Jak fedruje kambodżański hajer

Marcin Kasprzyk
Czytam i nie wierzę. Szefowie śląskiego górnictwa wespół ze związkowcami wyjechali w zagraniczną podróż służbową.

Niby nic w tym dziwnego, można przecież pojechać za granicę, zobaczyć, jak z kryzysem radzą sobie inni, wymienić doświadczenia. Można to robić na Ukrainie, gdzie przemysł wydobywczy jest prężny, w Chinach, gdzie fedrują na potęgę, czy nawet w Republice Południowej Afryki.

Ale wspomniana delegacja szefów i związkowców postanowiła służbową podróż odbyć do... Kambodży. A czemu właśnie do Kambodży? Jak zapewnia rzecznik Kompanii Węglowej, wiedzieli, po co jadą i korzyści z tego wyjazdu będą. Na razie nie da się ich przeliczyć na pieniądze, ale będą. A jemu samemu w sumie trochę głupio pytać o szczegóły tej wizyty.

Związkowiec z Kadry, który też był w delegacji, to nawet nie jest w stanie powiedzieć, ilu ich tam było. W pytaniach "po co i za ile" wietrzy podstęp i złe intencje przeciwników politycznych.

Te odpowiedzi nie były dla mnie satysfakcjonujące, więc postanowiłem sam wydedukować, czego mogli szukać tak ważni przedstawiciele śląskiej górniczej braci właśnie w Kambodży. Przyznam od razu, że poza tragiczną historią tego kraju niewiele więcej o nim wiem. Ale już z pobieżnej lektury encyklopedii dowiedziałem się, że wydobywa się tam głównie boksyty, złoto i kamienie szlachetne. Jest ropa naftowa i gaz ziemny. O węglu niczego nie znalazłem.

Znalazłem za to informację o tym, ile wynoszą średnie kambodżańskie zarobki. I tu przez głowę przemknęła mi myśl, której sam się wystraszyłem. Otóż typowy kambodżański Kowalski zarabia miesięcznie 40-50 dolarów.

Ile może zarabiać tamtejszy przodkowy górnik? No niech zarabia więcej. Niech ma i 100 dolarów miesięcznie, wszak górnik to niebezpieczny zawód. No to moi drodzy z prostego rachunku mi wynika, że 100 dolarów przemnożone po wczorajszym kursie złotego (3,66) równa się 366 złotych.

Niech i kambodżański górnik ma dodatki, premie i barbórkowe, i niech mu wyjdzie 500 złotych miesięcznej pensji na rękę. To i tak jest co najmniej trzy lub cztery razy tańszy niż górnik na Śląsku.

I teraz wracam do powodu egzotycznej podróży śląskiej delegacji. A jeśli oni pojechali tam uczyć się od swoich kolegów z kambodżańskiej kompanii węglowej, jak płacić ludziom? To Jezus Maria! Niech nas wszystkich ręka boska broni.

To już chyba wolałbym, żeby to był typowy służbowy wyjazd turystyczny.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
ryl

A z KWK Borynia pojada sobie do Meksyku a my 1000 m pod ziemie.

a
andrzej1960

Jesli pojechali tam po to co sugeruje autor artykulu to wybrali zly kierunek,trzeba bylo pojechac do Mali albo Birmy tam zarobki jeszcze nizsze mogli by sie wiecej nauczyc

Dodaj ogłoszenie