Dwa lata temu zmarł Kazimierz Kutz: Człowiek, który zbudował nowy śląski porządek

Marcin Zasada

Wideo

Udostępnij:
Wielki reżyser, mistrz w mówieniu, pisaniu, tłumaczeniu Śląska tym wszystkim, którzy nie rozumieli albo nie chcieli rozumieć. Wiemy, że chorował, wiemy, że miał swoje lata. Dwa lata temu, 18 grudnia 2018 r., straciliśmy najwybitniejszego Ślązaka od czasów Korfantego. Przypominamy tekst Marcina Zasady o tym wielkim Ślązaku.

Imię Kazimierz wywodzi się ze staropolskiego Kazimir i oryginalnie było zbitką słów „kazi” oraz „mir”. Kazić, czyli niszczyć. Mir to spokój. Było kilku Kazimierzów, którzy nasz spokój w różny sposób mącili. Kazimierz Wielki Śląsk oddał Czechom. Kazimierz Deyna nastrzelał trochę bramek Górnikowi Zabrze, a Kazik Staszewski drwił ze Ślązaków, śpiewając: „Jo jestem górnik z kopalni Bytom, ja się pytom, jak można zostać bandytą”. Naszym szczęściem było, że mieliśmy swojego Kazimierza. Kutza.

Naszego Pana Kazimierza, wielkiego reżysera, wielkiego Ślązaka, człowieka, który całą Polskę uczył Śląska.

Do szkoły, Ślązacy

Śląski Kazimierz niejednokrotnie za nic miał śląski porządek. Śląski Kazimierz swoich ziomków nazwał „dupowatymi” i tłukł im do głowy, żeby się uczyli, zamiast zjeżdżać na grubę zaraz po ukończeniu podstawówki. Tak, sam oczywiście świecił przykładem. Można zaryzykować tezę, że był pierwszym człowiekiem, który z Szopienic (urodził się 16 lutego 1929 roku w Szopienicach, które jeszcze nie były dzielnicą dzisiejszych Katowic), wyrwał się nie tylko na studia, ale i do wielkiej filmowej kariery.

Z drugiej strony jednak nigdy nie zapomniał skąd jest. Zaznaczał, że „reszta Polski może Ślązakom luft koło rzyci plompać”. Swoimi filmami zbudował nam obraz romantycznego Śląska, a jego mieszkańców przekonał, że są wyjątkowi, szlachetni i pełni cnót, których już nie ma.

Arcydziełem śląskiej literatury nazywał przy tym „Cholonka” Janoscha. Przypominamy, że w tej książce Ślązacy są obleśni i dwulicowi, a zajmują się głównie chlaniem i kopulowaniem.

Gdy kompletował obsadę do filmu „Śmierć jak kromka chleba”, wszystkim babom kazał wyjść, bo, jak stwierdził, „robi męski film”. Żonę nazywał kiedyś „Starą demokracją”. W „Paciorkach jednego różańca” Habryka mówi do Habrykowej, żeby szła spać, „bo baby, dzieci i ryby głosu nie mają”. Z drugiej strony, podkreślał, że śląski patriarchat to mit, głową śląskiej rodziny zawsze była kobieta i to ona rządziła domem, bez względu na to, jak wiele testosteronu miał mąż.

Jego filmy to nie tylko poważne fundamenty polskiej kinematografii („Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Paciorki jednego różańca”). Wiele należy do najbardziej komicznych w dziejach naszego kina (genialna scena z „Zawróconego: „Nazywom się Tumasz Siwek. Zamieszkały w Tychach, przy ulicy Rewolucji Październikowej pięć, mieszkania dwajścia trzi”), choć nigdy nie nakręcił komedii romantycznej.

Śląski wyrzut sumienia

Swoją karierę polityczną związał z Platformą Obywatelską, dla której zdobywał rekordowe poparcie w kraju. Ale gdy w spektakularny sposób się z nią rozstawał, ogłosił, że „PO nic dla Śląska nie zrobiła”. Ówczesny szef Platformy w regionie najpierw zdobył się na ciętą ripostę („Kutz ogląda Śląsk z okna pociągu”), ale potem nie wystawił przeciwko Kutzowi kontrkandydata w wyborach do Senatu.

Swoją drogą, Kutz - poseł i senator to jeden z niewielu, o ile nie jedyny, nasz parlamentarzysta, przy nazwisku którego zawsze można było wpisać coś więcej niż tylko hasło „polityk”. Jeden z niewielu, który skłaniał do dyskusji i wywoływał emocje. Bywał śląskim sumieniem, bywał też jego wyrzutem. Był wspaniałym rozmówcą, nawet gdy bywał ostry, radykalny, nieprzejednany, czasem nawet niesprawiedliwy w swoich sądach. Zmuszał do refleksji, do polemiki, do myślenia.

Kazimierz Kutz został pochowany w Katowicach na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza

Pogrzeb Kazimierza Kutza w Katowicach. Mistrz pochowany na c...

W ostatnich latach przed śmiercią Kutz usunął się w cień. Politykę pożegnał całkowicie bez żalu, za to z autentycznym rozczarowaniem, które sami często podzielaliśmy. Mieliśmy nadzieję, że doczeka do swoich 90. urodzin, do lutego. Niestety.

Oto był Kazimierz, który zdobył klucz do kajuty. W naszym sercu, oczywiście, że przywołamy, z właściwym Kutzowi humorem, film „Rejs”. Po blisko roku bez Kutza można powiedzieć, że straciliśmy kogoś takiego formatu, jakiego na Śląsku już nigdy nie będzie.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Naprawdę ta antypolska menda była największym Ślązakiem? To tylko mi was żal...

K
Kaz63

Fakt był wielki...co nie zmienia że na starość z swinil się pokochał POpaprancow i wrogów Ślązaków i Polski...

Dodaj ogłoszenie