Gruzja - szlakiem wina, cerkwi i herbacianych pól. Część I

Katarzyna Kasperek

Wideo

Udostępnij:
Gościnność i hojność, te dwie cechy Gruzinów ludzie najlepiej pamiętają odwiedzając Gruzję. Jednak dla mnie niezapomnianym prezentem tej ziemi jest widok niesamowitych gór i dolin, które nie oczekują niczego w zamian, dając swobodę i radość obcowania z naturą. Dolina Alazani to absolutnie wyróżniająca się część Gruzji z bogatą i bolesną historią, pracowitą ludnością, przepysznym winem i ucztami przy bogato zastawianych stołach - pisze Katarzyna Kasperek.

Przepięknie tkane z kolorowych nici dywany można tu kupić prosto od lokalnych wytwórców. Jest i Tbilisi, miasto iluzji, nietuzinkowa stolica, w której starszym mieszkańcom żyć jest coraz trudniej a młodsi jeszcze nie zarobili na będące w jej ofercie luksusy. Odbiorcą zatem tej iluzji staje się turysta, być może skory do jej pełnej akceptacji. Zapraszam do podróży po Gruzji, dziś w okolicach jej stolicy Tbilisi.

Tbilisi miasto z legendy opowiadającej królu marzącym o zamieszkaniu przy gorących żródłach

Historia tej legendy sięga V wieku. Pewnego dnia król Gruzji (ówczesnej Iberii) Vakhtang I Gorgasali polował w okolicach obecnego miasta Tbilisi. Jego sokół złapał bażanta, ale wraz ze swą ofiarą wpadł do gorącego źródła. Jeden ze sług króla wydobył na powierzchnię dwa martwe ptaki. Ten fakt zasmucił, ale też zaciekawił króla. Zaczął on wnikliwie badać właściwości znalezionych gorących źródeł.

Naturalne, ciepłe wody zafascynowały króla na tyle, ze postanowił wybudować tam stolicę. Tbili to po gruzińsku gorąca woda. Pomnik założyciela miasta znajdziemy przy kościele w Metechi. Król nigdy nie zobaczył stolicy swoich marzeń, gdyż zginął w 502 roku w twierdzy Ujarmna.

Dopiero w VI wieku stolicę z ówczesnej Mcchety przeniósł do Tbilisi następca Vakhtanga Gorgasala -Dachil. Ówczesne łaźnie były ważnym miejscem, wokół którego toczyło się życia miasta. Odbywały się w nich spotkania i istotne negocjacje. W XVII wieku w mieście pojawiły się perskie plemiona Seidi, ich potomkami były znane z relaksujących masaży sanitariuszki. W łaźniach tych również przyszłe teściowe badały kandydatki na przyszłe żony dla swoich synów.

Kiedy w 1921 roku armia radziecka najechała na Gruzję słowa z telegramu: „Sowiecka mgła wisi na Tbilisi” stały się zapowiedzią wielkich zniszczeń w tym mieście. Wraz z historycznymi budynkami i licznymi rezydencjami, zginęła także elita ówczesnej nauki, literatury i sztuki.

Rozszerzające się ulice, zwężają moją dusze! – tak brzmiały słowa słynnego gruzińskiego poety na widok postępującej urbanizacji miasta

Jeszcze w XIX wieku w Tbilisi dominowała ludność ormiańska. Szybko posuwająca się jednak urbanizacja tych terenów spowodowała masową migrację ludzi z zachodniej Gruzji. Tbilisi stało się wreszcie centrum Zakaukazia. Ale i w ramach wielkiego planu rozbudowy miasta, który powstał w 1930 roku, na skutek odbudowy zabytkowej części miasta i poszerzania dróg w stolicy, zniknęło bezpowrotnie dużo ciekawych budynków i charakterystycznych ulic. Warto wiedzieć co mówił o tym znamienity obywatel tego miasta i poeta, historyk gruziński loseb Grishashvili: „Rozszerzające się ulice, zwężają moją duszę!” (muzeum historii w Tblisisi nosi jego imię). W tym czasie również koryto rzeki Mtkvari zastąpiono betonowym deptakiem. Domy oddzielono do brzegów rzeki szerokimi drogami, obecnie mówi się, że rzeka traci bezpośredni kontakt z miastem i pozostaje samotnym strumieniem wody wśród strumieni pędzących pośpiesznie samochodów. Miasto zarówno traci jak i zyskuje na tych przebudowach.

Wszystkie zmiany w architekturze miasta: sieć szybkich, nowopowstałych wzdłuż rzeki, dróg, odsunięte od niej budynki mieszkalne, typowe domki budowane dla klasy robotniczej przez niemieckich jeńców w okresie drugiej wojny światowej, niskie i monotonne domki z czasów Chruszczowa, którymi zastąpiono pompatyczne budynki z czasów Stalina, ogromne współczesne osiedla wysokich bloków spotykają się w Tblisi. Nad nimi góruje zaś twierdza. Ciche obiekty sakralne kryją się po ulicach miasta. Próżno szukać oznaczeń zabytków i tras turystycznych. Tu nie ma ogromnych placów, na których koncentruje się życie miasta. Dlatego planując trasę warto mieć ze sobą dobry przewodnik turystyczny a także korzystać z nawigacji. Inaczej nigdy nie trafimy pod najbardziej znaną Wieżę Zegarową, która kryje w swoim wnętrzu, anioła ukazującego się w oknie zegara i uderzającego w dzwon by wybić pełną godzinę.

Aby zobaczyć panoramę miasta należy wjechać na punkt widokowy kolejką lub przespacerować się jednym z wiaduktów. Zdecydowanie polecam odwiedzić to miejsce również nocą, ale nie samotnie, nie zbaczając z głównych dróg uczęszczanych przez turystów.

Aktualnie główna atrakcją wypoczynkową w Tbilisi, poza zwiedzaniem i wyszukiwaniem lokalnych produktów na wielu ulicznych bazarach, jest korzystanie z kąpieli w łaźniach siarkowych. Głównym kompleksem łaźni są przyjemnie położone łaźnie królewskie, umiejscowione w dzielnicy Łaźni (Abanotubani). Tam też znajduje się orientalna Łaźnia Orberliani. Obiekt ten wyróżnia się wśród innych ceglanych łaźni, gdyż posiada fronton z błękitnych płytek z licznymi ornamentami. Kąpiel w tej łaźni to koszt około 70 PLN, ale istnieje wiele tańszych łaźni, w których znajdziemy ciekawe oferty. W łaźniach możemy nawet skorzystać ze śniegowego pokoju, w który panują iście polarne warunki. Bogactwo relaksu płynącego z kąpieli i saun jest szalenie kuszące. Z walorów tego naturalnego SPA korzystał również podróżnik Marco Polo czy rosyjski poeta Aleksander Puszkin.

Nadal w wielu ślepych zaułkach, między starymi domami zwanymi potocznie „włoskimi podwórkami” można zaznać rodzimego gruzińskiego życia. W te miejsca warto udać się z kimś kto zna język gruziński lub przynajmniej rosyjski. Ten ostatni jest popularny zwłaszcza wśród starszego pokolenia Gruzinów.

Spacer po szczycie Sololaki z widokiem na twierdzę Narikala i pomnik Matki Gruzji

Najpiękniejsze i najczęściej odwiedzane miejsce za dnia i nocą to wzgórze Sololaki. Przez nie przechodzi, oświetlona również nocą, promenada prowadząca do twierdzy Narikala. Można na nie dostać się czy to pieszo, czy też bardzo popularną kolejką linową rozpoczynającą swą drogę z prawego brzegu rzeki lub też tramwajem szynowym z przeciwnego brzegu. Promenada ta prowadzi prosto pod wodospad Leghvtakhevi. Nie sposób nie polecić tej wycieczki na rozpoczęcie przygody z miastem.

Ze wzgórza i twierdzy Narikala rozpościera się widok na starówkę, rzekę Mtkwari, przewieszone przez nią mosty i sieć dróg okalających miasto. Zaś po przeciwnej stronie rzeki, na wzniesieniu, znajdują się Katedra Cminda Sameba oraz Pałac Prezydencki. Wieczorem monumentalne budynki otoczone są plamami światła, podobnie jak sieć ścieżek i stanowią tło wieczornego pejzażu miasta. Ruchome kolorowe punkciki łodzi wolno przesuwają się po rzece wioząc, przy dźwiękach gruzińskiej muzyki, ucztujących turystów.

Najlepiej jednak mury samej twierdzy Nirkala widać z dołu, gdyż szlak turystycznych wędrówek prowadzi bezpośrednio pod jej murami. W IV wieku Persowie wznieśli w tym miejscu pierwszą budowlę obronną. Na przestrzeni wieków była ona zdobywana i niszczona. Wielokrotnie również odbudowywano ją i rozbudowywano. Do jej obecnego kształtu przyczyniła się jej rozbudowa przeprowadzona w VII-VIII wieku przez arabskich kalifów i w XII-XIII wieku przez Mongołów.

Kiedyś twierdzę Narikala nazywano Szurisciche (Twierdzą Zawiści) . Największą zawiść budziła podobno wśród mieszkańców Mcchety, pierwszej stolicy kraju.

Najciekawszą częścią twierdzy jest Wieża Stambulska - ogromny czworoboczny bastion. Na terenie twierdzy stoi cerkiew Św. Nikoloza.

Tu też spacerując przyjrzymy się z bliska pomnikowi Kartlis Deda (Matki Gruzji). Jest to pomnik kobiety trzymającej w jednej dłoni puchar wina, którym wita przyjeżdzających z pokojowymi zamiarami, zaś drugiej trzyma miecz przeznaczony dla najeźdźców i wrogów. Ten symbol ducha Gruzji gościnnego a zarazem walecznego na długo zachowam w swojej pamięci.

W licznych zaułkach promenady uliczni handlarza oferują zmęczonym turystom wyciskane świeżo soki, idealne na upał, którego doświadczymy w letnich miesiącach na wzgórzach. Z murów odważni turyści zjeżdżają kolejką tyrolską otoczeni przez tłum obserwatorów. Przewodnicy wskazują swym grupom kolejne zabytki. Słuchać w różnych językach słowa: Tu jest…, tu jest… Najwięcej ich pada w języku rosyjskim. Oczy ciekawych turystów błądzą w poszukiwaniu wskazywanych im punktów, tras i zabytków. Zakochane pary robią sobie zdjęcia z urzekającymi widokami, nie zważając na panujący w tym miejscu ruch.

Katedra Sioni z krzyżem św. Nino i zachwyt nad pięknem gruzińskich świątyń

Odwiedziłam ten najważniejszy obiekt sakralny Gruzji późnym popołudniem. Wejście do katedry zanurzone jest poniżej linii chodnika. Katedra ma piękny żółty odcień, który zawdzięcza tufowi wulkanicznemu, budulcowi pozyskanemu z terenów położnych blisko miasta Bolnis. Kopułę Katedry wzniósł królewicz Wachtanga VI, o czym wspomina napis na jej północnej ścianie. Kształt budowli zbliżony jest do krzyża i zwieńczony kopułą. Jest to bardzo charakterystyczne dla większości gruzińskich świątyń.

Trwały przygotowania do obrzędów. Pięknie jest w świątyniach gruzińskich, w których nadal głównym źródłem światła są zapalone świece. Kapłan powoli i z namaszczeniem rozpalał pogrążane w ciszy i mroku prezbiterium. Wierni zbliżali się do ołtarza by całować ikony i chylić przy nich swe głowy. Piękny zwyczaj dotykania ręką dzieł stworzonych przed wieki bez wywoływania zniecierpliwienia czy gniewu opiekujących się nimi wzbudził mój podziw. Z tego względu, część ikon narażonych na niszczenie pokrytych jest pleksi lub szkłem. Prawdopodobnie też z tego powodu na lewo od ikonostasu nie znajduje się już najcenniejsza relikwia Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego- Krzyż Świętej Nino, ale jego kopia. Oryginał znajduje się w świątyni, ale nie jest dostępny dla zwiedzających.

Wciąż widzę ludzi modlących się, klęczących z głową opartą o posadzkę, zapalających świece, dotykających krzyże, żegnających się przed ołtarzem, tkwiących w zadumie przed ikonami z ręką wyciągniętą ku świętym, ku którym ślą swe błagania.

Największy kościół prawosławny w Gruzji -Sobór Trójcy Świętej

Położony na wzgórzu Eliasza Sobór Trójcy Świętej to monumentalny i piękny obiekt, którego budowa zakończyła się całkiem niedawno bo w 2004 roku. Wzbudza respekt ogrom pracy włożony w wykończenie terenu. Piękne schody, lampy, ławki, alejki a nawet fontanny sprawiają bardziej wrażenie terenu spacerowego i punktu widokowego niż ogródka przykościelnego. To wszystko zanurzone w zieli cyprysów. Chciałabym móc ujrzeć to miejsce wypełnione pielgrzymami.

Atmosfera w kościele w niczym nie przypomina tej z Katedry Sioni. Jedenaście ołtarzy, nawa główna poszerzająca się w części centralnej i przestrzeń nowocześniejsza niż inne tego typu obiekty. Wszystko to obejmuje powierzchnię 5000 m².

Ponieważ bardzo cenie symetrię, zarówno wnętrze Katedry jak i jej ściana główna będąca trzykrotnym powieleniem frontowego portyku w lekkim tylko powiększeniu sugerują porządek współczesnego świata.

Moje wspomnienia z miasto pełnego iluzji, którym łatwo dać się uwieść, czyli kilka słów o tym, jak Tblisi mnie kocha

„Tbilisi Loves You” (ang. Tbilisi Cię kocha) - wszędobylska sieć internetowa podpowiada jak bardzo marketingowo traktuje się tu obecność turysty. Postanowiłam dać się zatem uwieść iluzjom tego miejsca i popróbować propozycji rzucanych mi przez pojawiające się okoliczności. Moje wspomnienia są kadrami różnych doświadczeń, przemyśleń i wspomnień z dwudniowej wizyty w stolicy. Oto niektóre z nich.

Wykonałam sobie zdjęcie z pawiem, pod siarkowym wodospadem Leghvtakhevi, położonym w sercu miasta, u stóp Narodowego Ogrodu Botanicznego Gruzji. To miejsce romantyczne, spacerowe i tętniące życiem. Wieczór zachęca do przejścia po pięknie oświetlonych drewnianych tarasach, a w ciągu dnia do odpoczynku w licznych kawiarenkach i punktach sprzedających świeżo wyciskane soki ze słodkich jak miód pomarańczy. Bawiłam się pod żelaznym drzewem przy punkcie wjazdu na kolejkę z oswojoną małpką.

Zobaczyłam nocą monumentalny podświetlony Most Pokoju wyglądający jak dmuchana konstrukcja unosząca się w gorącym powietrzu nad rzeką. Nade mną na granatowym niebie płynął lunaparkowy, świecący balon wynoszący turystów na wieczorną panoramę miasta. Zahipnotyzowały mnie tętniące życiem łodzie turystyczne oferujących przejażdżki po rzece. Ich kolorowe światła kładły się na tafli wody.

Słuchałam symfonii Beethovena wygrywanej przez pianistę na chodniku przed restauracją. Doświadczyłam uroku klubokawiarni z różnorodną muzyką i dostojnych gruzińskich uczt w lokalu z pokazami gruzińskiego tańca.

Pod Bazyliką Anczischati wrzuciłam kilka Larii w puszkę staruszki proszącej mnie o wsparcie. Przyglądałam się śpiącym na ławce pod supermarketem bezdomnym myśląc o biedzie jaka tu nadal panuje. Widok żebrzących pod większymi zabytkami miasta wpisuje się na stałe w moje wyobrażanie o życiu najbiedniejszych.

Po wjeździe na punkt widokowy zostałam zaskoczona przez grajków, którzy znienacka na akordeonie zagrali mój hymn narodowy. Wrzuciłam im drobne i z serca podziękowałam.

Szłam główną ulicą, która zamieniła się w opuszczony plac remontowy, nagle otoczyły mnie rusztowania, folie, dykty i miauczące koty. Chciałam zawrócić, ale okazało się że to jednak główna droga prowadząca do Wieży Zegarowej. Miałam wrażenie, że biegnąca dalej, odremontowana ulica Shavateli była ukradziona z innego świata i przeniesiona tutaj. Tam też anioł wyskoczył na moich oczach z zegara i uderzył kilka razy w dzwon.

Przeszłam się Aleją Rustawellego, najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta. Na niej znajduje się Muzeum Narodowe ze skarbcem archeologicznym. A w nim, piękne dekorowane kamieniami.

szlachetnymi bransolety, diademy i naszyjniki. Zainteresowały mnie przedmioty pochodzące z Kolchidy - historycznej krainy położnej w zachodniej Gruzji (VIII-III w p.n.e.). Przy tej alei znajduje się również Rosyjski Teatr Dramatyczny, którego nie udało mi się odwiedzić.

W podziemnym targowisku oddałam się zakupom lokalnych przypraw. Klimatyzowane, z muzyką, świetnie ubranymi i przeszkolonymi sprzedawcami przypominało mi stylizowany market w centrum Katowic.

Późną nocą zanurzyłam się w te same zaułki, były one gęste od mroku, wycofywałam się z nich w pośpiechu.

Zamówiłam taksówkę, której prowadzący nie znał nazwy mojego hotelu ani jego lokalizacji. Nie posiadał nawigacji i nie umiał słowa po angielsku. Prowadziłam go palcem przez ulice miasta nieudolnie tocząc jednocześnie konwersację po rosyjsku, którego nie używałam już przeszło 30 lat.

Powszechnie mówi się, że miasto to nabiera cech metropolii, że odnajduje się tu studiującą młodzież i pojawia coraz więcej turystów. Ci ostatni chętniej zostają tu na dłużej by oddychać jego atmosferą. Część odwiedzających nawet się tu zadamawia, popularne polskie artystki kabaretowe odnajdują tutaj nawet miłość swojego życia. Pomimo wielu iluzji i magii nocnego życia nie umiałam znaleźć w Tbilisi miejsca, w którym odczułabym realne, codzienne życie mieszkańców. Wszystko sprawiało wrażenie tymczasowego happeningu.

Biesiada w Kachetii (Kakheti) kolebce światowego wina

Na wschód od Tblisi rozciąga się dolina o ciepłym klimacie, którą wypełniają winnice położone na obszarze aż 225 km2. Krajobraz łagodnieje, miasta mają miłe dla oka starówki, obejścia domów zachęcającą do wizyt i ucztowania, wiele z domostw oferuje posiłki z winem domowym w fantastycznych cenach a szyldy zachęcając do zrobienia sobie solidnej przerwy w podróży.

Wino narodziło się w Kachetii. Tak właśnie sądzą Gruzini i trudno się im dziwić. Dodatkowo świadczą o tym pierwsze zidentyfikowane ślady świadomej produkcji wina. Absolutnie zdominowany kultem wina region Gruzji, doceniany za szczepy winne o najczystszych aromatach i największej głębi takie jak czerwona odmiana Saperavi (nazywana krwią olbrzymów). W regionie tym produkuje się aż dwie trzecie gruzińskich win. W 1846 roku niemiecki osadnik opublikował artykuł o winiarstwie w Gruzji doceniając znaczenie przechowywania tu wina w amforach zakopanych w ziemi zwanych Kwewri, uszczelnianych pszczelim woskiem. Kwewri to gliniana amfora (dzban), największe z nich z nich mogą mieć pojemność aż kilku tysięcy litrów. Dzięki tak przygotowanemu zacienionemu i chłodnemu miejscu wino ma odpowiednią temperaturę do fermentacji. W zależności od rodzaju wina jakie chce się uzyskać proces fermentacji trwa około 3-6 miesięcy. Z górnej części Kwewri pozyskuje się wino, zaś w dolnej osiadają wytłoki, z których dalej wyrabiana jest chacha – mocna, o zawartości alkoholu 40-80 procent, wódka.

Ludzie w Kachetii całkowicie pochłonięci są cyklem agrarnym, doceniają ciężką pracę swoich przodków koncentrującą się na otrzymaniu szczepów o szczególnym morelowo-brzoskwiniowym aromacie. Biesiadując z mieszkańcami tych rejonów często wznosi się toasty za plony i urodzaj. Bo plony tutaj oznaczają zyski a one pozwalają w kolejnych pokoleniach kontynuować tradycję produkcji rodzimego wina.

Biesiadowałam w rodzinnej winnicy położonej w rejonie Kachetii w mieście Gurjaani. Winnica wyróżnia się starymi, gruzińskimi tradycjami. Tutejsze wino wytwarzane jest w Kwewri, nie jest filtrowane i przetwarzane chemicznie. Stół w uginał się od ciężaru lokalnych przekąsek a między biesiadnikami rozstawiane były dwulitrowe dzbany wina. Młodzież musiała wręcz prosić o podanie wody do biesiady. Rozmawialiśmy o tym jak bardzo przeobrażał się ten region uważany za prezent od Bogów dla Gruzinów. Śledząc historię trudno uwierzyć w ten legendarny raj.

W średniowieczu, Kachetia położona była bardziej na zachód i odsunięta od rzeki Aragwii. Bardzo długi okres regiony Kachetii i sąsiadującej z nią Kartii ulegały wpływom Persji. Liczne powstania przerywały ten sielankowy okres a teren ten w rzeczywistości zawsze był nękany przez długotrwałe wojny i prześladowania. Na tych skutek wojen w XVII wieku dziesiątki tysięcy kachetskich chłopów zostało wygnanych do Persji. Duża część elit tych terenów była przetrzymywana w niewoli.

Bohaterem regionu, którego historie warto poznać jest panujący w latach 1605-1648 władca Kacheti , król Grzuzji Teimuraz I. Król był także poetą i tłumaczem poezji perskiej na język gruziński, gdyż wychowywał się na dworze perskiego szacha. Teirmuraz stracił, broniąc Kacheti, prawie wszystkich członków swojej rodziny, sam jako więzień przetrzymywany przez Persów dożył czcigodnego wieku. Przejmujące się wiersze, w których opłakuje los swoich najbliższych (szczególnie torturowanej matki) oraz ubolewa nad przyczyną nieszczęść własnych i swojego ludu.

Kosztując ciemnego jak noc Saperavi, dotykając historii krwi przelanej na tych terenach, doświadczamy walorów tej wolnej teraz ziemi i radości płynącej z możliwości handlu, prowadzonego przez lokalnych wytwórców. Znawcy twierdzą, ze mniej krwi a więcej lekkości i radości znajdziemy w winach Napareuli i Kindzmarauli, produkowanych u podnóży południowego Kaukazu. Polecam zakup tradycyjnie wytwarzanego wina jako pamiątkę z tych rejonów.

Nie przeocz

Niezapomniany widok na Równinę Alazańską z miasta twierdzy Signagi (Sighnaghi) kaukaskiego Carcasonne

Wiedziona opowieściami o najpiękniejszym mieście Alazani, w którym elewacje świeżo odnowionych budynków zdobią kwitnące pnącza, ażurowe balkony goszczą licznie kolorowe donice a na ulicach rozstawione są stragany z charakterystycznymi wzorzystymi dywanami, postanowiłam zatrzymać się na kawę w Signagi.

Jest to jedno z nielicznych miast, którego sama struktura nie została zmieniona, natomiast dokładnie zrekonstruowano tu większość obiektów. Część z odnowionych domostw stało się bazą turystyczno-noclegową dla odwiedzjących region winny. Tarasy przydomowe przekształcono w liczne punkty restauracyjne by podejmować przyjezdnych i oferować im cieszące oko miejsce na biesiadowanie w zielonych gąszczach kwitnących pelargonii i zarośniętych powojnikami altan. W mieście otwarto nowe banki a sala ślubów położona na samym rynku czynna jest całodobowo, podobnie jak urząd stanu cywilnego. Wiele par decyduje się na ceremonię w Signagi bo miejsce jest romantyczne, wieje tu często chłodna bryza, nawet wtedy gdy w wioskach Alazani panuje niemiłosierny upał. Okoliczne winnice stwarzają wspaniałe warunki do hucznych weselisk i kilkudniowych poprawin. Dlatego Signagi nazywane jest Miastem Miłości. Żałowałam szczerze, że nie zdecydowałam się na wybór noclegu w tym miejscu.

Z drugie strony wszyscy znają historię przeprowadzonych tu modernizacji, może mniej drastycznych niż te, które były wprowadzono w starszych dzielnicach Tblisi ale jednakowoż odgórnych. Miasto przez wielu oceniane jako miasto marzenie każdego Gruzińczyka, miasto wydmuszka, piękne na zewnątrz jednak ogołocone w środku.

W XVIII wieku król Erekle II założył miasto Signagi na trasie krzyżujących się szlaków podążających tędy karawan (centrum kupieckie Jedwabnego Szlaku). Z racji tego, że droga do miasta jest nadal takiej szerokości jak kiedyś, przejazd większym pojazdem jest prawie niemożliwy. Autobusy zwijają się na zakrętach ocierając o barierki balkonów okolicznych domów co mrozi krew w żyłach obserwatorów. Najlepszym kierowcom udaje się jednak dotrzeć do centrum.

Wokół miasta król Erekle II zbudował najdłuższy czterokilometrowy mur Gruzji, czyniąc z tego miejsca prawdziwą twierdzę. Mur jest główną atrakcją i przedłużeniem miejscowych tras spacerowych. Można nim przejść na całej jego długości (aktualnie trasa liczy 2,5 km) odpoczywając w okrągłych basztach lub na połączonych z nim u wejścia tarasach kawiarnianych. Z muru rozciąga się widok na Dolinę Shiraki zwaną również spichlerzem Gruzji. Dolina Shiraki i położna nieopadal Dolina Eldari są terenem pastewnym. Ze względu na to, że nawet zimą niezmiernie rzadko pada tu śnieg owce na pastwiskach mogą wypasać się tu całorocznie. Uprawny płaskowyż zachwyci każdego bez względu na porę roku.

Zatrzymuję się i podziwiam ręcznie tkane dywany, poduszki, kilimy i inne wyroby tekstylne wyplatane z nici w kolorach tęczy. Rozglądam się za pamiątkami w barwie świecącego tu słońca by zatrzymać w duszy klimat tego miejsca na dłużej.

Monastyr Bodbe- miejsce śmierci i pochówku Świętej Nino

Święta Nino (znana także jako Nina, Nona), patronka i apostołka Gruzji, której zasługą było nawrócenie Gruzji na chrześcijaństwo w IV wieku, była niewolnicą z Kapadocji sprzedaną władcy gruzińskiemu. Zasłużyła się dworowi uzdrowieniem żony władcy króla Iberii. Od tego czasu zaczęto ją postrzegać jako osobę posiadającą błogosławione moce i wierzyć jej objawieniom. Warto wiedzieć ze dla wierzących Święta Nino jest równa Apostołom i traktowana z niezmiernie dużą czcią. Tym bardziej zachęciło mnie to by odwiedzić miejsca jej pochówku- Monastyru Bodbe-położonego niedaleko Signagi.

To właśnie nad grobem Św. Nino król Miriam podjął decyzję o wzniesieniu niewielkiej kaplicy. W niej właśnie znajduje się ciało patronki Gruzji.

Monastyr Bodbe zachwyca położeniem. To miejsce ciche a sam grób znajduje się w bardzo wąskiej i niepozornej nawie kościoła, tak skromnej jak żywot samej świętej. Nad płytą nagrobka znajdziemy freski ukazujące obrazy z życia patronki, a na ścianie mały ołtarzyk z jej podobizną. Wnętrze oświetla światło płynące z niepozornego okna. To sprzyja kontemplacji jej prostego, lecz świętego życia. Dostałam zgodę na wykonanie kilku zdjęć w pomieszczeniu, w którym jest zakaz fotografowania. Polecam je Państwa uwadze w galerii artykułu.

W Tblisi i jego okolicach znajduje się kilka zabytków o wyjątkowym znaczeniu takich jak Monastyr Bodbe, Katedra Sioni czy Twierdza Narikala. Zachwycające meczety, synagogi i twierdze są rozrzucone po całej Gruzji, tworząc punkty ku którym spaceruje się, jedzie bądź wspina przemierzając wysokie góry. Do niektórych naprawdę trudno dotrzeć podczas krótkich podróży. Są centralną częścią krajobrazu tej ziemi, śladami jej wyjątkowej historii.

To właśnie w miastach doświadczymy najbardziej kontrastujących widoków. Nowoczesne budynki przeplatają się ze zrujnowanymi kamienicami, których ozdobą są często skrzypiące drewniane balkony, takie znajdziemy zarówno w Tbilisi jak i regionie Kachetii. Turyści podróżując szukają odpowiedzi na pytania o zachodzące tu przemiany dotyczące tego co jej służy a co odbiera jej piękna. W ostatecznej ocenie przewagę mają zawsze nasze osobiste odczucia związane z miejscem, ludźmi, kuchnią i zastaną tu kulturą.

Za tydzień podążymy drogą wojenną, doświadczymy piękna Kaukazu i odpoczniemy w nadmorskim kurorcie Batumi. Zapraszam serdecznie w podróż szlakiem cerkwi, wina.

Musisz to wiedzieć

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie