MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Imperial Sin „Reality Denied” [recenzja] – inaczej, czyli lepiej. Siłą tej płyty jest jej różnorodność i wielowymiarowość

Paweł Kurczonek
Paweł Kurczonek
"Reality Denied" jastrzębskiej grupy Imperial Sin - okładka płyty
"Reality Denied" jastrzębskiej grupy Imperial Sin - okładka płyty Marcin Halerz / materiały promocyjne zespołu
Pochodząca z Jastrzębia-Zdroju metalowa grupa Imperial Sin wraca z drugim albumem. Płyta „Reality Denied” ukazała się w piątek, 17 marca. Od momentu premiery pierwszego krążka zespołu mocno zmienił się jej skład. Sprawdzamy, jak to wpłynęło na nowy materiał. - Zespół postawił na bogatszą oprawę dźwiękową urozmaicającą pierwotne kompozycje - zapewnia jastrzębska formacja.

Spis treści

Imperial Sin – kilka słów o zespole

Grupę powołał do życia gitarzysta Karol Lerch w 2008 roku. Trzy lata później zespół zarejestrował pierwszy materiał demo pt. „Empty Faces". Na debiutancką płytę Imperial Sin zatytułowaną „Ritual Murder” fani musieli czekać do lipca 2018 r. W ramach promocji grupa koncertowała w Polsce i za granicą, między innymi w Czechach i Słowacji. Jastrzębska formacja dzieliła scenę m.in. z zespołami The Sixpounder, Coma czy Acid Drinkers. Zespół wystąpił w 2022 r. na festiwalu Przystanek Żory obok formacji Cochise, w której śpiewa Paweł Małaszyński, zespołu Oberschlesien nazywanego śląskim Rammsteinem oraz… Sławomira, który wylansował przebój „Miłość w Zakopanem”.

Omawianą tu płytę „Reality Denied” wypełnia 8 kompozycji, które powstawały w latach 2019-21.

- Zespół postawił na bogatszą oprawę dźwiękową urozmaicającą pierwotne kompozycje. Zespół postawił też na większy groove riffowo-perkusyjny w przeciwieństwie do zawiłych poprzednich kompozycji – czytamy w zapowiedzi.

Album został zarejestrowany w podpoznańskim Aurora Studio w drugiej połowie 2021 roku. Za miks oraz mastering odpowiadają Daniel Witczak i Krzysztof Małagowski.

„Reality Denied” – okładka przyciąga wzrok

Oprawę graficzną płyty „Reality Denied” przygotował Marcin Halerz. Uważam, że wykonał bardzo dobrą robotę. Okładka przyciąga wzrok i każe zastanowić się nad jej symboliką. Widzimy na niej anioła z zasłoniętymi oczyma. Myślę, że pewne skojarzenie ze ślepą sprawiedliwością, którą fani ciężkich brzmień doskonale znają z okładki krążka „...and justice for all” Metalliki, nie będzie przesadzone.

Patrząc na okładkę „Reality Denied” zastanawiam się, czy nie jest ona pewnym odniesieniem do obecnej kondycji ludzkości. Anioł, który powinien być naszym stróżem, działa po omacku, a spod jego skrzydła wypełza wąż. Może chodzi o to, że we współczesnym świecie zaczynają szwankować nasze kompasy moralne, może o to, że powinniśmy dokonać rewizji własnego światopoglądu. Myślę, że interesującą okładkę albumu można interpretować na wiele różnych sposobów.

Nowa płyta Imperial Sin jest bardziej zróżnicowana od poprzedniczki

Od momentu wydania debiutu grupy, płyty „Ritual Murder”, zmieniła się połowa składu formacji. Zapewne nie pozostało to bez wpływu na ostateczny kształt płyty "Reality Denied". A kierunek, w którym poszedł zespół, mogę wyłącznie chwalić. W porównaniu z pierwszym krążkiem Imperial Sin, nowy album jest pod każdym względem "bardziej". Jest jeszcze bardziej zróżnicowany i bardziej przemyślany. I choć już na „Ritual Murder” grupa chętnie zaglądała na różne podwórka, nowy album jest pod tym względem jeszcze ciekawszy. Słychać, że muzycy Imperial Sin o wiele chętniej i odważniej sięgają po różne inspiracje.

Trzonem, wokół którego jastrzębska formacja buduje swoje kompozycje, w dalszym ciągu są ekstremalne brzmienia death i groove metalu. Z tych gatunków zespół bierze agresję i ciężar połączone z ogromną dawką chwytliwości. Pod tym względem wyróżnia się świetny „Sudden revelation” oparty na nowoczesnym, rwanym riffie, przywodzącym na myśl zmechanizowane brzmienia cybermetalowców z Fear Factory.

Zresztą „nowoczesność” to jeden z przymiotników, które doskonale opisują twórczość zespołu. Na obu albumach grupy nie znajdziemy piwnicznej stęchlizny rodem z krążków Cannibal Corpse, ani boleśnie wtórnego odgrywania kilku sprawdzonych patentów, jak niestety ma to w zwyczaju Vader (z całym szacunkiem i ogromną sympatią do obu tych świetnych grup).

Muzycy Imperial Sin unikają sztampy i schematów

Nieco paradoksalnie, unikają również przesady. Bardzo dobrze słychać to w utworze tytułowym, wspartym delikatnymi orkiestracjami. Sporo ekstremalnych zespołów, gdy już sięga po brzmienia orkiestry, robi to bez wyczucia i bez, nazwijmy to, samokrytyki. W efekcie często powstają nadęte i nadmiernie patetycznie utwory, które może i przy pierwszym odsłuchu „łapią”, ale przy kolejnych zaczynają zwyczajnie męczyć. W „Reality Denied” nic podobnego nie ma miejsca. Orkiestra została mocno zepchnięta na drugi plan, stanowi jedynie subtelny ozdobnik, smaczek, który nie odwraca uwagi od całości utworu. Ogromny plus za takie rozwiązanie.

A mówiąc o zróżnicowaniu, należy wspomnieć ponownie o kawałku „Sudden revelation”. Znalazło się w nim miejsce na lekko orientalny klimat, który stanowi moment potrzebnego wyciszenia po brutalnej i bezkompromisowej nawałnicy. Myślę, że umieszczenie tego utworu mniej więcej w połowie płyty było może niezamierzone, ale z pewnością bardzo trafione. Podobne wyciszenie i wręcz nostalgiczny klimat słychać w utworze „Wheel of torment”.

Różne smaczki, ozdobniki i inspiracje można wymieniać bardzo długo. Uważam jednak, że odkrywanie wszystkich kart nie jest dobrym pomysłem, lepiej, żeby fani na własne uszy przekonali się, co jeszcze kryje „Reality Denied”.

Imperial Sin „Reality Denied” – podsumowanie

Wydaną w lipcu 2018 roku płytą "Ritual Murder" grupa zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko. Przeskoczenie jej było z pewnością trudne i zapewne niejeden zespół połamałby sobie nogi. Uważam, że jastrzębskiemu kwartetowi udało się tego dokonać bez większego problemu.

Wśród plusów albumu należy wymienić zróżnicowane i dopracowane kompozycje, a także brzmienie krążka. Produkcja jest gęsta i masywna, a zarazem naturalna. Słuchając „Reality Denied”, nie mam poczucia przeprodukowania, jak w przypadku słabo zrealizowanej „Demigod” Behemotha. Powtórzę to, co napisałem przed kilku laty w recenzji debiutu Imperial Sin: niezmiennie zaskakuje mnie fakt, że grupa jest w stanie stworzyć tak masywne brzmienie wyłącznie z jedną gitarą. Mogłoby się wydawać, że coś takiego uda się tylko największym – Panterze i Decapitated.

Gdybym miał się do czegoś doczepić, to chyba wyłącznie do czasu trwania albumu. 33 minuty tak dobrej muzyki to zdecydowanie zbyt mało. A podsumowując napiszę tylko, że po płytę „Reality Denied” powinien sięgnąć każdy fan ciężkich brzmień – rozczarowania nie przewiduję.

Lista utworów płyty „Reality Denied” grupy Imperial Sin:
1. Who I am
2. High pressure
3. Killing shot
4. Sudden revelation
5. Reality Denied
6. Path of negation
7. Wheel of torment
8. Life, death, unity

Imperial Sin gra w składzie:
Karol Lerch - gitara
Mateusz Sibila - wokal
Bartłomiej Pluciński - perkusja
Paweł Wichary - bas

Zobacz także

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Lady Pank: rocznica debiutanckiej płyty

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni