Jak wyglądała policyjna obława na Kamila Stanka i pumę Nubię? Brali w niej udział antyterroryści i śmigłowiec ściągnięty z Krakowa

Patryk Osadnik
Patryk Osadnik
Obława na Kamila Stanka i pumę Nubię trwała trzy dni Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Śląska Policja
Obława na Kamila Stanka i pumę Nubię trwała trzy dni. Udział wzięli w niej antyterroryści i policyjny helikopter. Mówi się, że w akcję zaangażowanych było ponad 200 policjantów z dwóch województw. Funkcjonariusze nie zdradzają tajników operacyjnych, ale przyznają, że nie planowali zaangażowania aż takich sił w odebranie weteranowi z Afganistanu dzikiego zwierzęta. Wszystkie zmieniła niespodziewana interwencja pracowników Poznańskiego Ogrodu Zoologicznego.

Wszystko zaczęło się w piątek, 10 lipca, kiedy w okolicach Ogrodzieńca pojawili się pracownicy Poznańskiego Ogrodu Zoologicznego w towarzystwie dziennikarzy. Tam ukrywał się wraz z żoną Kamil Stanek, weteran wojny w Afganistanie i właściciel pumy imieniem Nubia.

Wcześniej w sądzie zapadł prawomocny wyrok, który nakazywał przepadek drapieżnego zwierzęcia na rzecz Skarbu Państwa. Dlaczego?

- Dopuszczenie do przebywania pumy w otoczeniu innych osób, w tym dzieci, w istocie bez żadnych realnych środków bezpieczeństwa, ocenić należy w kategorii skrajnej nieodpowiedzialności (...) Środek tej jest niezbędny, gdyż obwiniony nie zmienił swego nagannego zachowania - czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Właściciel Nubii nie zamierzał jednak oddać jej w ręce Ewy Zgrabczyńskiej, która jest dyrektorem Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, w którym ratuje się zwierzęta z przemytu, cyrków i dzikich hodowli.

- Nasz fotoreporter wypatrzył w chaszczach klatkę przykrytą eternitowymi płytami. W środku siedziała skulona puma. - To skrzywdzone dzikie zwierzę. Było wykorzystywane do zarabiania pieniędzy, a teraz jest trzymane w karygodnych warunkach - mówiła dyrektorka zoo. Wezwała policję, na radiowóz czekaliśmy 35 minut. Wcześniej przyjechał Kamil Stanek - pisze Piotr Żytnicki z Gazety Wyborczej.

Weteran podbiegł do klatki i uwolnił z niej pumę, którą zapiął na smyczy. Pracownicy zoo próbowali go obezwładnić, ale były żołnierz bez problemów się uwolnił. Miał nóż, który przyłożył sobie do gardła i zagroził, że prędzej sam siebie zabije, niż ktoś odbierze mu Nubię. Później uciekł do lasu.

Musisz to wiedzieć

Antyterroryści, śmigłowiec i jeden weteran z pumą na smyczy. Tak wyglądała obława na Kamila Stanka i Nubię

Po pewnym czasie na miejscu pojawili się funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Zawierciu. Jak pisze Piotr Żytnicki, już wcześniej próbowali oni namierzyć Kamila Stanka, ale bezskutecznie. Teraz już dobrze wiedzieli gdzie jest i musieli zacząć obławę.

- Najbardziej intensywne działania prowadziliśmy w piątek - mówi podinsp. Aleksandra Nowara z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. - Mężczyzna posiadał bardzo niebezpieczne zwierzę, które co prawda żyło z jego rodziną, ale nie mieliśmy żadnej pewności, że nie wyrządzi krzywdy mu lub któremuś z funkcjonariuszy. Sam właściciel Nubii był bardzo rozemocjonowany, groził, że zrobi sobie krzywdę i dlatego musieliśmy być niezwykle ostrożni - dodaje.

Rzeczniczka Śląskiej Policji nie chce zdradzać szczegółów dotyczących techniki operacyjnej. Przyznaje jednak, że początkowo KWP nie planowała tak dużego zaangażowania sił w tę akcję.

- Nie spodziewaliśmy się tego, że przedstawiciele zoo na własną rękę spróbują przejąć pumę. Wcześniej chcieliśmy załatwić tę sprawę przy pomocy mediacji, ale w związku z zaistniałą sytuacją nie mieliśmy innego wyjścia - wyjaśnia podinsp. Nowara.

Mówi się, że w obławie na Kamila Stanka i Nubię udział wzięło ponad 200 policjantów z KPP w Zawierciu, KWP oraz Oddziałów Prewencji w Katowicach. Do tego z KWP w Krakowie wysłano śmigłowiec, który z perspektywy lotu ptaka patrolował lasy wokół Ogrodzieńca, a do akcji ruszyli najlepiej wyszkoleni antyterroryści.

Właściciel pumy dobrowolnie zgłosił się na policję. Nubia trafiła do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego

W piątek służby w terenie działały do zmroku, ale nie ufało im się namierzyć Kamila Stanka. W sobotę skoro świt funkcjonariusze wrócili do lasu.

- Udało nam się nawiązać kontakt z właścicielem pumy i doprowadzić do mediacji. Jednocześnie wciąż trwały poszukiwania - mówi podinsp. Nowara. Jednak w tym momencie można było wycofać już część policjantów i zmienić sposób działania, co przyniosło efekty.

W niedzielę, 12 lipca, do KPP w Zawierciu dobrowolnie zgłosił się Stanek, który został przesłuchany i odesłany do domu. A co z Nubią? Drapieżny kot trafił do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego. To efekt ugody, bowiem weteran będzie mógł zaglądać do pumy w ramach wolontariatu. Nubia pozostanie w Chorzowie do momentu rozstrzygnięcia sprawy przez kolejny sąd.

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Będzie waloryzacja 500+?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie