Himalaje za pieniądze ze zrzutki? Czemu nie?

Michał Wroński
Himalaiści chcą znaleźć sponsorów w internecie, ale w zamian za wsparcie proponują m.in. wspólną wspinaczkę w Tatrach
Himalaiści chcą znaleźć sponsorów w internecie, ale w zamian za wsparcie proponują m.in. wspólną wspinaczkę w Tatrach arc. prywatne
Polskim alpinistom marzy się nowa droga na Annapurnie IV oraz zimowe wejście na Nanga Parbat. Liczą na datki od internautów.

W złotej erze polskiego himalaizmu pieniądze na wyprawy „organizowało się”, malując kominy zakładów przemysłowych, bądź sprzedając w Nepalu z wielokrotnym przebiciem przywiezione z Polski towary (od sprzętu biwakowego po artykuły AGD i kryształy). Dziś poszukujący funduszy alpiniści coraz częściej stawiają na media społecznościowe oraz crowdfunding, czyli publiczną zbiórkę pieniędzy.

Przed rokiem tak właśnie w iście ekspresowym tempie (w ciągu 2 godzin) brakujące 15 tys. zł na udział w ekspedycji na Kanczendzongę zebrał Adam Bielecki, najbardziej znany polski himalaista młodego pokolenia. Obecnie w ten sam sposób chcą uzupełnić budżet trzy inne zespoły - dwa planują zaatakować zimą niepokonany jeszcze o tej porze roku ośmiotysięcznik Nanga Parbat, trzeci natomiast przymierza się do pierwszego w historii przejścia południowo-zachodniego filara Annapurny IV. Moment dla takiej zbiórki jest dobry - w kinach króluje film „Everest” i choć akurat opowiadana w nim historia nie miała happy endu, to jednak na pewno obraz ów sprawił, że temat himalaizmu znowu mocniej zaistniał w przestrzeni publicznej.

Próbowali Anglici i Czesi. Do trzech razy sztuka?

W wyprawie na Annapurnę IV (7525 m n.p.m.) bierze udział Janusz Gołąb, Michał Król i Marcin „Yeti” Tomaszewski. Cała trójka to pierwsza liga polskich wspinaczy, mająca w swym dorobku prestiżowe przejścia sportowe w górach całego świata. Mieszkający w Gliwicach Janusz Gołąb przez wielu uważany jest za najlepszego wspinacza w Polsce. Kiedyś należał do słynnego gliwickiego „Drem Teamu”. W marcu 2012 roku wspólnie z Adamem Bieleckim dokonał pierwszego zimowego wejścia na Gasherbrum I (8068 m n.p.m.) w Karakorum. Przed rokiem stanął na owianym złą sławą K2.

Tym, co Polaków ciągnie na Annapurnę IV, jest 2,5-kilometrowy filar. Do tej pory tylko dwie wyprawy próbowały go pokonać. Bez sukcesu. Anglicy z powodu zbyt nisko położonej bazy praktycznie nic nie wskórali. Czesi przeszli 600 metrów, ale i oni musieli się wycofać.

- To jest wysokiej rangi cel sportowy. Już dawno żaden polski zespół nie porywał się na coś podobnego - tłumaczy Janusz Gołąb.

Jak wyjaśnia, polski zespół chce przejść drogę w tzw. stylu alpejskim, czyli bez wcześniejszego zakładania na nim obozów i poręczowania drogi podejścia. Atak miałby zająć 6 dni, cała ekspedycja - ze względu na konieczność odpowiedniej aklimatyzacji do działania na dużych wysokościach - ponad miesiąc.

W nagrodę za datek można dostać kawałek liny

Choć wyprawa wspierana jest przez Polski Związek Alpinizmu, to jej budżet nie został jeszcze dopięty. Himalaiści szukają więc różnych sposobów na pozyskanie pieniędzy - jednym z nich jest prowadzona za pośrednictwem portalu „Polak Potrafi” zbiórka publiczna (można ją znaleźć pod hasłem „Polish Annapurna IV Expedition 2015”).
W zamian za wsparcie alpiniści oferują dość osobliwe nagrody. m.in. kawałek liny, która posłuży do wspinaczki na Annapurnie, czekan, z którym Janusz Gołąb zdobył K2, konsultację przy wyborze sprzętu, zaproszenie na trening wspinaczki prowadzony przez jednego z uczestników wyprawy, bądź wspólne wspinanie w Jurze lub w Tatrach.

Zbiórka prowadzona będzie do 8 października. Aby zakończyła się sukcesem, trzeba jednak zebrać co najmniej taką kwotę, o jaką na wspominanym portalu proszą alpiniści (jeśli będzie mniejsza, to pieniądze wracają do darczyńców).

Dokładnie ten sam mechanizm (wszystko albo nic) działa w przypadku zbiórek, które ogłosiły ekipy przymierzające się do próby zimowego ataku na Nanga Parbat. Jednej przewodzi Tomasz Mackiewicz, drugiej Marek Klonowski (obaj panowie w minionych latach kilka razy wspólnie próbowali wejść zimą na ten ośmiotysięcznik). Proszą o datki, gdyż sami nie są w stanie odłożyć na wyprawę w Karakorum

- Dziobek tyra w Rajchu (...), Klonu robi w Irlandii jako elektryk (...), Dziku w korporacji się męczy (...), Tomek też w Irlandii w chłodniach tony przewala - tak przedstawiają się członkowie jednej z wypraw.

Pomnik też ze zbiórki

W dużej mierze dzięki zbiórce publicznej udało się zebrać pieniądze na pomnik ku czci tragicznie zmarłych alpinistów z Klubu Wysokogórskiego w Katowicach.

Obelisk jeszcze tej jesieni zostanie odsłonięty w katowickim Parku Kościuszki (w pobliżu kościoła pw. Świętego Michała Archanioła). Znajdą się na nim wyrzeźbione w kamiennych blokach podobizny ośmiu alpinistów związanych z tutejszym KW, którzy zostali w górach na zawsze: Henryka Furmanika, Andrzeja Hartmana, Rafała Chołdy, Jana Nowaka, Mirosława „Falco” Dąsala, Jerzego Kukuczki, Artura Hajzera oraz Tomasza Kowalskiego.

Zbiórka pieniędzy na ten pomnik prowadzona była jesienią ubiegłego roku przez członków Klubu Wysokogórskiego Katowice oraz niezrzeszonych sympatyków ze śląskiego środowiska ludzi gór za pośrednictwem portalu „Polak Potrafi”. W jej promocję zaangażowali się znani alpiniści - Artur Małek, Janusz Majer, Ignacy „Walek” Nendza i Janusz Gołąb. Akcję poparły także Martyna Wojciechowska i Kinga Baranowska. Zbiórka zakończyła się sukcesem. Inicjatywę wsparło 362 darczyńców, ofiarowując w sumie ponad 40 tysięcy zł.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie