Dyr. Robert Kleszcz: Kto ma prawo do tego, by takie małe dziecko umieszczać w takim zakładzie?

Robert Kleszcz
123rf
Udostępnij:
Raport fundacji "po DRUGIE", dotyczący m.in. zakładów poprawczych, wzbudził sporo kontrowersji. Mówi o tym Robert Kleszcz, dyrektor Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Zawierciu

Spore poruszenie wywołał u pana raport fundacji "po DRUGIE", o którym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu w "Magazynie Rodzinnym". Według niego co roku 60 nastolatek z ośrodków wychowawczych i poprawczaków zachodzi w ciążę i rodzi dzieci.
Ten raport jest mi znany, ponieważ już od dłuższego czasu podejmowano działania, by w jakiś sposób przedstawić dane na temat młodych matek, które rodzą w zakładach poprawczych. Odbywały się różnego rodzaju konferencje naukowe i spotkania z osobami, które są w tym środowisku i mają wiedzę na ten temat. Już wiosną zeszłego roku pytano mnie, jakie jest moje zdanie dotyczące możliwości pobytu matek z dziećmi w zakładach poprawczych. Właściwie wprosiłem się na konferencję organizowaną przez fundację "po DRUGIE" we wrześniu ubiegłego roku w Zakopanem. Jedno z moich wystąpień dotyczyło praktycznej oceny opieki i wychowywania dzieci przez nieletnie matki w warunkach zakładu poprawczego, a w trakcie tej konferencji przedstawiłem wszystkie moje uwagi dotyczące tego tematu, w tym negatywne strony pobytu dzieci w zakładzie poprawczym. Mówiłem również o zagrożeniach, podając konkretne przykłady. W raporcie słowo w słowo skopiowano moje wystąpienie z konferencji, a fundacja "po DRUGIE" przyjęła je jako swoje. Na dodatek te przykłady podałem w zupełnie innym kontekście. Mówiłem, że te dziewczyny są nieprzygotowane i mało odpowiedzialne. Same potrzebują pomocy i stanowią zagrożenie dla swoich dzieci. Nie ma tutaj mowy o instynkcie macierzyńskim. Trzeba poczekać, aż te dziewczyny dojrzeją, tymczasem fundacja podaje te przykłady w zupełnie innym kontekście, podkreślając, że takimi dziewczynami trzeba się opiekować w zakładzie, by mogły być później z dzieckiem. Pobyt takiego malucha w zakładzie poprawczym jest zagrożeniem dla jego zdrowia i życia. Mówi się dużo o nieletnich matkach, ale one nie trafiły do zakładu poprawczego za nic. Nie były to problemy z nauką czy demoralizacja, ponieważ te dziewczyny trafiły do zakładu poprawczego na podstawie wyroku sądowego za konkretny czyn karalny i to nie są jakieś drobne sprawy. Mówimy jednak o tych dziewczynach, a nie mówimy o ich dzieciach.

A co powinniśmy wiedzieć o możliwości ich pobytu w zakładzie poprawczym?
Przede wszystkim to, że przecież w normalnej rodzinie tworzy się warunki wręcz szpitalne i rodzice wyparzają butelki, by czasem nie pojawiły się jakieś bakterie. Zakład poprawczy to natomiast skupisko różnych zarazków i infekcji. Trafiają tu dziewczyny z różnego rodzaju chorobami, w tym choćby z chorobami wenerycznymi czy też chorobami skóry. Raz pojawiła się u nas wychowanka z prątkującą gruźlicą. Nikt nie myśli, jakie jest zagrożenie dla tego niemowlaka? Poza tym w 1997 roku, za czasów poprzedniego dyrektora, przeprowadzono u nas pewien eksperyment i pozwolono wychowance przebywać w zakładzie z dzieckiem. Z informacji, które mam od pracowników i z dokumentów, które są w placówce wynika, że obarczała ona obowiązkiem opieki nad dzieckiem wszystkie inne osoby, tylko nie siebie.
Jak to wówczas wyglądało?
Dzieckiem opiekowały się wychowanki i wychowawcy. Ta dziewczyna zostawiała swoje dziecko, które czekało, aż ktoś się nim zajmie i zaczynało płakać. Dochodziło do tego, że ta wychowanka w zamian za papierosa na godzinę "wydzierżawiała" swoje dziecko, jak lalkę. Teraz mamy w placówce trzy wychowanki, które są w ciąży. Same twierdzą, że nie chciałyby być ze swoim dzieckiem w zakładzie poprawczym, ponieważ widzą zagrożenia podczas pobytu w placówce.

Jakie?
W każdym zakładzie poprawczym - nie tylko w Zawierciu - mamy dziewczyny, które mają bardzo poważne zaburzenia osobowości i zaburzenia zachowania. Tak jak wspomniałem wcześniej, są również dziewczyny chore na różne choroby. Są wychowanki agresywne, które dokonywały poważnych przestępstw, a co roku trafia do nas ok. 30 proc. dziewcząt upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim bądź umiarkowanym. One są czasami zazdrosne jedna o drugą, kiedy stosujemy "indywidualizację oddziaływań edukacyjnych lub wychowawczych". Mówią wówczas, że niektóre z nich "wyróżniamy". Nie wiemy, jaka będzie reakcja tych dziewczyn na dziecko, które będzie płakało i przeszkadzało w spaniu albo dojdzie do tego, że dziewczyna z dzieckiem nie będzie wykonywała swoich obowiązków. Tę sytuację porównuje się do tego, co się dzieje w zakładach karnych, gdzie matki przebywają ze swoimi dziećmi nawet do 3. lub 4. roku życia. Czasem rodzą w tych zakładach.

Można to porównać?
Moim zdaniem, nie. Rozmawiałem z kierowniczkami takich oddziałów w zakładach karnych w Grudziądzu i Krzywańcu. Tam powstały niemalże oddziały szpitalne i tam więźniarki mają całodobową opiekę medyczną, a przede wszystkim w przypadku około 30 proc. tych dorosłych kobiet zakłady występują o pozbawienie władzy rodzicielskiej, ponieważ niewłaściwie zachowują się w stosunku do swoich dzieci. Dodajmy, że zakład poprawczy jest dla osób między 13. a 21. rokiem życia, które zostały tam skierowane wyrokiem sądowym. Kto ma jednak prawo do tego, by takie małe dziecko, które dopiero się urodziło, umieszczać w takim zakładzie? Przecież ono nie jest niczemu winne, tymczasem mówi się, że jest to robione dla dobra dziecka. Mamy wychowankę, która gdy miała 2 lata, została znaleziona na targowisku i prawdopodobnie jest dzieckiem Romów rumuńskich. Pomimo tego, że tak wcześnie została znaleziona i odizolowana, a później przebywała w rodzinie zastępczej, wciąż widoczne są u niej zachowania, które nabyła w pierwszym i drugim roku życia. Poza tym, nie oszukujmy się. Do zakładu poprawczego trafiają dziewczyny z różnych środowisk, gdzie mówi się w sposób wulgarny. Na zewnątrz wychowanki starają się być kulturalne, ale między sobą używają wulgaryzmów. Dziecko będzie tego słuchało i zamiast nauczyć się właściwych słów, zacznie przeklinać. Mówimy dużo o matkach, a co z ojcami? Nie ma on prawa mieszkać i żyć ze swoim dzieckiem? Jeżeli powinien, to czy w takich placówkach powinny żyć całe rodziny? Co, jeżeli mam taką wychowankę, której partner jest od niej o 30 lat starszy i prowadził melinę? Może powinienem go przyjąć do zakładu i jako rodzina żyliby razem na koszt państwa? Pojawia się wiele pytań.
Wróćmy jeszcze do raportu. Wychowanki rzeczywiście nie mają gdzie szukać pomocy?
Nie zgodzę się z tym, ponieważ prowadzimy wiele programów, podczas których przygotowujemy dziewczyny do pełnienia roli matki.

W jakich okolicznościach zachodzą w ciążę wychowanki zakładów poprawczych?
Różnie. Często są do nas doprowadzane w ciąży. Z trzech wychowanek, które są w ciąży, dwie zaszły w ciążę w czasie, gdy powinny wrócić do nas z urlopu, a trzecia - 19-latka - pojechała na święta Bożego Narodzenia i zaszła w ciążę. Tutaj, w zakładzie, nie mają możliwości, by zajść w ciążę, chociaż już gdzieś w internetowych komentarzach wyczytałem, że mogą przecież zrobić to z palaczem c.o. albo wychowawcą. To kompletna bzdura.

Ile dziewcząt urodziło dzieci w placówce w Zawierciu?
Od stycznia 2008 roku do września 2013 roku na 269 przebywających u nas dziewcząt urodziło 21, a tylko w trzech przypadkach maluch został skierowany do Domu Małego Dziecka. Nie jest jednak tak, że nikt się nimi nie interesował, ponieważ wychowawcy jeździli do nich wspólnie z matkami. Wszystkie po zwolnieniu z placówki odzyskały swoje dzieci. W dwóch przypadkach maluchy zostały przekazane do adopcji za zgodą matek. One wręcz chciały się pozbyć problemu. Na około 120 dziewcząt, które są obecnie w czterech zakładach poprawczych w całym kraju, u nas jest ich 56. To zatem ponad połowa i jak najbardziej jesteśmy grupą reprezentatywną. W ubiegłym roku nie mieliśmy ani jednej ciężarnej wychowanki i nie wiem, na jakiej podstawie mówi się o tym, że co roku 60 dziewcząt rodzi dzieci w zakładach poprawczych i ośrodkach wychowawczych. Mało tego, od stycznia 2010 roku do listopada 2013 roku we wszystkich placówkach w kraju łącznie przebywało 27 ciężarnych dziewcząt.

Wychowanki spodziewające się dziecka w zakładach poprawczych to problem?
To nie jest wielki problem społeczny, tylko marginalny. Jednostkowy. Jakie powinno być rozwiązanie? Miejskie Ośrodki Pomocy Społecznej i Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie muszą utworzyć mieszkania chronione, do których dziewczyna mogłaby iść ze swoim dzieckiem i tam mieszkać.
rozmawiał: patryk drabek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie