Górnictwo. Karolina Baca-Pogorzelska: Ten film jest dla mnie dużym wyzwaniem i... pożegnaniem z branżą

Aleksandra Szatan
ARC
Rozmowa z Karoliną Bacą-Pogorzelską, dziennikarką zajmująca się branżą górniczą, która pracuje nad filmem o zmierzchu górnictwa. - Polska, która dziś jest największym producentem węgla kamiennego i drugim co do wielkości (po Rosji) w całej Europie siłą rzeczy jest punktem wyjścia do filmu - mówi.

Czy osobie, mówiącej o sobie, że „węgiel odmienia przez wszystkie przypadki” - ciężko było przystąpić do prac nad filmem, który ma udowodnić, że koniec węglowego świata już się zaczął i jest nieuchronny?

Oczywiście, że tak! Od 14 lat „wgryzałam” się w górnictwo praktycznie od zera, nigdy nie byłam specjalistą „zza biurka”. Weszłam w ten świat, zaprzyjaźniłam się z wieloma górnikami i mi zrozumienie tej zmieniającej się na naszych oczach rzeczywistości również zajęło sporo czasu. Ale ekonomia i fakty są nieubłagane. Nie da się w nieskończoność zaklinać rzeczywistości. Wiem, za chwilę padną argumenty: a bo Chiny nie odchodzą od węgla (nie jest to prawdą, bo zmniejszają znacznie budowę bloków węglowych), a bo tamci, a bo inni, a w ogóle Unia Europejska ze swoimi 11 proc. globalnej emisji CO2 wychodzi przed szereg. Tylko, że na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć jako pierwszy. Ten film jest dla mnie dużym wyzwaniem. Bo dla mnie on też jest takim swoistym pożegnaniem z branżą, choć oczywiście mówimy o węglu energetycznym, bo koksujący - baza do produkcji stali - na razie jest na liście surowców krytycznych UE. Wiele kopalń, w których już byłam, nie działa. I to ostatni dzwonek, by zrealizować ten dokument.

Pochodzisz z typowo górniczej rodziny? Co wpłynęło na twoje zainteresowanie kopalniami i każe ci tam wciąż wracać?

Mogłabym teraz opowiedzieć wersję dla prasy i wersję prawdziwą (śmiech). Ale odpowiem zgodnie z prawdą. Ja wcale nie interesowałam się kopalniami i węglem do 2007 roku. Faktycznie, urodziłam się w Jaworznie, mój pradziadek i mój dziadek byli górnikami w Bytomiu na Dymitrowie (dzisiejsza nieczynna kopalnia Centrum), ale dziadek dostał nakaz pracy w Jaworznie na Komunie Paryskiej (nieczynny od lat Jan Kanty) i... tyle. Żadnego z nich nie znałam. Pracowałam od 2003 r. w „Rzeczpospolitej” w dziale miejskim i po studiach nie było dla mnie etatu. Gdy chciałam odejść, ówczesny wicenaczelny Paweł Jabłoński i ówczesny szef działu ekonomicznego Piotr Buczek (pochodzący zresztą z Czechowic-Dziedzic) zaproponowali mi „działkę” węglową, bo na emeryturę przechodziła wieloletnia śląska korespondentka działu ekonomicznego Barbara Cieszewska. Miałam 24 godziny na decyzję. Powiedziałam „tak”. Nie żałuję.

Pamiętasz swój pierwszy zjazd pod ziemię?

Jak mało który z ponad 70 w działających kopalniach, nie tylko w Polsce. Oczywiście! To był Staszic przy ul. Karolinki (nomen omen) w Katowicach. Cztery godziny trwały dla mnie wieczność. Zgubiłam kalosza w muldzie, polubiłam myszy dowiadując się, że to one tam wówczas są, a nie szczury. Nie miałam łatwej przeprawy, chyba chcieli mi pokazać, że jest okropnie, żebym nigdy nie wracała. Ówczesna rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego i zresztą była dziennikarka, Edyta Tomaszewska, miała chyba niezły ubaw patrząc na mnie, gdy usiadłam na jakiejś rurze i powiedziałam, że dalej nie idę. Byłam jak ten osioł ze Shreka: „daleko jeszcze???”. A podczas wyjazdu na powierzchnię powiedziałam, że już rozumiem karczmy z piwem przy kopalniach. Jak piwo rzadko pijam, tak wtedy jego wizualizacja była niezwykła.

Tych anegdot i niespodziewanych sytuacji pewnie jeszcze by się nazbierało…

Mam za sobą kilka dziwnych sytuacji na dole. Oprócz wspomnianego już wyłączenia kombajnu raz wykoleiła mi się kolejka spągowa i mój wagonik wywaliło. Innym razem ktoś zafundował nam awaryjne hamowanie kolejki Scharf i oznaczało to pokonywanie niełatwej trasy piechotą (mi akurat się podobało). Jeszcze innym razem na pokładzie pode mną doszło do silnego wstrząsu, ale na szczęście nikomu nic się nie stało, za to na powierzchni szklanki z szafek wypadały.

A co było najgorsze?

Najgorsze jest relacjonowanie katastrof. Ciągle ktoś ginie. Na dole są twoi koledzy, ratownicy, na linii masz rodziny, bo po tylu latach w branży wiedzą, jak cię znaleźć. Zresztą ja nigdzie nie jestem anonimowa. 5 maja to dla mnie jeden z najtrudniejszych dni. 2011 rok, Krupiński, ginie jeden górnik i dwóch ratowników, którzy szli kolegom na pomoc. 2018 rok, Zofiówka, ginie 5 górników. Na żadną z akcji nie wysłała mnie moja ówczesna redakcja. To były moje decyzje. I w każdej sytuacji - obym już nigdy nie miała takiej okazji - postąpiłabym tak samo.

Ile razy spotykałaś się ze stwierdzeniem, że wchodzisz w męskie buty, a kopalnie to nie jest miejsce dla kobiet?

Tylko w początkowych latach. Najlepiej wspominam górnika w Bogdance, który na mój widok przeżegnał się i powiedział: w imię Ojca i Syna, k...a mać, baba na dole, to wypadek będzie. Zapewniam, że nie było. Ale innym razem na Wieczorku kombajnista podczas mojej wizyty najechał na jakiś kabel, odcięło zasilanie, jak przy wyrzucie metanu i w ówczesnym Katowickim Holdingu Węglowym - oczywiście żartem - usłyszałam, że więcej nie zjadę, póki nie odpracuję brakujących 900 ton (śmiech). O propozycjach mycia pleców to już mi się nawet mówić nie chce, chłopaki muszą coś nowszego wymyślić. Mocni są w grupie, ale jak w Silesii zapytałam z 10 lat temu, który ze mną idzie, to zapadła cisza.

Podkreślasz, że nasz węgiel, bez przenośni, można nazwać czarnym złotem, bo koszt jego wydobycia jest bardzo duży. Temat zamykania kopalń wywołuje wiele emocji, rozmawiasz o tym z górnikami. Ilu z nich tam naprawdę dopuszcza do siebie myśl, że to faktycznie może nastąpić?

Szczerze? Na moje oko jakieś 80 proc. nie przyjmuje tego do wiadomości, bo zawsze przecież jakoś się udawało to czy tamto przesunąć i ugrać. Tymczasem oni jak najszybciej powinni zrozumieć, że 2049 rok jako koniec wydobycia dla zaledwie 1/4 z dzisiejszych kopalń węgla energetycznego jest mocno na wyrost, bo ten koniec nastąpi znacznie wcześniej. I dobrze, by zaczęło to do nich naprawdę docierać, bo potem będzie tylko płacz i zgrzytanie zębów. No ale tu ktoś musi mieć jaja, by z nimi szczerze rozmawiać, a nie obiecywać gruszki na wierzbie. Tymczasem ostatnia umowa społeczna to porozumienie między rządem a związkowcami. Naprawdę myślisz, że te 80 tysięcy osób z kopalń węg

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie