Henryk Mercik: Pokażemy w Panteonie historię Górnego Śląska kulawą, użyto skalpela, a nawet piły do amputacji części historii

Teresa Semik-Orzech
Teresa Semik-Orzech
Henryk Mercik Lucyna Nenow / Polska Press
To ciągle da się naprawić. Mamy przecież do dyspozycji czyste dyski komputerów i nowe ekrany, na których te postaci będą prezentowane w przestrzeni katedry. Możemy załadować do tych komputerów to, co chcemy. Można przeprowadzić badania społeczne, rozesłać ankiety – mówi o Panteonie Górnośląskim dr inż. arch. Henryk Mercik, były członek zarządu województwa śląskiego, związany z Ruchem Autonomii Śląska, przewodniczący Śląskiej Partii Regionalnej.

Jak pan odbiera listę osób, które trafiły do „Leksykonu Panteonu Górnośląskiego”?

Lista jest zaskakująca i rozczarowująca. Rozumiem, że kluczem do jej stworzenia miało być ostatnie sto lat historii Górnego Śląska. Dlaczego zatem są na tej liście osoby, które żyły wcześniej? Niezrozumiałe jest również to, dlaczego sto lat ma dotyczyć tylko tej części Górnego Śląska, która po 1922 roku znalazła się w Polsce. Choć i w tym wypadku twórcom Panteonu Górnośląskiego zabrakło konsekwencji. Jak to zapowiadał abp Wiktor Skworc?

Mówił przed rokiem, podczas podpisywania umowy tworzącej nową instytucję kultury, że Panteon Górnośląski będzie „wielką szkołą uczenia się Śląska i o Śląsku”.

Tymczasem pokażemy Górny Śląsk bez jednej nogi. Użyto skalpela, a może nawet piły, do amputacji tej części historii. Każdy, z kim rozmawiam, mówi, że kogoś ważnego brakuje mu na tej liście. Nie widzą kompletności, ale też logiki. Śląsk był wielonarodowy, tu mieszkali także Niemcy.

Zobacz koniecznie

Kogo panu brakuje z tej „amputowanej” części Górnego Śląska?

Jeśli twórcy Panteonu Górnośląskiego założyli, że pokażą przede wszystkim osoby duchowne i lista ich jest bardzo długa, to dlaczego pominęli tak ważną postać dla historii regionu jak katolicki ksiądz Carl Ulitzka (1973-1953)? Do końca był wierny chrześcijańskim wartościom. Przewodniczył Katolickiej Partii Ludowej Górnego Śląska, odłamowi niemieckiej katolickiej partii Centrum. Opowiadał się raczej za autonomizacją Górnego Śląska. W czasie II wojny więziony w Dachau, a po wojnie współtworzył struktury niemieckiej partii CDU. Drugi ksiądz katolicki, którego na liście nie znalazłem, to Ludwig Skowronek. Też działacz społeczny i polityk partii Centrum, ale przede wszystkim autor słynnego modlitewnika „Droga do nieba”, w wersji niemieckiej i polskiej. Modlitewnik był we wszystkich śląskich, katolickich rodzinach.

Jest trzech ewangelickich pastorów: Karol Kulisz, Andrzej Wantuła, Karol Kubisz.

Niewielu. Bardzo brakuje mi Richarda Ernsta Wagnera ze Skoczowa. Był pastorem w Bielsku, znanym także ze swej pracy publicystycznej i historycznej, poświęconej ziemi bielskiej. Zginął w obozie pracy na Zgodzie w Świętochłowicach w sierpniu 1945 roku.

Przywołam jeszcze słowa metropolity katowickiego, abp Wiktora Skworca, który mówił, że Panteon Górnośląski „upamiętni najwybitniejsze postaci ostatniego stulecia, które tu żyły, tutaj przybyły z różnych kultur, różnych narodowości, ale pracowały dla dobra wspólnego naszej ziemi. Wszyscy jesteśmy dziedzicami ich pracy, czasem ofiary śmierci”.

Jeśli tak, to dlaczego pominięto polityka Eduarda Panta, działacza mniejszości niemieckiej w przedwojennych Katowicach, posła na Sejm Śląski i senatora RP? Był doktorem filozofii i dziennikarzem, antynazistą. Mówił, że lojalność wobec kraju, w którym przypadło Niemcom żyć, leży w niemieckiej naturze. To jest, moim zdaniem, postać fundamentalna. Nie da się niczym wytłumaczyć jego nieobecności w Panteonie. Podobnie jak polityka Michaela von Matuschki, starosty opolskiego, którego upadek zaczął się od odmowy wywieszenia flagi ze swastyką. On informował o KL Auschwitz m.in. episkopat niemiecki. Przebywał w Katowicach w czasie wojny. Został stracony w 1944 roku, bo powiązano go z zamachem na Hitlera. Nie wierzę, że ktoś, kto tworzył tę listę, nie wiedział o tych ważnych postaciach.

Może wiedział, ale ta lista ma być uhonorowaniem tych, „których życie, praca, a nieraz męczeńska śmierć zdecydowały o tym, że ta ziemia jest dzisiaj nieodłączną częścią polskiej państwowości”. A to jednak byli Niemcy.

I co, udało się twórcom Panteonu Górnośląskiego utrzymać tę zasadę?

Nie, bo mamy w „Leksykonie Panteonu Górnośląskiego” Niemki: Marię Luizę Merkert, Evę von Tiele-Winckler, Helenę Hoffmann i samą Jadwigę Śląską.

Nie da się opowiedzieć historii Górnego Śląska, nawet ostatnich stu lat, amputując jedną nogę, wymazując postaci, które wskazuję. Nie twierdzę, że należy przesadzać w jedną, czy drugą stronę, ale Panteon powinien być dla zacnych i prawych, niezależnie od tego, jakim posługiwali się językiem. Twórcy Panteonu wpadli we własną pułapkę. Stworzyli klucz, który nie tylko jest niedobry, ale też z którego sami nie korzystają. Jerzy Ziętek nie był Polakiem? A Kazimierz Kutz?

Czym podpadł twórcom Panteonu reżyser Kazimierz Kutz, że postanowili go pominąć? Bo nie chodził do kościoła?

Nieobecność Kutza w takim miejscu to błąd. Panteon powinien być dla tych, którzy tworzyli rzeczy wielkie i ważne. Kutz zrobił niezwykle wiele dla Śląska, dla jego promocji. Bez jego filmów większość ludzi w Polsce nie miałoby pojęcia o historii tej ziemi. Jest w Panteonie miejsce dla Dziewięciu z Wujka, a nie ma dla Kutza, który o ich walce opowiedział w filmie „Śmierć jak kromka chleba”.

Kogo jeszcze brakuje panu na tej liście spośród ludzi kultury?

Kompozytora Franza Waxmana, który dostał Oscara za muzykę do filmu „Bulwar Zachodzącego Słońca”. Urodził się w Królewskiej Hucie. Postać, moim zdaniem, ogromnego formatu. Brakuje mi pisarza Horsta Bienka z Gliwic, który uważał się za niemieckojęzycznego Ślązaka. Należy go docenić za gliwicką tetralogię, szczególnie „Pierwszą polkę” opowiadającą o zamachu na radiostację gliwicką, o początku wojny. Jest w kanonie literatury śląskiej i o Śląsku. Z czasów powojennych bardzo mi brakuje zabrzańskiego pisarza Stanisława Bieniasza, autora m.in. „Starego portfela”. Mam wrażenie, jakby twórcy Panteonu Górnośląskiego nie czytali o Śląsku.

Mnie brakuje Janoscha, bo jego „Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny” jest książką kultową.

Wśród twórców żyjących Janosch to absolutna gwiazda. Wprawdzie jest znanym antyklerykałem, ale ten klucz kościelny nie jest chyba taki całkiem ważny, skoro wśród wyróżnionych jest Karol Musioł, słynny Papa Musioł – twórca festiwalu opolskiego i działacz PZPR. Daleko było mu do kościoła.

Zadaje pan sobie pytanie, kto stworzył tę listę?

Tak, ale nie znam odpowiedzi. Gdyby nie publikacje „Dziennika Zachodniego", w ogóle nie poznałbym tej listy. Tego nie sposób zrozumieć, bo Panteon Górnośląski powstaje za publiczne pieniądze, więc wszystko powinno być transparentne. Każdy, kto weźmie do ręki „Leksykon Panteonu Górnośląskiego”, powinien poznać nazwiska osób, które zdecydowały o takim, nie innym doborze nazwisk. Przypomnę spór, który przed laty toczył się o ekspozycję w Muzeum Śląskim, ale nie sam spór jest teraz ważny. Wtedy dyrektor muzeum, Leszek Jodliński, powiedział jasno: to ja zdecydowałem o kształcie wystawy historycznej. Sytuacja była czytelna. A tu nie ma takich odważnych, którzy by wzięli odpowiedzialność za wskazanie najważniejszych Górnoślązaków. Nie wiadomo, kogo spytać, dlaczego na tej liście nie ma także profesora slawistyki Reinholda Olescha, który urodził się w Katowicach i zajmował śląskimi dialektami. Sam uważał je za swój język ojczysty. Nie ma pisarza Augusta Scholtisa, a spośród sportowców Ernesta Wilimowskiego, który strzelał gole dla II RP i III Rzeszy, ale to postać w sporcie wybitna.

Może autorzy wystraszyli się swojej pracy i dlatego działają skrycie?

Być może już wiedzą, że okulawili historię Górnego Śląska i stąd to milczenie.

O Panteonie Górnośląskim mówiono z pół dekady temu, kiedy był pan wicemarszałkiem województwa śląskiego, odpowiedzialnym również za kulturę. Co wtedy stanęło na przeszkodzie abp. Skworcowi?

Brak pieniędzy, żeby w ogóle podejmować taki temat. Sądziłem, że przynajmniej rozpocznie się debata w gronie naukowców. O niczym takim nie słyszałem, wszystko odbyło się za szczelnie zamkniętymi drzwiami. Chcę jednak podkreślić, że nigdy nie negowałem tego pomysłu. Biskup ma pełne prawo dbać o właściwe wykorzystanie katedry. Jednak Panteon Górnośląski to jest instytucja kultury marszałka śląskiego.

Jako architekt, jak pan ocenia pomysł ulokowania wystawy multimedialnej w piwnicach katowickiej katedry?

Od początku było jasne, że nikt nie będzie gromadził artefaktów. Wystawę zobaczymy na ekranach telewizorów. Nie lubię tego typu opowiadania historii. Jeśli mamy przedmioty historyczne, to one dużo lepiej działają na wyobraźnię. Sprawiają, że nie da się tej opowieści zmienić. Komputer da się przeprogramować i telewizor pokaże to, co chcemy. Przypomnę dyskusję o gilotynie na wystawie w Muzeum Śląskim. Ten przedmiot historyczny opowiada tak, że nie da się jego opowieści zmienić. Oczywiście, żyjemy w czasach, w których wystawy multimedialne będą powstawać.

Wciąż szukamy na Śląsku tego, co nas dzieli, a może zacznijmy szukać dróg, które prowadza nas w tę samą stronę?

Nie może to być droga, którą wybrali twórcy Panteonu, bo sami się pogubili. Stworzyli klucz do opowiadania o Górnym Śląsku, który do niczego nie pasuje. Bo to jest klucz do niczego. On jest podwójny: nacjonalistyczny, a z drugiej strony – mocno kościelny.

Nie przeocz

„Leksykonu Panteonu Górnośląskiego” już nie da się poprawić. Opasła księga trafi pewnie do niektórych czytelników, ale może żyć niezależnie od wystawy w katowickiej katedrze. Wystawę da się jeszcze przemodelować, jest na to ponad rok. Od czego jej twórcy musieliby zacząć?

Od stworzenia nowego do niej klucza. Powinni to zrobić historycy, ale nie historycy kościelni. Powinni to zrobić również w oparciu o uczciwe konsultacje społeczne. Należy zapytać Górnoślązaków, którzy żyją tu i teraz, co oni o tym myślą?

Abp Skworc obiecywał dwa lata temu: „Liczymy też na środki masowego przekazu, że nam pomogą w skompletowaniu tej grupy osób, która ma być eksponowana. Chcemy, żeby mieszkańcy regionu wskazali, kogo by tam widzieli”. Nic takiego się nie wydarzyło.

To ciągle da się naprawić. Mamy przecież do dyspozycji czyste dyski komputerów i nowe ekrany, na których te postaci będą prezentowane w przestrzeni katedry. Możemy załadować do tych komputerów to, co chcemy. Można przeprowadzić badania społeczne, rozesłać ankiety. Jestem spokojny o wynik tych badań. Ci, którzy są zainteresowani, na pewno zabiorą głos. „Dziennik Zachodni" swego czasu już taki plebiscyt prowadził i tworzył listę wielkich Ślązaków. Czas usiąść do rozmów.

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Znamy nową listę obostrzeń

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Henryk Mościbrodzki

Panie Henryku, masz Pan historyczną szanse pokazania pozostałej części Rzeczypospolitej Polskiej, że Śląsk nie jest [wulgaryzm]WATY ... i coś się też temu Śląskowi należy od Rzeczypospolitej Polskiej. 🤔

Czy Pan skorzysta z tej szansy?

F
Francek z Kosciuszki
29 marca, 08:51, eko-park:

Historii nie powinniśmy się wstydzić, a wszędzie pokazywać. To tak jakby wstydzić się takich części miasta jak ławki i kosze. Wszystko ma swoje miejsce.

A jako historia mosz na mysli? Ta, kero nom napisali polscy okupanci w 1922 i 1945 - abo ta prawdziwo naszo slonsko?

e
eko-park

Historii nie powinniśmy się wstydzić, a wszędzie pokazywać. To tak jakby wstydzić się takich części miasta jak ławki i kosze. Wszystko ma swoje miejsce.

Dodaj ogłoszenie