Jak Michał z drewnianej organistówki redaktorem w telewizji został. O książce Jerzego Waksmańskiego „Bractwo skrobiących"

MP
Recenzja książki Jerzego Waksmańskiego „Bractwo skrobiących".

Jak miał na mię Cieślik? Nie, nie chodzi o Gerarda. O tego sekretarza PZPR w Katowicach... Wystarczy wejść w internet i Wikipedia od razu wyrzuca: „Stanisław Cieślik. Od 17 listopada 1971 r. do 31 maja 1975 r. był sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach".

Cóż, Michał Rabiański internetu nie miał, bo go nie było. Miał za to kłopot z imieniem sekretarza Cieślika, przez co jego telewizyjna reporterka omal nie skończyła się skandalem.

Michał Rabiański jest bohaterem powieści Jerzego Waksmańskiego „Bractwo skrobiących". Pan Jerzy jest pisarzem i emerytowanym dziennikarzem. Pracował m.in. w „Dzienniku Zachodnim". Niedawno wydał powieść. Trzecią.

Jak sam mówi, to nie jest powieść autobiograficzna, choć od wątków biograficznych się nie odżegnuje. Zresztą trudno by było, bo Michał, jak pan Jerzy, pochodzi z jurajskiej części Zagłębia, jak on skończył polonistykę w Toruniu, dostał nagrodę za debiutancką powieść, pracował w bydgoskich czasopismach, potem w katowickiej telewizji i też ma córkę Małgosię. Pewnie podobieństw jest więcej, ale to już autorska tajemnica.

Na pewno pan Jerzy jak Michał zaczytywał się w Mickiewiczu, Sienkiewiczu, Żeromskim i Prusie, co poznać i po semantyce, i po stylistyce powieści.

Ta książka opowiada historię dochodzenia chłopaka z drewnianej, XVIII-wiecznej organistówki na Wartą do telewizyjnej twierdzy na Brynowie. Zawsze chciał być pisarzem. Od dziecka, choć wtedy się tym nie chwalił, bo kto by to zrozumiał „w dawnych włościach Warszyckiego"?

Historia zaczyna się od symbolicznej sceny, kiedy ojciec odprowadza Michała na pociąg do Torunia. Niesie synowską walizkę. Czujecie podniosłość chwili? Powieść kończy się komentarzami do wizyty Jana Pawła II w Toruniu 7 czerwca 1999 roku oraz symbolicznym snem. Ecce homo?

Pomiędzy pierwszą i ostatnią sceną dzieje się historia. Michała i Polski, z wydarzeniami marca 1968 r. i wyborem kardynała Karola Wojtyły na papieża.

To opowieść o ludziach uwikłanych w system (niektóre postawy pozostają uniwersalne, bez względu na ustrój) i o czasach, które organizuje partia ze swoją doktryną, nomenklaturą, cenzurą i opresyjnością.

Jak mógł się w tych czasach odnaleźć chłopak, który „nie zgadzał się na kpiny z idealizmu, dla którego idealizm był celem, do idealizmu dążył, bo idealność świata była czymś pożądanym, porządkiem upragnionym i koniecznym... Najwyższą i kluczową organizacją życia"?

No, to już trzeba sobie doczytać. Powinni po tę powieść sięgnąć nie tylko czytelnicy pamiętający tamte, naprawdę trudne czasy, ale też młodzi adepci pióra: pisarze i dziennikarze. Choćby po to, żeby się przekonać, jakie mają szczęście, że kariery zaczynają dziś, kiedy wystarczy wrzucić dobry tekst w sieć, a znajdą się i odbiorcy, i wydawcy.

Na tym tle pełne zabiegi Michała o dostęp do maszyny do pisania może im się wydać... kaczką dziennikarską.

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

Samorządowiec Roku - gala Dziennika Zachodniego

Magazyn reporterów Dziennika Zachodniego TYDZIEŃ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie