę z podmiotami społecznymi.

Obserwując waszą pracę, wydaje się, że tutaj nie ma czasu nawet na chwilę odpoczynku.
Fakt, pracujemy ciężko na każdym poziomie. Rzeczy nie dzieją się same. Często to praca od rana do wieczora, a nieraz i od wieczora do rana. I to zarówno jeśli chodzi o współpracę ze środowiskiem zewnętrznym i pozyskiwanie środków, ale też w pracy zespołu, mającego bezpośredni kontakt z podopiecznymi. Tego wymaga sytuacja, bo kiedy zadzwoni telefon, że jest awantura w domu, trudno stwierdzić, że się nie pracuje.

Brakuje nam rocznie ok. 100 tys. zł na prowadzenie świetlic, ok. 150 tys. na prowadzenie klubu młodzieżowego, od sierpnia będzie nam brakować funduszy na prowadzenie pracy z rodzinami, bo kończy się projekt unijny, a dofinansowania na kolejny niestety nie otrzymaliśmy. Nie potrafię nic z tym nie robić. Dla nas nadrzędnym celem jest pomoc tym, którzy tej pomocy potrzebują.

Rozmawiał: Jakub Marcjasz

„Dom Aniołów Stróżów”

opiekuje się ok. 130 dzieci w wieku od 2,5 do 18 lat, a w programach ulicznych dociera z ofertą nieodpłatnych zajęć i opieki do ok. 600 dzieci rocznie. Poradnia rodzinna wspomaga ok. 80 rodzin. Anioły szlifują „dzieci węgla” tak, by uwierzyły w siebie i stawały się diamentami. Chcesz pomóc? Skontaktuj się z Moniką Bajką: mbajka@anioly24. pl, tel. 501 747 787.
Nr konta 36 1050 1214 1000 0022 4957 0207.
Więcej na anioly24.pl.

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

PROGRAM TYDZIEŃ: Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie