Dramatyczny apel matki 2-latki z COVID-19. "Do cholery nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel?"

Aleksander Król
Aleksander Król

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Dramatyczny wpis na facebooku zamieściła pani Anna, mieszkanka Rybnika, matka 2-letniej dziewczynki, która zaraziła się koronawirusem. Przez wiele dni próbowała dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wszystko na nic. - Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii?!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie - pisze pani Anna.

Dramatyczny wpis matki 2-latki z Rybnika chorej na COVID19: "Do cholery nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel?"

Dramatyczny wpis na facebooku zamieściła pani Anna, mieszkanka Rybnika, matka 2-letniej dziewczynki, która zaraziła się koronawirusem. Przez wiele dni próbowała dodzwonić się do rybnickiego sanepidu. Wszystko na nic.

Czytaj także

- Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii?!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie - pisze pani Anna.

Poniżej publikujemy w całości post pani Anny z Rybnika:

_Dzisiaj coś pękło i postanowiłam opisać jak wygląda pomoc dla górników i ich rodzin, zwłaszcza dzisiaj kiedy moja 2 letnia córeczka znalazła się wreszcie w szpitalu jednoimiennym w Raciborzu.

Musisz to znać

Zacznijmy od początku. Mąż pracuje na kopalni. 5. 05 dowiedział się, że ma kwarantannę (pracował z osobą, która ma wynik dodatni na covid -19).
Cóż jak trzeba to trzeba. Do 19. 05 jakoś czas zleci. Jeszcze myśl, że nawet jak będzie plus u nas to może bezobjawowo.
Z piątku na sobotę (8 – 9.05) nasza córeczka zaczyna gorączkować, nikt inny nie miał żadnych objawów. Założyliśmy, że może jakaś wirusówka, zwłaszcza, że oprócz niewielkiego rozwolnienia nic się nie działo.
Oczywiście, zaznaczmy, że z sanepidu w Rybniku nadal nikt się z nami nie skontaktował. Dodzwonić się do nich to „cud nad Wisłą”.
Podajemy ibuprofen i paracetamol na zmianę.

Internet się śmieje

W sobotę oprócz naszej 2 latki, gorączkują 4 letni syn i 11 miesięczna córka. Niepokój rósł, ale jeszcze bez paniki, ponieważ nie było podstaw sądzić, że to coś więcej niż tzw. 3 dniówka.
W międzyczasie nadal staramy się skontaktować z sanepidem.
W niedzielę nad ranem gorączka naszej dwulatki wynosi 40, 2 – pozostałe dzieci bez gorączki.
Dzwonimy na 112. Po usłyszeniu, że jesteśmy na kwarantannie, połączono nas z ratownikiem medycznym. On uświadomił nam, że nawet nie jesteśmy zgłoszeni, że jesteśmy objęci kwarantanną.
Po rozmowie zalecił wsadzić córkę do wanny i schładzać dolewając letniej wody oraz dzwonić na szpital w Rybniku.
Oczywiście dzwonimy, przecież mamy kwarantannę i powinni nam pomóc. Odbiera lekarz pediatra dzieci młodsze, przedstawiam się, mówię, co się dzieje z dziećmi, a zwłaszcza z córką. Słyszę, jak w tle lekarz mówi, że córka ma objawy, a do mnie, że mamy zbijać gorączkę. Jakby się pogorszyło dzwonić do szpitala w Rybniku lub dzwonić do szpitala jednoimiennego.
Nie zapomnijmy dodać, że pojawia się pytanie czy już mamy wyniki wymazu. Widocznie lekarza nic nie zaniepokoiło.
Decyzja, że jak nie będzie wyboru, łamiemy kwarantannę i jedziemy od razu do Raciborza do szpitala.
Cały czas mąż próbuje dodzwonić się do rybnickiego sanepidu.
Wow! Udało się. Mąż informuję panią co się dzieje, Pani zbiera dane, dostajemy nr telefonów do szpitali jednoimiennych w Tychach i Raciborzu. Mamy czekać na wymazobus, ma być zaraz w poniedziałek.
O ironio gorączka zaczyna spadać, a w poniedziałek popołudniu córka ma 36.6. O my naiwni pomyśleliśmy, że 3 dniówka i panika niepotrzebna.
Oczywiście, kontakt z sanepidem utrudniony, a wymazobus przyjeżdża we wtorek. Wymaz pobrano od całej rodziny.
W poniedziałek i wtorek córeczka miała 36.6 i pomyśleliśmy, że już po wszystkim. Zwłaszcza, że u nikogo z domowników nic się więcej nie działo.
W środę córeczka zaczyna polegiwać, niepodobne do niej, kto ma dwulatka ten wie. Temperatura 37, 8 – a potem 36.6. Jednak nawet jak było 36.6 gorąca jak piecyk, oczy szkliste. Pokazuje jednak na majteczki i że ją boli. Myślę, że może infekcja pęcherza, trzeba zrobić badania.
Mąż próbuje nawiązać kontakt z sanepidem (setki prób). Czwartek, piątek tak samo.
Dziecko poleguje, a później skacze jakby się nic nie wydarzyło.
Cały czas dobijamy się o nasze wyniki, zwłaszcza o wynik córki.
Z piątku na sobotę pojawia się grudkowata wysypka na nogach. Pierwsza myśl, czy coś zjadła, wypiła i ją uczuliło.
Wieczorem zauważamy, że pod kolanami pojawiły się żyłki i na łydkach, jak żylaki u starszych osób. Temperatura 37,4 – córka marudna.
W niedzielę rano dzwonimy do szpitala w Rybniku na oddział pediatrii. Oczywiście po informacji, że jesteśmy na kwarantannie, pada pytanie o wynik wymazu – nie mamy.
Cały czas staramy się skontaktować z sanepidem, albo zajęte, albo nie odbierają – kto dzwonił, ten wie. Dzwonimy do WSE w Katowicach z prośbą o pomoc, a następnym razem telefonicznie składamy skargę na sanepid w Rybniku.
Za każdym razem, jak udało się nam dodzwonić, mąż informował, że z córką coś się dzieje. Odpowiedź, że rozumieją i wyników szukają. Tyle.
Dzwonimy do szpitala jednoimiennego w Raciborzu. Jezu wreszcie ktoś chce nas wysłuchać i pomóc. Pani doktor przeprowadza 30 min wywiad na temat córki i pozostałych członków rodziny. Ale nie wiem czy wiecie, bo ja nie wiedziałam, nie mogła nam pomóc, bo szpitale jednoimienne zajmują się tylko pozytywnymi pacjentami.
Zostaje nam bez wyników wymazów SOR lub pediatra w przychodni. Patrzysz na swoje dziecko i już wiesz, że państwo ma człowieka na kwarantannie gdzieś.
Jednak trafiliśmy na lekarza z sercem. Pomimo tego, że nie znamy wyników wymazów, dzwoni do nas w poniedziałek rano z pytaniem - co z córką.
My już jesteśmy po konsultacji z naszym pediatrą (wysłałam zdjęcie wysypki na nogach). Kazał córkę kąpać w krochmalu, bo to uczulenie. Oczywiście, że wspomniałam, że była wysoka gorączka, a stan podgorączkowy się pojawia i znika i że żyłki na nodze. Mamy dzwonić jak się pogorszy.
Kontakt z sanepidem jak wyżej, bez zmian – człowiek zadaje sobie pytanie po co oni są.
Jak poinformowaliśmy panią doktor o zaleceniach kąpieli w krochmalu, powiedziała, że ona spróbuje zapytać o nasz wynik. Do końca życia będziemy jej wdzięczni. Bo nie wiem co zrobiła, ale o 15 w poniedziałek 18.05 dzwoni do nas sanepid.
Pani poinformowała, że dostali telefon w sprawie naszej córki. Zapytała dlaczego na 112 nie dzwonimy.
Język niecenzuralny się pojawia – jak nie dzwonimy? Z temperaturą 40 stopni dostajemy zalecenia, to z 37,5 i krostkami na nogach ktoś się przejmie?
Zdaniem pań karetka powinna była przyjechać, ale nie przyjechała, wyników nadal nie ma. Zaczyna się gorączkowe szukanie wyników córki. Nie ma i nie będzie.
Decyzja sanepidu, że dziecko powinno zostać przebadane. Kierują nas (nie wiem dlaczego) do szpitala do Żor . Kazali nam jeszcze poinformować policję w Rybniku, żeby problemów nie było. Dzwonię, przedstawiłam się i informuję, że jesteśmy na kwarantannie, a musimy jechać z córką do szpitala na badania.
Oficer dyżurny KP w Rybniku odpowiedział, że mi nie wierzy, że mogę kłamać, każdy może zadzwonić, powiedzieć, że opuszcza kwarantannę. Stwierdził, że jak przyjedzie patrol to zrobi notatkę i będę się w sądzie tłumaczyć, dlaczego opuściłam kwarantannę. Nie zadał sobie trudu, żeby zapytać o co dokładnie chodzi.
Podziękowałam i się rozłączyłam. Co się wtedy czuje? Policja ponoć pomaga. Zero empatii i zrozumienia. Zanim wyjechaliśmy przyjechał patrol i ponownie zgłosiliśmy. O 16.00 byliśmy w Żorach przed izbą przyjęć.
Rozmowa z lekarzem przez telefon. Decyzja pani doktor, że poszuka naszych wyników, mamy poczekać w aucie. Czekaliśmy 2,5 h.
Ludzie na kwarantannie są jak kukułcze jaja, nikt ich nie chce, bo mogą zarażać. O 18.30 wchodzimy, pobierają wymaz mnie i córce, robią badania, o 21 mamy wyniki. Krew i mocz ok., posiewy za 5 dni, a test na covid dnia następnego tj. 19.05.
Podjęłam decyzję, że nie ma sensu zostawać w szpitalu – w wypisie: infekcja wirusowa i podejrzenie koronawirusa. Mamy kwarantannę, więc możemy czekać w domu, a nie w izolatce, zwłaszcza, że córka była żywa i kontaktowa. A jak wyjdzie plus to i tak czeka nas szpital jednoimienny.

Obejrzyj dokładnie

O 22 jesteśmy w domu, temperatura 37,2. Nadszedł 19.05, ostatni dzień kwarantanny (o my naiwni). Kontakt z sanepidem – jak z sympatią, która cie olewa – trudny i ciężki, do tego wyników nadal brak. Około 10 gorączka córeczce skacze do 37,5 (rano 36.6) i do godziny 14 mamy 38.4. Nadal jesteśmy bez wyników. Nie ma ich. Kwarantanna przedłużona do 2.06 i ponownie przyjedzie wymazobus.
Co się człowiekowi na usta ciśnie to każdy wie. Co to za instytucja, która gubi wyniki badań na chorobę zakaźną w czasach pandemii??!!. Odpowiedź pań, że przedłużą nam kwarantannę, testów nie ma i musimy mieć pobrany wymaz na nowo. Do cholery nikt za to nie odpowiada? Nikt nie ponosi odpowiedzialności za ten burdel? Przecież my jesteśmy żywymi ludźmi, którzy robią wszystko, żeby uzyskać pomoc, bo jesteśmy zostawienie sami sobie.
O 17.40 telefon ze szpitala, są wyniki. Ja mam wynik ujemny, ale nasza 2 letnia córeczka ma wynik dodatni.
Podejmujemy decyzję, że jedziemy do szpitala w Raciborzu. Pani doktor ze szpitala w Żorach, dzwoni do szpitala w Raciborzu, miejsce jest, tylko musimy dojechać. Myśl, dzięki bogu, ktoś nam pomoże.
Do sanepidu w Rybniku dzwoni szpital z Żor i szpital z Raciborza. Cud - telefon z sanepidu, z pytaniem o transport dla córki. Tłumaczenie, że nie ich wina, że testów nie ma. Karetka przyjechała po 21, córeczka została zabrana do szpitala jednoimiennego w Raciborzu. Wreszcie zostanie przebadana i otrzyma pomoc.
Ze strony sanepidu ani razu nie padło słowo przepraszam. Po co w ogóle Wy jesteście? Będąc na kwarantannie jesteśmy ludźmi 2 sortu. Ktoś powinien za to odpowiedzieć, że nasze pobrane wymazy przepadły i to wszystko tak długo trwało. System jest nieudolny i ludzie muszą sobie radzić sami. Dziękuję lekarzom z Raciborza i Żor. Gdyby nie lekarze z pasją nadal czekalibyśmy z córką w domu. Odpowiedzialnych brak._

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gościuwa
21 maja, 0:23, Gość:

Aż dreszcze przechodzą. Jak widać wszędzie taki sam syf. Nam zmieniono wyniki testów dwukrotnie po 2 i po 3 dniach... Od tej pory nie było pewności czy wynik negatywny dziś jutro będzie aktualny. Wyniki ginęły, były kręcone imiona pesele. Nie chcę wiedzieć jaki syf będzie na śląsku z tyloma zachorowaniami, jeśli w naszym województwie było ich tylko kilka dziennie. Koronę przeszliśmy lekko, zabawę z sanepidem bardzo ciężko ;/

O ludzie, jak można zmieniać kilka razy wynik testów?! Myślę, że do dziś nie możecie mieć pewności jak było naprawdę... To jest coś strasznego jak to wszystko funkcjonuje. Jestem już miesiąc po chorobie, a do dziś nie mam tego wyniku.... :(

G
Gość

Aż dreszcze przechodzą. Jak widać wszędzie taki sam syf. Nam zmieniono wyniki testów dwukrotnie po 2 i po 3 dniach... Od tej pory nie było pewności czy wynik negatywny dziś jutro będzie aktualny. Wyniki ginęły, były kręcone imiona pesele. Nie chcę wiedzieć jaki syf będzie na śląsku z tyloma zachorowaniami, jeśli w naszym województwie było ich tylko kilka dziennie. Koronę przeszliśmy lekko, zabawę z sanepidem bardzo ciężko ;/

G
Gość

O mój Boże, co za historia... Myślałam już, że nikt nie ma historii gorszej od mojej a jednak. Żeby nie chcieli pomóc dziecku z taką gorączką! Same problemy... Ja też chorowalam ponad dwa tygodnie na kwarantannie razem z mężem. Do dziś nie mam wyników wymazu a przebieg miałam dość ciężki jeśli chodzi o oddychanie. To prawda co pisze ta matka, rodziny górników na kwarantannie są traktowani jak tredowaci, niech zdechną, oby tylko nie zarazili innych. Kto odpowie za te wszystkie dramaty?!

G
Gość

gdybym nie znał podobny przypadek, pomyślał bym że matka-panikara. Jedno pewne, mamy na stanowiskach ludzi którzy dobrzy są gdy nie ma problemów. Morawiecki jak mechaniczna lalka wygaduje farmazony, macha rączkami niczym kurczaczek, ciągle dosypuje wirtualnych pieniędzy. A to kolejne , a to inne Inflanty podaruje, niczym Zagłoba!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3