Haute couture po śląsku

Michał Smolorz
Udostępnij:
Niezmiennie mnie śmieszą groteskowe przebieranki polityków w tak zwane "stroje ludowe". Klasykiem tej błazenady jest poseł Mirosław Sekuła, który przy każdej okazji wdziewa kolorowe galoty i paraduje w nich po urzędowych korytarzach, ale nie brak innych podobnych mu hampelmannów - kiedyś specjalizował się w tym obecny prezes KZK GOP Roman Urbańczyk, gdy jeszcze był prezydentem Zabrza.

Pośród dam to samo - pani dziekan Wydziału Radia i Telewizji Krystyna Doktorowicz dała się nawet namalować w tym stroju przez Jerzego Dudę-Gracza (wianek wyjątkowo pasuje do jej osobowości), istnieje nawet kilka zdjęć śp. Krystyny Bochenek tak samo odzianej.

Wszystkie te korowody prezydentów, posłów, senatorów, ministrów są komiczne, bo na kilometr pachną propagandową cepeliadą. Ich ubiory są "ludowe" tylko z nazwy, bo większość powstała w blokach rysunkowych zawodowych kostiumografów za czasów sanacji, żaden "lud" ich nie nosi, co najwyżej zespoły folklorystyczne i uczestnicy procesji na Boże Ciało. Ludomanię wyśmiewał już sto lat temu Wyspiański w "Weselu" - drwiąc sobie z przyjaciela, czyli Pana Młodego, który odziany w chłopski uniform zach-wala jego zalety: "Pod spód więcej nic nie wdziewam i zrazu się lepiej miewam".

A jednak - choć rzecz zwykle wykpiwam - rozumiem taką potrzebę manifestacji regionalnej poprzez ubiór. Szczególnie dziś, gdy obnoszenie się ze śląskością stało się modne, ma ono swój wymiar polityczny, staje się deklaracją, niczym symbole religijne. Jednak oprócz odważnych, którzy kupują lub pożyczają cały ten "ludowy" uniform i decydują się pocić w ciężkich sukiennych tkaninach i wyszkrobionych koszulach, znalazłaby się z pewnością spora grupa chętnych do mniej spektakularnych demonstracji.

Skoro tak ochoczo zapatrujemy się na kulturę południowoniemieckich landów - z Bawarią na czele - to może warto podpatrzeć u nich kilka ciekawych rozwiązań z tej dziedziny. Oni też mają swoje bajkowe kostiumy, te skórzane spodnie do kolan, buty z wielkimi pomponami, strzeliste kapelusze i co tam jeszcze wymyślili projektanci ichniejszej cepelii. Ale wdziewają je tylko na wielkie fety; na pewno nikomu nie chciałoby się paradować w Tirolerhousach po urzędowych korytarzach i oficjalnych przyjęciach.

Do takich celów dawno zaprojektowali stroje codzienne, podobne do powszechnie znanych ubrań wyjściowych (garnitury, sukienki, garsonki), wyróżniające się jedynie detalami. Czasami są to charakterystycznie wykończone klapy marynarek lub choćby tylko guziki, symboliczne fartuszki dopinane do sukienek, rozpoznawalne koszule i bluzki, wyróżniające się hafty, a nawet biżuteria.
Czy któraś z naszych instytucji kultury - np. Muzeum Śląskie - nie mogłaby skrzyknąć grona uznanych projektantów mody i zadać im takie dzieło do opracowania? Niech każdy z nich poswojemu zaprojektuje taki codzienny strój współczesnego Górnoślązaka, który wyróżniać się będzie tylko szczegółami.

Muszą być one na tyle nietypowe, aby każdy od razu rozpoznał śląskość (tak jak wystarczy mała parzenica, aby każdy wiedział, że to góral tatrzański). Niech się projektanci wykażą inwencją, niech potem nadzorują szycie pokazowych egzemplarzy, a na koniec urządzą spektakularny pokaz nowej mody przy krzykliwym udziale mediów. Jeśli się to uda, pozostaje zachęcić producentów odzieży (mamy wszak Bytom) do wypuszczenia próbnych serii, a potem lansować je, aż chwycą.

Trzeba by początek sfinansować z wojewódzkich funduszy publicznych - ileż na to potrzeba, dwieście-trzysta tysięcy złotych? Wylaliśmy miliony na bezsensowne kampanie reklamowe województwa, może zamiast nich pod hasłem "promocja" zmieścić takie właśnie działania?
Wiem, u nas najtrudniej przekonać władze do pomysłów nietypowych, ale może teraz, gdy za "ochronę dziedzictwa" odpowiada polityk RAŚ-u (znany z niekonwencjonalnych metod aktywności w życiu publicznym), województwo dałoby się skusić na ten eksperyment ? Mielibyśmy swoją regionalną rewię "haute couture".

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
josem
te "trachty", które się nosi paracodziennie (tj. przy okazji wycieczki do Monachium albo Salzburga) a o których piszesz, to nie są niestety żadne trachty, żadne stroje ludowe. Polecam wycieczkę do dowolnego z wielu muzeów (Heimatmuseum) bawarskich lub tyrolskich. Noszą je praktycznie sami przyjezdni, całkowicie obcy. Krótkich lub 3/4 skórzanych spodni, koszuli w czerwoną kratkę czy dirndla z wieeeelkim dekoltem w takim muzeum nie znajdziesz. Wykreowały je, tak jak dokładnie pisze autor tekstu, bawarsko-tyroskie cepelie.
c
cirano
W Austrii, w Bawarii nosi się stroje ludowe (Trachty) i NA CODZIEŃ, Michale! My mieliśmy na Ślonsku i swoje piękne stroje i też były one na codzień noszone do chwili napływu Polaków. To pod naporem ich sarmackiej pseudokultury szydzącej z wszystkiego co nie polskie, powoli zrezygnowali Ślonzoki ze swych trachtów.
Dużo my stracili i durch tracymy. Tyn mezalians sie pieronym niy udoł!
Ś
Ślązaczka
Do dzieła! Jeśli Gorzelik podchwyci pomysł , to go zrealizuje ,bo On juz tak ma.
Dodaj ogłoszenie