Dziesięć tysięcy kibiców obejrzało koszykarskie derby...

    Dziesięć tysięcy kibiców obejrzało koszykarskie derby Trójmiasta

    Paweł Durkiewicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Zwyciężyła koszykówka. Dokładnie 10 015 kibiców obejrzało w Ergo Arenie derby Trójmiasta pomiędzy Treflem Sopot a Asseco Prokomem Gdynia. Największa w historii polskiej ekstraklasy publiczność obejrzała niesamowity spektakl. Przez cztery kwarty nasze zespoły toczyły niesamowicie zacięty bój, a do rozstrzygnięcia kwestii zwycięstwa potrzebna była dogrywka. W niej zdecydowanie lepsi byli mistrzowie Polski, którzy wygrali ostatecznie 79:69.
    Tak ogromnego zainteresowania derbami nie spodziewał się nikt. Choć Pomorze, a zwłaszcza Trójmiasto, to od wielu lat prawdziwe zagłębie koszykówki na wysokim poziomie, wypełniona Ergo Arena podczas meczu rundy zasadniczej nie marzyła się chyba nikomu. Okazało się jednak, że pełen podtekstów pojedynek dwóch klubów wywodzących się z dawnego Prokomu Trefla wywołał wśród kibiców niesamowitą mobilizację. Jeszcze w zeszłą środę tuż przed rozpoczęciem przedsprzedaży biletów prezes Trefla Sopot Kazimierz Wierzbicki z ostrożnym optymizmem mówił o perspektywie pięcio- lub sześciotysięcznej publiczności.
    Gdy kasy zostały otwarte, wejściówki zaczęły rozchodzić się jak świeże bułeczki. Pierwszego dnia sprzedano 3500 biletów, a w piątek zarezerwowane było już 7500 miejsc. Stało się jasne, że ustanowiony zostanie nowy rekord frekwencji na ligowym meczu koszykówki w Polsce. Do tej pory największą widownię (ok. 6 tysięcy) przyciągały przed laty spotkania nieobecnego już w ekstraklasie Śląska Wrocław.
    Oba zespoły rozpoczęły z dużą nerwowością. Tremę szybciej opanowali gdynianie, wśród których szybko 5 punktów zdobył Jan-Hendrik Jagla, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 7:2. Gospodarze wzięli się jednak w garść, odpowiedzieli 8 kolejnymi "oczkami" i nie było już wątpliwości, że mecz przyniesie mnóstwo walki. Gdynianie od początku starali się ograniczyć poczynania rozgrywającego Trefla Giedriusa Gustasa. Litwin, który zazwyczaj dobrze prezentuje się w pierwszych kwartach, tym razem miał wyjątkowo mało miejsca w ataku i nie mógł odnaleźć swojego rytmu. W słabej dyspozycji był też drugi lider sopocian Filip Dylewicz. Trafiać musieli więc inni - niezłe wejście miał Lawrence Kinnard, a "trójką" zaskoczył nawet Dragan Ceranić.
    Jak przystało na derby, na boisku nie brakowało ostrej walki w parterze. Gra toczyła się wedle hasła "kosz za kosz", a żaden z rywalizujących zespołów nie mógł uzyskać większej przewagi. W Asseco Prokomie pod koniec drugiej kwarty świetny fragment zaliczył JR Giddens. W ciągu kilku minut niebywale skoczny Amerykanin zdobył aż 9 "oczek", był też aktywny na tablicach (do przerwy 5 zbiórek, w tym 3 w ataku). Dzięki jego zagraniom na przerwę goście schodzili z prowadzeniem 40:36. Problemem Trefla była skuteczność z dystansu. Zawodnicy trenera Karlisa Muiznieksa z uporem rzucali zza linii 6,75, trafiali jednak na niskiej skuteczności (4/16). Mimo to przed drugą połową wszystko było jeszcze możliwe.
    Trzecią partię lepiej rozpoczął Asseco Prokom. Celne rzuty z dystansu Jagli i Bobby'ego Browna pozwoliły gościom powiększyć różnicę w wyniku do 7 punktów (41:48 w 24. minucie). Sopocianie nie zamierzali się jednak poddawać. Zacieśniona obrona i kilka składnych ataków dały gospodarzom serię punktową 14:2. Znakomicie spisywali się w tym fragmencie twardo walczący po obu stronach parkietu Gustas i Marcin Stefański. Przed ostatnią częścią widowiska Trefl prowadził 55:52.
    Czwarta kwarta miała dramatyczny przebieg. Z każdą kolejną akcją widać było, jak w obu zespołach narastają nerwy. Obie strony miały ogromne problemy ze skutecznością i prostymi stratami. W jednej z kluczowych akcji Lorinza Harrington spudłował nawet spod samego kosza bez asysty jednego choćby obrońcy! W 38. minucie za piąty faul boisko musiał opuścić Gustas, dwa rzuty wolne pewnie trafił Brown, a na tablicy świetlnej pojawił się remis po 66. Już po chwili cała hala na stojąco dopingowała koszykarzy. Emocje sięgnęły zenitu na 28 sekund przed końcową syreną, gdy po wolnym Giddensa był remis 69:69, a Trefl miał do rozegrania decydującą akcję. O zwycięstwie Trefla mógł przesądzić Dylewicz, spudłował jednak z półdystansu. To oznaczało dogrywkę!
    Doliczony czas gry przebiegł pod zupełną dominacją Asseco Prokomu. Gdynianie z zimną krwią trafiali najważniejsze rzuty, bez żadnej odpowiedzi ze strony sopocian. Wyczerpani regulaminowymi 40 minutami gracze Muiznieksa nijak nie potrafili przełamać się i trafić w końcu do kosza. Próbowali Stefański, Harrington, czy Paweł Kikowski - wszyscy bez powodzenia. Wynik ustalił najlepszy gracz meczu, czyli Giddens. Gdynianie przełamali tym samym swoją czarną passę pięciu kolejnych porażek, z kolei Trefl zaliczył pierwszą ligową porażkę na własnym parkiecie.

    Trefl Sopot - Asseco Prokom Gdynia 69:79 (19:20, 17:20, 19:12, 14:17, dogrywka: 0:10)
    Trefl: Stefański 13, Gustas 12 (2), Kinnard 9 (1), Harrington 8 (2), Waczyński 8, Kikowski 7 (1), Ceranić 7, Dylewicz 4, Ljubotina 1, Hlebowicki 0.
    Asseco Prokom: Giddens 22 (1), Brown 21 (1), Jagla 8 (2), Ewing 7 (1), Szczotka 6, Widenow 5 (1), Hrycaniuk 5, Varda 3, Wilks 2, Kostrzewski 0, Łapeta 0, Witka 0.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo