Drzwi szeroko otwarte

Tomasz Kuczyński
Liverpool - Chelsea Londyn 1:3, Barcelona - Bayern Monachium 4:0

Mecze Liverpoolu z Chelsea są nazywane Bitwami o Anglię. Obie drużyny w różnych rozgrywkach w ciągu pięciu ostatnich sezonach spotykały się aż 22 razy (w sumie te zespoły rozegrały ze sobą, licząc już środowy mecz 155 spotkań!). Tym razem już po raz dziewiąty w ostatnich pięciu latach przyszło im walczyć w Lidze Mistrzów, w pierwszym pojedynku ćwierćfinałowym. Znajomość jak łyse konie, powoduje, że trudno jest zaskoczyć czymś rywala.

Jednak The Reds zaskoczyli już w szóstej minucie. Składną akcję całej drużyny zakończył strzałem Fernando Torres - 1:0! Chelsea nie padła na kolana i zaczęła się wielka gra. Didier Drogba zmarnował dwie świetne okazje, ale wyręczył go Branislav Ivanović, trafiając strzałem głową po rzucie rożnym. To był pierwszy gol serbskiego obrońcy dla londyńskiego klubu. 15 stycznia przeszedł z Lokomotiwu Moskwa za 9 mln funtów. Podpisał kontrakt z Chelsea na 3,5 roku.

Już na początku drugiej połowy znów bardzo dobrą sytuację miał Drogba, jednak Jammie Carragher wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Liverpool odpowiedział strzałem Torresa i znów mieliśmy akcję za akcję. Na 2:1 wyprowadził gości, ponownie głową po rogu... Ivanović! Jeśli miał to być as w rękawie gości, to udało się zaskoczyć starych, dobrych znajomych. Drogba nie chciał być gorszy i wreszcie też trafił. Na Anfield Road zrobiło się cicho... Liverpool do środy nie przegrał przecież pięciu ostatnich meczów z Chelsea u siebie.

Barcelona grała wczoraj z rywalem, z którym jeszcze nie wygrała w europejskich pucharach. Mecz na Camp Nou sędziował dobrze znany polskim kibicom z ubiegłorocznych mistrzostw Europy, Anglik Howard Webb. Najbardziej zestresowaną osobą na stadionie był ze pewnością trener Bawarczyków Juergen Klinssman, którego kibice Bayernu nie chcą już widzieć w Monachium. Stres trenera musiał wzrosnąć od pierwszych minut. Najpierw dobrej okazji nie wykorzystał Thierry Henry, jednak do siatki gości szybko trafił Lionel Messi, a potem Samuel Eto'o. Po dwunastu minutach było już 2:0! Deszcz lejący z nieba oznaczał łzy fanów niemieckiej drużyny. Po dwudziestu minutach na ławce zabrakło trenera "Barcy" Josepa Guardioli, który domagał się rzutu karnego. Sędzia Webb ukarał żółtą kartką Messiego (za symulowanie faulu), a szkoleniowca wysłał na trybuny.

Chwilę później bramkarz Bayernu Hans Joerg Butt musiał być opatrywany, po starciu z Henrym. Może lepiej byłoby dla niego, gdyby nie był już zdolny do gry, bo jeszcze przed przerwą dwa razy wyciągał piłkę z siatki. Podwyższył szalejący na murawie Messi, a czwartą bramkę zdobył Henry. Sędzia puścił grę mimo faulu na Messim (zgodnie z duchem gry), a francuski napastnik Barcelony przymierzył w długi róg - 4:0!

W drugiej połowie Barcelona nieco zwolniła tempo gry, Bayern miał nawet okazję na bramkę! Jednak przy takiej zaliczce przed rewanżem drzwi do półfinału Ligi Mistrzów są szeroko otwarte.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie