Dwóch Ślązaków zginęło w katastrofie Airbusa na Atlantyku

Michał Wroński
Samolot A330
Samolot A330 airbus
Mieszkańcy Orzesza są w szoku. Mieszkający w tym mieście dwaj 32-latkowie - Piotr Sz. i Robert B. zginęli w poniedziałkowej katastrofie francuskiego airbusa 330 nad Atlantykiem.

Niewiele brakowało, by kolejnych dwóch mieszkańców tej gminy podzieliło ich los. - Razem z kolegą mieliśmy lecieć z nimi. W ostatniej chwili jednak odpuściliśmy. Prowadzę firmę i po prostu nie miałem czasu na taki wyjazd - opowiada załamany Dariusz Sz., brat tragicznie zmarłego Piotra. Jak dodaje podróże to była pasja najmłodszego wśród trójki rodzeństwa brata.

Razem z kolegą mieliśmy lecieć z nimi - przyznaje brat tragicznie zmarłego Piotra

- W tym roku chciał odwiedzić cztery kontynenty. W Stanach Zjednoczonych już był, miał już wizę do Australii - tłumaczy nam Dariusz Sz.

Oficjalnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie chce potwierdzić doniesień, że to właśnie mieszkańcy Orzesza są dwójką, pochodzących z Polski, ofiar poniedziałkowej katastrofy.

- Ze względu na dobro rodzin w takich sytuacjach nigdy nie udzielamy tego typu informacji - wyjaśnia Piotr Paszkowski, rzecznik prasowy resortu.

W Orzeszu nikt jednak nie potrzebuje oficjalnych komunikatów. Tutaj wszyscy się znają i wiadomość o tragedii już obiegła całą miejscowość. Obaj mężczyźni prowadzili prywatne przedsiębiorstwa handlowe. Nie byli wspólnikami, ale się przyjaźnili i razem wyjechali na wycieczkę do Rio. Mieszkający w Jaśkowicach (dzielnicy Orzesza) Piotr Sz. był wdowcem.

- Znałam go od dziecka. W ubiegłym roku zmarła mu żona. Jego córka ma zaledwie cztery lata. To, co się stało, to tragedia dla nas wszystkich - nie kryje żalu sąsiadka, pani Gertuda.
Robert B. z pobliskiej Zawady miał żonę i nastoletnią córkę. Prowadził kilka sklepów. Urząd Miasta jest w stałym kontakcie z konsulatem w Paryżu i liniami Air France. Podobno z obu stron są obietnice pomocy dla rodzin. Burmistrz Orzesza negocjuje, żeby jak najszybciej sprowadzić dla krewnych ofiar psychologów.
Przypomnijmy, że należący do linii Air France samolot Airbus 330 zaginął w nocy z niedzieli na poniedziałek podczas lotu z Rio de Janeiro do Paryża. Samolot nagle zniknął z radarów w momencie, gdy znajdował się około 640 kilometrów na północny-wschód od leżących u wybrzeży Brazylii wysp Fernando de Noronha. Na pokładzie było 228 pasażerów i członków załogi. Większość zaginionych stanowią podróżni z Francji, Brazylii i Niemiec.

Nadal nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy - najczęściej jest mowa o uderzeniu pioruna, lecz eksperci od transportu lotniczego uważają, że samoloty tej klasy są przygotowane na taką ewentualność. We wtorek jednostki brazylijskich sił zbrojnych znalazły fotele, kawałki blachy i plamę oleju na Atlantyku, wczoraj natrafiono również na spory kawałek kadłuba.

W rejon katastrofy wypłynęły już także okręty francuskiej marynarki. Do odnalezienia czarnej skrzynki, która pomoże w wyjaśnieniu przyczyn wypadku, Francja zamierza wykorzystać bezzałogową łódź podwodną, mogącą zejść na głębokość sześciu tysięcy metrów (eksperci oceniają, że czarne skrzynki mogą leżeć na głębokości trzech tysięcy metrów).

Dotrze ona na miejsce najwcześniej na początku przyszłego tygodnia. Czarne skrzynki przez trzydzieści dni nadają umożliwiający ich lokalizację sygnał.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie