MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dr Pieniążek o tragedii w Lipinach: Stan kliniczny pacjenta nie rokował uratowania mu życia

Dr Jerzy Pieniążek
Dr Pieniążek o tragedii w Lipinach: Stan kliniczny pacjenta nie rokował uratowania mu życia
Dr Pieniążek o tragedii w Lipinach: Stan kliniczny pacjenta nie rokował uratowania mu życia Sonia Cichoń
Kiedy przyjechał do nas, jego stan się tak gwałtownie pogarszał, że praktycznie były już objawy uszkodzenia pnia mózgu, czyli tak gwałtownego wzrostu ciśnienia śródczaszkowego, które doprowadziło do niedokrwienia w obrębie pnia mózgu. Był głęboko nieprzytomny - mówi dr Jerzy Pieniążek, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu.

Tragedia w Świętochłowicach: Mężczyzna został skatowany przez grupę nastolatków, bo ośmielił isię im zwrócić uwagę, aby nie rozbijali szyb. Zmarł w szpitalu.

Rozmowa z dr n. med. Jerzym Pieniążkiem, dyrektorem naczelnym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu, gdzie zmarł pacjent ze Świętochłowic.

W jakim stanie został przywieziony do państwa pobity 47-latek ze Świętochłowic?
Na samym początku trzeba powiedzieć jedną rzecz, jeżeli chodzi o rozpoznanie. U pacjenta stwierdzono ostrego krwiaka nadtwardówkowego. Kiedy byłem jeszcze bardzo młody i zaczynałem neurochirurgię i nie było jeszcze takich urządzeń jak tomografia komputerowa, panowało takie powiedzenie, że ostrego krwiaka nadtwardówkowego rozpoznaje się na sekcji zwłok. Rzecz bardzo trudna do rozpoznania. W dzisiejszych czasach przy tym sprzęcie, który mamy, rozpoznajemy te przypadki i operujemy. Ale nawiązując do tego, co powiedziałem na początku, są to przypadki, które przebiegają z niesamowicie dramatyczną szybkością, czyli stan pacjenta z którym rozmawiamy chwilę potem się pogarsza, a za chwilę ta osoba nie żyje.

CZYTAJ, JAK DOSZŁO DO TRAGEDII:
NASTOLATNI BANDYCI SKATOWALI NA ŚMIERĆ MĘŻCZYZNĘ. ZMARŁ W SZPITALU

Dlaczego? Bo jest to czynne krwawienie zwiększające ciśnienie w głowie. Są to praktycznie zawsze przypadki pourazowe. I tak było w tym przypadku. Ten pacjent był przytomny jeszcze na komisariacie policji i potem jego stan zaczął się gwałtownie pogarszać. Typowe dla tego typu rozpoznania. Najpierw był odwieziony do najbliższego szpitala w Świętochłowicach, tam dość szybko wykonano tomografię komputerową, zdiagnozowano jego stan i stwierdzono krwiaka. Kiedy przyjechał do nas, jego stan się tak gwałtownie pogarszał, że praktycznie były już objawy uszkodzenia pnia mózgu, czyli tak gwałtownego wzrostu ciśnienia śródczaszkowego, które doprowadziło do niedokrwienia w obrębie pnia mózgu. Był głęboko nieprzytomny. Jest taka skala, która określa stan przytomności. Najwyżej pacjent może dostać 15 punktów, najmniej 3. On miał 3. Praktycznie był już niereaktywny.

Natychmiast znalazł się na sali operacyjnej. Usunęliśmy krwiaka, który już był dwa razy większy niż w widzieliśmy początkowo na tomografii. Niestety po zabiegu stan pacjenta się nie poprawił, walczyliśmy o niego jeszcze kilka dni. Ale zastępowaliśmy mu już wszystkie funkcje życiowe, żeby utrzymać go przy życiu. To była walka z ogromną determinacją, ale stan kliniczny pacjenta nie rokował uratowania mu życia.

Musiał zostać w takim razie bardzo dotkliwie pobity?
Miał obrażenia w okolicy, gdzie ten krwiak był, tych obrażeń było dużo. Otarcia naskórka, obrzęki, krwiaki podskórne. Na pewno został mocno uderzony w głowę. Poza tym, sprawa efektów obrażeń w czaszce to jest trudna do określenia i stwierdzenia co to znaczy bardzo pobity. Czasem, nawet przy niewielkich obrażeniach te uszkodzenia śródczaszkowe są duże. Z wywiadu dowiedzieliśmy się, że był kopany, prawdopodobnie to była przyczyna. Mógł tez być uderzony i upaść, a potem uderzyć potylicą o bruk. Ale na pewno były uderzenia bezpośrednie w głowę.
Często zdarza się, że musicie ratować kogoś z takich okoliczności?
My jesteśmy oddziałem neurochirurgii i neurotraumatologii. Wszystkie neurochirurgie na okrągło przyjmują pacjentów urazowych. Każdy pacjent, który znajdzie się u nas na Izbie Przyjęć, lub który w pobliżu nas ma jakiś uraz musi być przez nas zaopatrzony i jest przez nas zaopatrywany. Całodobowo zapewniamy pomoc. Urazów głowy jest niemało i to najczęściej podłożem tego jest alkohol.

Często nie wiemy, czy ktoś był pobity czy upadł. Ale takich chuligańskich napadów troszkę jest. Najgorsze jest to, że ofiarami padają zupełnie niewinni ludzie. Dramatem jest to, że ktoś zwraca komuś uwagę, albo interweniuje i w tym momencie zostaje potraktowany brutalnie. Teraz nie wiadomo co ludziom radzić. Mnie też zdarzyło się kiedy byłem młodszy zwrócić komuś uwagę na niewłaściwe zachowanie. Dziś, dzwonię na odpowiednie służby i stoję daleko.

Kiedyś byłem świadkiem jak młodzi chłopcy rozbijali szyby w pomieszczeniach użytku publicznego. Najpierw przyjechała straż miejska i zaraz potem nadjechała policja. Dlatego, jeśli można komukolwiek coś radzić to z naszego doświadczenia ludzi, którzy widzą, jak wyglądają ci, którzy interweniowali i zostali potem poszkodowani w wyniku tego, to jednak nie ingerujmy w te sprawę. Wiele nie zrobią, a mogą stracić stracić. To nie jest pierwszy taki przypadek.

Przy tych chuligańskich pobiciach to nasza chuliganeria ma to do siebie, że jak już człowiek leży i już go powalą to dopiero zaczynają się wyżywać. Kiedyś czytałem, taki artykuł, że w Stanach Zjednoczonych jak ktoś podchodzi i mówi, żeby dać mu 25 centów to należy to dać. Wezmą i koniec. A w Polsce wezmą i pobiją. Najgorsze jest to, że ludzie zwłaszcza młodzi nie zdają sobie sprawy, że taka brawurowa akcja i zachowanie może zakończyć całe ich życie. Bo będą wyroki, więzienia, spaczenie psychiki i osobistych planów życiowych.

CZYTAJ, JAK DOSZŁO DO TRAGEDII:
NASTOLATNI BANDYCI SKATOWALI NA ŚMIERĆ MĘŻCZYZNĘ. ZMARŁ W SZPITALU

To byli młodzi ludzie, pod wpływem alkoholu.
No właśnie, dlatego powiedziałem, ze u podłoża tego najczęściej leży alkohol. Kilka lat temu przywieźli do nas pobitego człowieka, którego ktoś pobił i okradł. A potem przywieźli dwóch kolejnych pobitych i na Izbie Przyjęć się rozpoznali, ponieważ oni pobili tego pierwszego, okradli, poszli pić, a jak wyszli pijani to ich pobito. Był to jeden przypadek w mojej karierze.
Apelujemy, aby ludzie, którzy są świadkami tego typu zdarzeń reagowali zupełnie inaczej. Dziś wszyscy mamy telefony komórkowe i to jest najlepsze działanie. Numery są łatwe i służby reagują błyskawicznie. I lepiej to im zostawić, a nie samemu reagować.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wideo
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni