Jak taksówkarze oszukują naiwniaków

Michał Smolorz
Żaden komputer nie zapewni policjantom tak aktualnej i cennej wiedzy, jak taxi
Żaden komputer nie zapewni policjantom tak aktualnej i cennej wiedzy, jak taxi LUCJUSZ CYKARSKI/ARC
Wiecie? To poczytajcie, w jaki sposób śląscy i zagłębiowscy kierowcy taxi oszwabiają klientów. Techniki wyciągania pieniędzy z naszych kieszeni stale się udoskonalają i są tak irytujące, że Michał Smolorz postanowił je znowu opisać

Zastanawia mnie, dlaczego w zawód taksówkarza musi być wpisany organiczny, maniakalny pęd do oszukiwania klientów. Jeśli tylko zdarzy się naiwny, to nie wolno zmarnować okazji, by mu nie dopisać czegoś do rachunku, naciągnąć na dwa, dziesięć, a choćby i sto złotych. Historia idzie naprzód, świat się zmienia, a polski taksówkarz wciąż poczytuje sobie za honor i dumę wysokość ponadnormatywnego zysku inkasowanego z cudzej naiwności. W tej konkurencji dorównać mu może tylko kelner.

We wszelkich metropoliach świata taksówkarz to zawód szczególnego zainteresowania policji i służb specjalnych. To zrozumiałe, strefy mrocznych zaułków, nocny półświatek, złodzieje, gangsterzy, sutenerzy, prostytutki - to wszystko styka się w taksówkach ze światem zwykłych ludzi. A i zwykli ludzie czasami bywają niezwykli: nobliwi mieszczanie wracający pod dobrą datą, niewierni mężowie z kochankami, zakładowe libacje, rodzinne uroczystości.

Ileż to cennych informacji przewija się przez taksówki, jakimi konfesjonałami są sunące po ulicach samochody, ile widzi i słyszy siedzący za kierownicą człowiek!

Żaden system komputerowy nie zapewni policjantom i agentom tak aktualnej i cennej wiedzy.

Za PRL-u świat taksówkarski żył we wzajemnej symbiozie z ówczesnym aparatem bezpieczeństwa. W zamian za informacje, przymykano oko na różne grzeszki: handel walutą, stręczenie panienek, przewożenie deficytowych towarów (na przykład mięsa z nielegalnego uboju), jazdę w stanie wskazującym, a także oszukiwanie lub wręcz okradanie klientów.

(Ale zdarzali się też kierowcy - co warto przypomnieć - którzy w stanie wojennym wykorzystywali tę sytuację do rozwożenia nielegalnych wydawnictw, niektórzy pomagali eksponentom podziemnej Solidarności.)

Kiedy upadła Polska Ludowa, taksówkarze w dużych miastach mieli problem z adaptacją do nowych czasów. Wielu uznało, że to dopiero jest okazja do rozwinięcia skrzydeł.

Lata 90. ubiegłego wieku, to okres heroicznej walki władz polskich metropolii z taksówkarskimi mafiami, które bezwzględnie łupiły klientów w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu czy Poznaniu. Ich ofiarami padali głównie obcokrajowcy i przyjezdni.
W całej Europie biura podróży wydawały specjalne broszurki z instrukcjami, jak nie dać się oszukiwać przez polskich taksówkarzy.

Nieraz ofiary mafii płaciły za przejazdy po polskiej stolicy dużo więcej niż w Paryżu czy Londynie. Rozzuchwalone bezkarnością formalne lub nieformalne korporacje coraz śmielej naciągały też miejscowych klientów.

W stolicy kres tej samowoli położyła dopiero prezydentura Pawła Piskorskiego (1999-2001).

W Trójmieście zgodne współdziałanie prezydentów Gdańska, Sopotu i Gdyni też doprowadziło w 2000 roku do uporządkowania usług taksówkarskich. Stopniowo problem wygasł w innych metropoliach, gdzie panują dziś - i na ogół są przestrzegane - jasne i czytelne zasady naliczania opłat.

Niestety, w śląsko-zagłębiowskiej aglomeracji ten kłopot mamy wciąż na tacy i zaczyna on narastać. Taksówkarze bezwzględnie wykorzystują każdy dostępny sposób naciągania rachunków, pospolitych oszustw nie wyłączając. W efekcie za przejazdy na Śląsku płacimy dziś znacznie więcej niż w innych regionach.

Oto najczęściej stosowane przez kierowców sposoby wyciągania nam pieniędzy z kieszeni

Metoda na stawkę

Formalnie cena za przejazd taksówką jest umowna. Jeśli takiej umowy nie zawrzemy przed ruszeniem w drogę, kierowca może uznać, że godzimy się na jego warunki.

Dlatego jeśli ruszamy z postoju albo zatrzymujemy taksówkę na ulicy i nie pytamy o cenę, co sprytniejsi błyskawicznie wpisują do taksometru jakąś absurdalną stawkę, na przykład 5 złotych za kilometr.

Za krótki kurs w centrum miasta płacimy wtedy kilkadziesiąt złotych i nic na to nie poradzimy, wszystko jest zgodne z prawem.

Jeśli taksówkarz należy do korporacji, to teoretycznie obowiązują go ustalone w niej ceny - ale tylko wówczas, gdy zamawiamy go za pośrednictwem centrali przez telefon lub przez internet.

Poza tym - wolna amerykanka. Ofiarami tego procederu padają głównie podróżni wychodzący z dworców kolejowych i wsiadający na pobliskich postojach.

Metoda na strefę

Dawniej we wszystkich miastach aglomeracji obowiązywały strefy, po przekroczeniu których płaciliśmy jak za wyjazd poza miasto.

Większość miast zniosła strefy jeszcze w ubiegłym wieku, wraz z rozwojem dzielnic peryferyjnych, teraz na całym ich obszarze obowiązuje taryfa wewnątrzmiejska.

Niestety, wielu taksówkarzy, także korporacyjnych, uparcie włącza (często niepostrzeżenie) pozamiejską taryfę i sami o tym nie wiedząc, płacimy za przejazd podwójnie. To jest najczęstszy i, niestety, powszechny sposób naciągania podróżnych, w dodatku akceptowany przez niektóre korporacje.

Metoda warszawska

To z kolei jest sposób stary jak świat, znany w Polsce od okresu przedwojennego: wozić klienta jak najdłuższą drogą, aby nawet uczciwie ustawiony taksometr nabił jak najwięcej.

Na Śląsku i w Zagłębiu jest to o wiele łatwiejsze niż w Warszawie, układ przestrzenny miast jest nieregularny, drogi poplątane i nawet mieszkaniec aglomeracji (a co dopiero przyjezdny) nie jest w stanie się zorientować, czy jedziemy krótszą trasą, czy nadkładamy kilometrów.

Wiele dróg jest remontowanych, co chwila pojawiają się objazdy. Bardzo często kierowca w geście życzliwości proponuje nam wybór: na tej drodze są roboty, możemy pojechać inaczej, więc sami decydujemy się zapłacić więcej, ufając w prawdziwość informacji.

Metoda dopłaty za korki

Uwaga, uwaga! To najnowszy wynalazek, wprowadzony przez kierowców Silesia Cars. Ta firma, wchodząc niedawno na śląski rynek, oferowała jasne i proste zasady naliczania opłat, niskie taryfy i szereg dodatkowych usług, na przykład nowatorską na Śląsku możliwość płacenia kartą.

Ale okres ochronny dla klientów najwyraźniej się skończył i nowy gracz dołączył do wyścigu naciągaczy.

Teraz, oprócz opłaty za przejechane kilometry, możemy się spodziewać dopłaty za korki na mieście, którą kierowca doliczy wedle własnego uznania: może to być 10 złotych, może 20, wszystko zależy od humoru pana pod krawatem (bo taki jest w tej firmie standard). Zapewne szybko przejmą tę metodę pozostałe korporacje.

Śląscy i zagłębiowscy prezydenci miast udają, że nie ma problemu. Indagowani, powtarzają zwykle formułkę: Te sprawy powinien regulować wolny rynek.

Zasada ogólnie jest słuszna, ma jednak swoje wyjątki, także w świecie liberalnej gospodarki. Jeden z nich, to nadzór nad rynkiem usług przewozowych, w którym klient jest szczególnie narażony na nieuczciwość i cwaniactwo. Robi się to przez system koncesyjny, który pozwala na szybkie rugowanie ludzi nieuczciwych.

Nie można usprawiedliwiać bezczynności złym stanem prawnym, większość miast potrafiła sobie poradzić z tym dokuczliwym wrzodem.

Może więc Górnośląski Związek Metropolitalny, instytucja nieruchawa i raczej synekuralna, udowodni sens swego istnienia i zajmie się czymś konkretnym. Choćby i taksówkami.

Post scriptum:

przepraszam liczne zastępy uczciwych taksówkarzy, których zapewne niektóre stwierdzenia tego artykułu mogły dotknąć. Być może takich jest większość. Ale dopóki nie wyrugują ze swojego grona dokuczliwej, kombinatorskiej mniejszości, to na nich ciążyć będzie odium.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mizon

Jedyna korporacja u nas w wawie, która nie kombinowała, przynajmniej podczas moich przejazdów, to Sawa. U wszystkich innych niestety kanty jakich mało. Dlatego odpuszczamy szukanie po najniższej cenie. Chodzi o spokój i dobre auta. Tyle.

K
KetiSu

Mam tylko cichą nadzieje że nie wsiąde do taryfy Pavulona wolę ziołolecznictwo niż psychotropy

K
KetiSu

Panie Pavulon proponuje zmienić lekarza psychiatrę który Panu to przepisuje...WIELKIE BRAWA dla pana Michała Smolorza autora artykułu "Jak taksówkarze oszukują naiwniaków".Urażony jak widać najbardziej jest Pavulon,a jest takie przysłowie "uderz w stół a nożyce się odezwą",czyżby Clonazepanum o sorki Pavulona "prawda w oczy kolała????"

K
KetiSu

Panie Pavulon proponuje zmienić lekarza psychiatrę który Panu to przepisuje...WIELKIE BRAWA dla pana Michała Smolorza autora artykułu "Jak taksówkarze oszukują naiwniaków".Urażony jak widać najbardziej jest Pavulon,a jest takie przysłowie "uderz w stół a nożyce się odezwą",czyżby Clonazepanum o sorki Pavulona "prawda w oczy kolała????"

P
Pavulon

Szanowny Panie dziennikarzu ...
Czy raczej pismaku od siedmiu boleści, bo większość z Was za takich uważam. Jeżeli któryś z Was jest jednak rzetelnym dziennikarzem i poczuł się urażony, trudno. Akceptując jako kolegę po fachu tego mistrza science fiction w swoich szeregach, sami narażacie się na takie epitety.
Jak kolega wcześniej napisał, większego steku bzdur na temat taksówek nigdy wcześniej nie słyszałem/czytałem. Nierzetelność w prawie każdym aspekcie wypowiedzi dotyczącym taksówek.
Nie masz pojęcia, dobry człowieku, o czym piszesz.
Usłyszałeś jak baby w maglu plotkowały i zrobiłeś naczelnego w konia inkasując za ten tekst kilka(set) peelenów. Nie mówię o znajomości zasad działania taksometru, bo tego możesz nie wiedzieć, jak większość społeczeństwa. Ale pisząc artykuł o jakimś środowisku, wypadałoby przynajmniej rozeznać się "jak to działa" a nie tylko wiedzieć że wszystko co ma koguta, to złodziej i naciągacz (Tak tak, było że większość to może i dobrzy są, ale nie wiadomo którzy, to lepiej się wystrzegać wszystkich)
Zajmij się lepiej pisaniem bajek dla dzieci, to wychodzi Ci najlepiej. A i główni bohaterowie mniej kontrowersyjni.
Nie pozostaję w szacunku, jestem zniesmaczony.
Pavulon

G
Gość

Przytoczenie przykładu Piskorskiego, jako tego co unormował rynek,
może jedynie budzić i politowanie. Takiego serwilizmu dawno nie widziałem.
Autor pewnie świetnie się z tym czuje i zawsze patrząc w lustro,
przekonany jest o swojej nieskazitelnej rzetelności dziennikarskiej.
W cały artykule jest cała masa błędów, stereotypów,
mitów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

Dziennikarze są za to grupą, która pisze prawdę i tylko prawdę,
liczba TW wśród dziennikarzy przyćmiewa blaskiem inne,
żadna grupa nie może się z wami równać, mistrzowie obiektywizmu.
Wyjątkowym tupetem i hipokryzją trzeba się cechować,
by innym grupom zawodowym przypisywać wszelkie niegodziwości,
samemu tkwiąc w bagnie służalczości i gotowości do szerzenia najbrudniejszej
propagandy.

Odnosi się wrażenie, że cały artykuł powstał jedynie w głowie szanownego pana redaktora,
który nie zadał sobie trudu by porozmawiać z choć jednym taksówkarzem.
Tekst powstał chyba jedynie ku chwale miłościwie panującej nam platformy,
Jako jedynej sile stojącej na straży bezpieczeństwa obywateli.

Zapomniał jednak dodać, obiektywnie rzecz jasna, o bałaganie i niewyobrażalnej wręcz patologii z przewozami w roli głównej, jak powstał w stolicy pod rządami pani Gronkiewicz-Walz.
W Warszawie można zapłacić 600 zł z dworca PKS Warszawa Zachodnia na lotnisko (normalnie 25-40zł)
u przewoźnika z kogutem "TAKI" nie mylić z "TAXI", podszywającego się w majestacie prawa
pod taksówkę osobową, w przypadku oburzenia klienta, przewoźnik woła policjanta a ten nakazuje uiścić rachunek. (taką śmieszną mamy ustawę)
Władza nie robi kompletnie nic by temu przeciwdziałać.
Platforma ma w nosie, że legalnie można naciągać pasażera, przyklaskuje tylko wyłącznie bałwochwalczym pismakom jak to w Polsce wszyscy inni są źli, tylko oczywiście nie oni sami.
Zapomniał napisać, że to wina PIS-u.
Mentorzy mogą więc nie docenić trudu, fachowości autora i cały wysiłek przelewania urojeń mistrza rzetelności może pójść na marne, czego mu szczerze życzę.

G
Gość

Przytoczenie przykładu Piskorskiego, jako tego co unormował rynek,
może jedynie budzić i politowanie. Takiego serwilizmu dawno nie widziałem.
Autor pewnie świetnie się z tym czuje i zawsze patrząc w lustro,
przekonany jest o swojej nieskazitelnej rzetelności dziennikarskiej.
W cały artykule jest cała masa błędów, stereotypów,
mitów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością.

Dziennikarze są za to grupą, która pisze prawdę i tylko prawdę,
liczba TW wśród dziennikarzy przyćmiewa blaskiem inne,
żadna grupa nie może się z wami równać, mistrzowie obiektywizmu.
Wyjątkowym tupetem i hipokryzją trzeba się cechować,
by innym grupom zawodowym przypisywać wszelkie niegodziwości,
samemu tkwiąc w bagnie służalczości i gotowości do szerzenia najbrudniejszej
propagandy.

Odnosi się wrażenie, że cały artykuł powstał jedynie w głowie szanownego pana redaktora,
który nie zadał sobie trudu by porozmawiać z choć jednym taksówkarzem.
Tekst powstał chyba jedynie ku chwale miłościwie panującej nam platformy,
Jako jedynej sile stojącej na straży bezpieczeństwa obywateli.

Zapomniał jednak dodać, obiektywnie rzecz jasna, o bałaganie i niewyobrażalnej wręcz patologii z przewozami w roli głównej, jak powstał w stolicy pod rządami pani Gronkiewicz-Walz.
W Warszawie można zapłacić 600 zł z dworca PKS Warszawa Zachodnia na lotnisko (normalnie 25-40zł)
u przewoźnika z kogutem "TAKI" nie mylić z "TAXI", podszywającego się w majestacie prawa
pod taksówkę osobową, w przypadku oburzenia klienta, przewoźnik woła policjanta a ten nakazuje uiścić rachunek. (taką śmieszną mamy ustawę)
Władza nie robi kompletnie nic by temu przeciwdziałać.
Platforma ma w nosie, że legalnie można naciągać pasażera, przyklaskuje tylko wyłącznie bałwochwalczym pismakom jak to w Polsce wszyscy inni są źli, tylko oczywiście nie oni sami.
Zapomniał napisać, że to wina PIS-u.
Mentorzy mogą więc nie docenić trudu, fachowości autora i cały wysiłek przelewania urojeń mistrza rzetelności może pójść na marne, czego mu szczerze życzę.

J
Jego Mość

Można wpisywać sobie coś do taksometru? Jak?

j
ja

W zyciu nie czytalem wiekszego steku bzdur.

Dodaj ogłoszenie