Donald Trump w Warszawie: Jak przebiegały wizyty prezydentów USA w Polsce? Gafy, lapsusy i „buszyzmy"

Michał Kurowicki AIP

Wideo

Źródło: TVP.Info

Zobacz galerię (7 zdjęć)
Gdy w odkrytych limuzynach przejeżdżają ulicami Warszawy, witają ich tłumy. Kiedy przemawiają, są owacje. Nic w tym dziwnego, bo w Polsce wizyta prezydenta żadnego innego kraju nie wywołuje, aż takich emocji, jak odwiedziny prezydenta USA. Za komuny, i jakiś czas potem, emocje były jednoznacznie pozytywne. Dziś różnie z tym bywa.

Pierwszym amerykańskim prezydentem, jaki przybył z oficjalną wizytą do Polski był Richard Nixon. Gościł u nas na przełomie maja i czerwca 1972 r. - Przywożę słowa przyjaźni od całego narodu amerykańskiego dla całego narodu polskiego – powiedział na Okęciu.
Aby zobaczyć z bliska amerykańskiego przywódcę, warszawiacy tłumnie wylegli na ulice. Tajniacy zabierali im transparenty. Gdy prezydencka limuzyna zatrzymała się, pojawił się wielki transparent „Nixon, ratuj Polskę!”. Sfilmowali go dziennikarze. Nagle z wiwatującego tłumu wyskoczyła kobieta z wiązanką kwiatów i zaczęła biec w kierunku limuzyny. Próbował ją zatrzymać BOR-owiec. Pewnie by mu się to udało, gdyby nie powalił go na ziemię agent Secret Service. Kobieta wręczyła bukiet prezydentowi.

Nixon rozmawiał z I sekretarzem KC PZPR Edwardem Gierkiem półtorej godziny. Głównie o amerykańskich kredytach i licencjach dla Polski oraz o zwiększeniu wymiany handlowej. Na słynnym zdjęciu siedzący za stołem Nixon trzyma „Trybunę Ludu” w rękach. Dla Gierka, który chciał rozwijać współpracę gospodarczą z Zachodem, ta wizyta miała znaczenie prestiżowe.

Już trzy lata później, pod koniec lipca 1975 r., Gierek podejmował kolejnego prezydenta USA Geralda Forda. Przejechali przez miasto, stojąc w odkrytej limuzynie z amerykańską flagą. Forda także witały tłumy. Na rynku Starego Miasta kupił na straganie polskie jabłka. Odwiedził też Kraków. I wszystko byłoby dobrze, gdyby potem nie popełnił jednej z największych gaf, jakie przytrafiły się amerykańskim prezydentom.

Tuż przed kolejnymi wyborami prezydenckimi wziął udział w telewizyjnej debacie z kandydatem Demokratów Jimmy Carterem. Przekonywał, że nie ma sowieckiej dominacji w tym regionie i nie będzie tak długo, jak on będzie prezydentem. Tak się zapędził w dyskusji, że dodał jeszcze: - Polska jest krajem niezależnym i autonomicznym. Nie wierzę, że Polacy uważają, że są pod sowiecką dominacją. Na nic zdały się późniejsze tłumaczenia, co prezydent miał na myśli. Carter wykorzystał tę gigantyczną wpadkę i to on został kolejnym prezydentem USA. Jego więc witał w Polsce Edward Gierek pod koniec grudnia 1977 r.

To powitanie przeszło do historii. Kiedy Carter wygłaszał przemówienie, ludzie co chwilę wybuchali śmiechem. Nie mogli się powstrzymać nawet przedstawiciele najwyższych władz. Prezydent był zdezorientowany. A wszystko przez jego tłumacza. Carter mówi: - Chcę poznać, jakie są pragnienia Polaków na przyszłość. Tłumacz przekłada: - Namiętnie pragnę Polaków. Carter stwierdza, że cieszy się z pobytu w Polsce. Tłumacz plącze się, mówiąc, że prezydent cieszy się, mogąc chwycić Polskę . Potem ogłasza, że prezydent wyjechał ze Stanów Zjednoczonych… na zawsze.

- To nie było dobre tłumaczenie. Jutro będziemy mieli innego tłumacza – przyznał potem amerykański sekretarz prasowy. Historia z „kulawym” tłumaczeniem została zaklasyfikowana przez tygodnik „Time” jako jedna z dziesięciu najgorszych wpadek dyplomatycznych.

Nowy tłumacz już bezbłędnie przetłumaczył toast Cartera podczas oficjalnej kolacji w pałacu w Wilanowie. Brzmiał on: - W imieniu narodu amerykańskiego za niezwyciężony duch i wolność narodu polskiego. Gierek jakoś go przełknął.

Jimmy Carter to jedyny prezydent USA, który odwiedził nasz kraj zimą. Pozostali woleli ciepłe miesiące, kiedy przyjemniej jedzie się odkrytą limuzyną. Milej jest też podczas uroczystości na lotnisku. Kiedy Carter z żoną Rosalynn opuszczali nasz kraj, pogoda ich nie rozpieszczała. Rosalynn z zimna narzuciła na włosy biały szal. Jimmy miał na włosach płatki śniegu. Przed chłodem chroniły go rękawice, bo na pewno nie cienki prochowiec. Obok prezydenckiej pary stały osoby w kożuchach i futrzanych czapkach na głowie.

George Bush senior odwiedził Polskę w 1989 r. W lipcu. Było ciepło, więc ubrany w krótkie niebieskie spodenki, biały T-shirt i adidasy wziął udział w biegu w Parku Łazienkowskim. Później podczas spotkania z młodzieżową drużyną baseballową włączył się do gry, zdejmując marynarkę i zakładając na dłoń rękawicę baseballową.

Oczywiście Bush nie ograniczał się podczas wizyty do uprawiania sportu. Obiecał 100 mln dol. pomocy na rozwój polskiego sektora prywatnego, zapowiedział starania o restrukturyzację polskiego zadłużenia i uruchomienie 325 mln dol. kredytów Banku Światowego.

Dwie godziny rozmawiał z gen. Jaruzelskim w cztery oczy. Spotkał się też z Lechem Wałęsą w jego domu. Na zdjęciu siedzą przy stole z kryształowymi kieliszkami na tle tapety w kwiatki.

Bill Clinton nie chcąc być gorszym od Busha, już podczas pierwszej wizyty w 1994 roku udał się na jogging do Parku Łazienkowskiego. Spotkał się z prezydentem Wałęsą. W parlamencie oświadczył, że nikt nie ma prawa weta wobec dążeń Polski, co było aluzją do sprzeciwów Rosji wobec naszych planów wejścia do NATO.

W 1997 r. przyjmował go już prezydent Kwaśniewski. Clinton wracał właśnie ze szczytu NATO w Madrycie, na którym oficjalnie zaproszono Polskę, Węgry i Czechy do Sojuszu. Podczas spotkania z mieszkańcami na placu Zamkowym obaj panowie w garniturach i krawatach w kropki, siedzieli na fotelach na podeście. Jako przedstawiciel mocarstwa Clinton miał kropki na krawacie większe, Kwaśniewski nieco mniejsze. Clinton powitał Polaków jako przyszłych członków NATO i sojuszników USA. – Czekaliśmy na to od dawna i doczekaliśmy się – odpowiedział Kwaśniewski. – Nic o Was, bez Was – Clinton na to po polsku. Tłum wiwatował.

Czerwiec 2001 r. I znowu w Warszawie pojawił się prezydent Bush, tym razem Bush junior. Potem jeszcze odwiedził nasz kraj w maju 2003 i w czerwcu 2007r.

Czytaj także: Trump w Polsce. Jakie tajemnice skrywa limuzyna Donalda Trumpa?

Podczas pierwszej wizyty George W. Bush mówił o rozszerzeniu NATO na wschód i wielkim sojuszu Europy i Ameryki. Obiecał, że nie powtórzy się Monachium ani Jałta. Autor prezydenckiego przemówienia zgrabnie wplótł w nie fragment piosenki Golec uOrkiestry „Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco”.

Bush Junior odwiedził też Kraków. Na Wawelu witały go dzieci w krakowskich strojach. Na czas jego przemówienia zegar na katedrze wawelskiej zamilkł, by nic nie rozproszyło uwagi mówcy.

Mimo wysiłków amerykańskiej obsługi wizyt, dbającej o to, żeby na wizerunku ich prezydenta nie pojawiła się żadna rysa, nie było jednak mocnych na słynne „buszyzmy”.

George W. Bush to przecież ten prezydent, który pomylił Austriaków z Australijczykami, a wizytę w stanie Minnesotta wziął za oficjalną wizytę zagraniczną. Z geografią ciągle miał problem. Mówił: - Importujemy 60 proc. ropy zza mórz – głównie z Meksyku i Kanady. To on zapytał prezydenta Brazylii podczas wizyty w tym kraju: - Czy wy też macie czarnych?” Sytuację ratowała Condoleezza Rice, mówiąc, że w Brazylii jest więcej czarnych niż w USA. Przy okazji wizyty prezydenta Sarkozy`ego w USA nazwał go swoim „małym przyjacielem”, wprawiając Nicolasa we wściekłość.

W Polsce obyło się bez klasycznych buszyzmów. Bo chyba nie do końca jest nim odpowiedź na pytanie o wizy: - Rozumiem, że to frustrująca sprawa. Gdybym mieszkał w Polsce i chciał przyjechać do Ameryki, też byłbym sfrustrowany.

Kolejnym amerykańskim prezydentem, który odwiedził Polskę był Barack Obama. Podobnie jak Bush junior, był u nas trzy razy: w maju 2011 r., w czerwcu 2014 r. i w lipcu 2016 r. Jego też witały tłumy. Gdy ze swoim hollywoodzkim uśmiechem pojawił się w drzwiach biało-niebieskiego jumbo jeta, wpatrywały się w niego wszystkie damskie oczy.

Mimo tego uśmiechu, z trudem wybaczono mu potem „polskie obozy śmierci”. Wybaczyliśmy mu za to, że gdy na Okęciu witał go prezydencki minister Krzysztof Szczerski, Obama żuł gumę. Małe pocieszenie, że tak samo zachowywał się w czasie przywitania z prezydentem Chin.

Obama nie żuł gumy, kiedy przyjmował u siebie prezydenta Komorowskiego, a ten w swoim rubasznym stylu zagaił: - Bo z Polską i USA to jest, panie prezydencie, jak z małżeństwem, Swojej żonie należy ufać, ale trzeba sprawdzać, czy jest wierna. Tłumaczka tak przełożyła te słowa, że wyszło, że polski prezydent sugeruje amerykańskiemu, że żona go zdradza. Mówiło się, że urażona Michelle, z tego powodu nie przyjechała w 2011 z Barackiem do Polski.

Teraz do Polski przylatuje prezydent Trump. Z żoną. Witać go będą tłumy, żeby na własne oczy zobaczyć słynną grzywę Donalda i piękną Melanię. Luzacki styl zachowania i wypowiedzi obecnego amerykańskiego prezydenta, będzie okazją dla łowców wpadek i lapsusów językowych.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Materiał oryginalny: Donald Trump w Warszawie: Jak przebiegały wizyty prezydentów USA w Polsce? Gafy, lapsusy i „buszyzmy" - Polska Times

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kp

zaliczył ten głąb Bul.

M
Marian

teraz przynajmniej mamy inteligentnego prezydenta, który świetnie się prezentuje, także możemy być spokojni że gonie przyjmie prezydenta USA. Znając życie wyborcza i tvn będą szukać jakiejś minimalnej wpadki żeby ogłosić klapę. lewica nic mądrego...

K
Kotek jarka

Dostal sraczki ze strachu

c
ciekawe

co potem doniósł Bolek.

Dodaj ogłoszenie