Fatalny dreszczowiec

Jacek Sroka
GKS przegrał pierwszy finałowy mecz w Krakowie, choć jeszcze na 27 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry tyszanie prowadzili 4:2. Cracovia najpierw w dramatycznej końców-ce wyrównała, a następnie lepiej strzelała rzuty karne. "Pasy" prowadzą w play off 1:0, ale tytuł wywalczy drużyna, która wygra cztery spotkania. Kolejny pojedynek dziś pod Wawelem (19.15).

Mecz w Krakowie zaczął się znakomicie dla tyszan. Goście przetrzymali pierwsze ataki "Pasów" i w 9 minucie przeprowadzili szybką kontrę. Na strzał z dystansu zdecydował się rozgrywający swój 15. finał mistrzostw Polski z rzędu Sebastian Gonera, a lot krążka w ostatniej chwili zmienił stojący tuż przed bramką Mariusz Jakubik. Zaskoczeni takim obrotem sprawy gospodarze spuścili nieco z tonu, a gracze GKS poszli za ciosem i kilka minut później zdobyli drugiego gola. Tym razem w roli głównej wystąpił Frantisek Bakrlik. Czeski napastnik wygrał wznowienie w tercji Cracovii, a następnie sam objechał bramkę i uderzeniem z zerowego kąta umieścił krążek w siatce.

Krakowianom z szoku pomogli otrząsnąć się sędziowie, którzy pod koniec I tercji wysłali na ławkę kar dwóch zawodników GKS. Gospodarze wykorzystali podwójną przewagę i Marian Csorich po podaniu zza bramki Leszka Laszkiewicza na 13 sekund przed przerwą zdobył kontaktowego gola.

W drugiej odsłonie zdenerwowani na arbitrów tyszanie stanowczo zbyt często faulowali i aż pięciokrotnie wędrowali na ławkę kar. Konieczność gry przez pół tercji w osłabieniu kosztowała ich sporo sił i dlatego nie zdążyli zablokować Filipa Drzewieckiego, który trącił krążek po potężnym strzale Sebastiana Kowalówki i wyrównał myląc Arkadiusza Sobeckiego.

Przed III tercją obawialiśmy się o tyszan, którzy przecież dopiero w piątek zakończyli morderczą półfinałową rywalizację z Podhalem (Cracovia przez tydzień spokojnie przygotowywała się do finałowych zmagań). Goście zaczęli jednak znów grać mądrze i wystrzegać się fauli. GKS przetrzymał natarcie "Pasów", a następnie w ciągu 80 sek. zdobył dwa gole. Najpierw technicznym strzałem w okienko trafił Robin Bacul, który wrócił do drużyny po grypie, a następnie do siatki strzelił Adam Bagiński.

Cracovia wspierana dopingiem kibiców walczyła jednak do końca. Kontaktowego gola w ostatniej minucie zdobył Grzegorz Pasiut. Później "Pasy" wycofały bramkarza i Leszek Laszkiewicz 11 sekund przed końcową syreną doprowadził do remisu. Ten sam zawodnik jako jedyny wykorzystał rzut karny.

Cracovia 5 GKS Tychy 4

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie