W grudniu „Gazeta Wyborcza” podała, że Martyna Wojciechowska, jedna z „asystentek” prezesa NBP, a formalnie dyrektor departamentu komunikacji i promocji, zarabia wraz z dodatkami ok. 65 tys. zł miesięcznie. Wojciechowska, która w NBP pracuje od ponad 10 lat, ukończyła filologię rosyjsko-ukraińską oraz podyplomowe dziennikarstwo. W przeszłości była m.in. radną sejmiku mazowieckiego PiS. Jej zarobki zszokowały opinię publiczną. Oburzenia nie kryją też politycy PiS.

CZYTAJ TEŻ | KAMILA SUKIENNIK I MARTYNA WOJCIECHOWSKA Z NBP W CENTRUM POLITYCZNEJ BURZY. GLAPIŃSKI O GOWINIE: NIECH WEŹMIE PRYSZNIC I SIĘ NIE WYPOWIADA

Jak się okazało w trakcie środowej konferencji prasowej w NBP zarobki Wojciechowskiej są niższe. Jednak konkretne liczby nie padły. - Pani dyrektora Martyna Wojciechowska może być w grupie osób trochę lepiej zarabiających niż przeciętnie - przekonywała Ewa Raczko, zastępca dyrektora departamentu kadr NBP. Przeciętne wynagrodzenie brutto na stanowisku dyrektora w NBP (ustalone w oparciu o PIT) wyniosło w 2018 roku 36 308 zł i było o dwa tysiące złotych niższe niż jeszcze w 2014 roku.

W tym roku PIT od pracodawcy inaczej. Płatnicy muszą go złożyć do urzędu do końca stycznia. A kiedy dostarczyć pracownikowi?Kliknij po prostu w ten tekst, a dowiesz się wszystkiego.

- Miesięczne wynagrodzenie całkowite w kwocie 60 tys. zł przekroczył tylko jeden z dyrektorów w NBP i miało to miejsce w czasie kadencji prezesa Marka Belki - podkreśliła Raczko. - NBP od lat kształtuje swoje wynagrodzenia analizując poziom płac w sektorze bankowym - dodała, zaznaczając przy tym, że pensje pracowników nie są finansowane ze środków budżetu państwa.

Opozycja domaga się ujawnienia dokładnych zarobków pracowników NBP. Posłowie opozycji przygotowali w tej sprawie projekt ustawy. Chcą, by ustawa została przyjęta na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Co ciekawe, PiS nie wyklucza, że poprze ten pomysł.

POLECAMY: