Firmowe grzybobrania. A grzybek na zakąskę...

Magdalena Nowacka
A po grzybobraniu obowiązkowo ognisko. Było co zjeść, a czasem i wypić arc.
Bez tych wyjazdów nie mógł funkcjonować żaden porządny zakład w PRL-u. Firmowe grzybobrania były najlepszą i w zasadzie jedyną formą integracji załogi. Zbierało się spontanicznie, a przy okazji nie wylewało za kołnierz. Obecnie form wyjazdów integracyjnych jest mnóstwo. Ale czy lepsze? O tamtej i współczesnej integracji pisze Magda Nowacka

Na grzyby - w aromatów pełen las. Na grzyby - przed wyjazdem słuchaj sprawdźmy gaz. Weźmy czegoś parę kropel (...) Na grzyby - tu borowik, a tam dzik, wściekły na mnie... ech... pociągnijmy sobie łyk, nie musimy dużo łykać, by się przestać lękać dzika, bo gdyby, gdyby łyk większy to na lwy by (...) - piosenka z Kabaretu Starszych Panów jest wręcz idealną ilustracją ulubionej (i niegdyś praktycznie jedynej) formy integracji w zakładach pracy.

Zakładowe grzybobrania to także jeszcze jedna z wizytówek epoki PRL-u. To przez zakładowe grzybobranie w "Zmiennikach" Stanisława Barei główna bohaterka Kasia Piórecka (Ewa Błaszczyk), postanowiła rzucić pracę. Kasia pracowała jako kierowca żuka w Spółdzielczej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego im. Borów Tucholskich. Podczas zakładowej i mocno zakrapianej wycieczki na grzyby właśnie, kierownik Zdzisław Mroczkowski (Janusz Rewiński), próbował ją napastować. Była to tylko próba, gdyż zalany Mroczkowski mylił tylną część ciała syna szefa z pupą Kasi. Zdenerwowana dziewczyna uciekła z lasu, a całe mocno podchmielone towarzystwo miało problem z powrotem do domu

Scena filmowa doskonale oddaje klimat tamtych wypraw. Wyjeżdżało się wcześnie rano autobusem teoretycznie na grzyby, ale tak naprawdę była to też (jeśli nie przede wszystkim) okazja do wypicia. Brać robotnicza szła na grzybobranie, a kadra kierownicza miała jeszcze do dyspozycji bardziej "elitarną" formę imprezy, czyli polowanie. Taka subtelna różnica w korzystaniu z dóbr natury. Chociaż w większości i na grzybobranie jeździło się całym zakładem od szefa przez kierownika do zwykłego pracownika.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
- Jako dzieciak jeździłem na takie zakładowe wycieczki - wspomina Michał, mieszkaniec Rudy Śląskiej. - Większość moich wspomnień jest dość niecenzuralnych. Powiem tylko, że zakładowy autokar zawsze miał w luku bagażowym 1-2 beczki piwa i starczało to mniej więcej do godziny 16. Potem była karawana od knajpy do knajpy. Połowa ekipy jechała na grzyby, reszta czasem nawet do lasu nie dotarła - wspomina Michał.

Pani Teresa z Sosnowca też przypomina sobie, że jej ojciec wrócił z takiej wycieczki bardzo późno, a w koszyku miał... trzy grzyby. Pytany o powód tak późnego powrotu wyznał, że ponad godzinę szukali kolegi. Ten tymczasem smacznie spał (w stanie mocnego upojenia)... pod autobusem. Pytany dlaczego tam, mówił, że chciał się schronić przed słońcem.

Z zakładu energetycznego w Będzinie na grzybobrania jeździł Adam Koch. - To lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte - wspomina. Przyznaje, że śpiewy biesiadne i "przygotowanie" do zbiorów, poprzez doładowanie energii i animuszu dawką alkoholu w większości zaczynało się już na etapie wejścia do autokaru. - Jeździli wtedy wszyscy, tyle ile autokar zmieści. Byli pracownicy emeryci, aktualni z rodzinami. Oczywiście nie mogło zabraknąć biesiadnych śpiewów ze słynną "Szła dzieweczka do laseczka" - wspomina. Wielu "gubiło" się już na samym początku wejścia do lasu. O wskazówkach czy konkursach nie było wtedy mowy. - Oczywiście teoretycznie była rywalizacja, kto zbierze więcej, ale zwykle okazywało się na końcu, że wiele tych grzybów nie było, albo że większość miała ich po równo - wspomina pan Adam.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Podobne wspomnienia ma Józef Kapusta z Dąbrowy Górniczej. On też w latach 70. brał udział w zakładowym grzybobraniu z dąbrowskiego MZBM-u. - Byłem razem z synkiem. Ja za alkoholem nie patrzyłem, ale takich prawdziwych zbieraczy było wtedy mało. Więcej było "śmichów-chichów" niż poważnego szukania grzybów - przyznaje.

Obecnie grzybobranie, przez parę lat zarzucone, powraca. Ma jednak inną formę.

- Pamiętam jak byłem w latach PRL-u na grzybobraniu z zakładów metali lekkich, to najważniejsze dla większości było ognisko i biesiadowanie, zakrapiana alkoholem impreza - mówi Justyn Kołek, grzybiarz i grzyboznawca z Międzybrodzia Bialskiego.

- Taka wycieczka na luzie, nikt tam specjalnie nie przywiązywał wagi do samych grzybów. Ale od kilku lat jest inaczej - zapewnia.

Jako przykład podaje grzybobranie, które dla swoich pracowników organizowała pewna duża warszawska firma ubezpieczeniowa. Pan Justyn został zaproszony jako grzyboznawca.

- Rano eleganckie śniadanie w stylowej karczmie i dopiero o 9 wyjazd. Wszyscy podeszli do sprawy poważniej niż kiedyś i z dozą rywalizacji. Bo pojawiły się konkursy. Liczyła się już nie tylko ilość zebranych grzybów, ale i rodzaje. Były nawet nagrody i to nie byle jakie, bo na przykład laptop - opowiada.

Obecne grzybobrania połączone są często z wykładami grzybiarzy czy pokazami mistrzów kucharskich. Mają charakter festynu czy właśnie testów na "wydajność w pracy i umiejętność pracy w zespole".

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Alkohol nie jest mile widziany, bo pracownicy przy okazji niewinnej na pozór rozrywki poddawani są całkiem poważnym testom. Często na imprezy zapraszani są także aktorzy czy inne osoby. Przykładem są grzybobrania w Długosiodłach. W tym roku ma w nim wziąć udział np. aktorskie małżeństwo Katarzyna i Cezary Żakowie.

- Teoretycznie obecnie na tego typu wyjazdach kultura jest większa i dbanie o urozmaicenie samego zbierania. Ale są też i minusy - przyznaje pan Justyn. Bo grzybów coraz mniej. A wpływ mają na to poniekąd także sami grzybiarze.

- Alkohol na grzybobraniach oczywiście też się pojawia, ale to już częściej puszki piwa niż, jak kiedyś, butelki. I te puszki są beztrosko porzucane. Nie dość, że się długo rozkładają, to do gleby przenikają szkodliwe substancje, wykorzystane do ich produkcji. A to nie jest bez znaczenia - mówi pan Justyn.

- Oczywiście różnorodność propozycji jest ogromna, ale po latach przerwy grzybobranie jako forma integracji zakładowej powróciła - mówi Maciej Kubicki, szef poznańskiej firmy OKI- EVENT. - Dotyczy to osób w prze-dziale wiekowym od czterdzieści plus do 60. To są osoby, które zwykle nie mają ochoty ani też kondycji na bardziej ekstremalne imprezy - dodaje. Tu także jest miejsce na ognisko i biesiadę, ale mniej jest żywiołu, a więcej gotowego scenariusza.

Mimo to grzybobranie jako forma integracji zakładowej po prostu blednie wśród różnorodności form wyjazdów i wycieczek. Bardzo popularne są wyjazdy na paintball czy quady, wyprawy w góry, loty balonem, a na nawet rejsy żeglarskie. Popularne są imprezy tematyczne np. W dalekiej krainie Orientu - Bollywood, Prohibicja, Podróże kulinarne czy Off-roadowa jazda.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera
Szefowie firm traktują takie wyjazdy jako skuteczny sposób na poprawę motywacji wśród pracowników, rozładowanie napięcia oraz polepszenia integracji. Gorzej, gdy dochodzi do sytuacji, że pod pozorem zabawy testuje się pracowników.

- Na szczęście jest to rzadsze - mówi Joanna Kisiel, kulturoznawca i szefowa "Fabryki Przygód".

- Nie lubię takich imprez, bo ludzie wiedząc, że są obserwowani, zachowują się nienaturalnie i nie ma mowy o integracji. Już lepiej, kiedy coś nazwane jest szkoleniem, a tak naprawdę staje się zabawą. Nie jest dobrym pomysłem fundowanie drogich nagród podczas takich imprez. Ludzie zachowują się wtedy nieprzyjemnie i ociera się to o granice dobrego smaku - mówi pani Joanna.

Przyznaje, że wymagania pracowników co do takiej imprezy też się zmieniły. - Dlatego obecnie organizacja takich imprez wymaga dużej odpowiedzialności i... rozsądku. Tego ostatniego klientom często bowiem brakuje.

*Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Ja

Teraz w tym dzikim kraju,wybrańcy narodu jeżdżą służbowymi limuzynami na wycieczki,spotkania,rauty,a jak się zachowują to też pokazują.Polowania,bale i inne tego typu rozrywki za podatników pieniążki są dla karierowiczów zmieniających przynależność partyjną w zależności od słupków poparcia.W tym złym PRL-u dbano o robotnika bardziej niż w tej cudownej demokracji.

Dodaj ogłoszenie